Archiwum kategorii: Kilka myśli…

Rozważania

VIII NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

VIII NIEDZIELA ZWYKŁA |(Łk 6, 39-45 )

Ostatnio opowiedziano mi scenę z jakiegoś nowego serialu, który jest emitowany. Brat popsuł bratu zabawkę i ten idąc do taty na skargę stwierdził, że jego brat zasługuje na śmierć. Tata zawołał sprawcę i kazał mu podać sobie piwo. W chwili kiedy chłopiec się po nie schylił, ojciec złapał go za głowę i włożył ją do wiaderka z wodą topiąc go. Wtedy młodszy brat, który jeszcze niedawno domagał się śmierci swojego brata, zaczął prosić tatę, żeby przestał. Jednak tata stwierdził, że przecież sam tego chciał, wtedy chłopiec uderzył tatę, żeby zostawił brata i nie robił mu krzywdy. Ojciec go puścił, a później powiedział do chłopca, który domagał się śmierci brata: „pamiętaj – rodzina jest najważniejsza”!

Dzisiaj w Ewangelii Jezus zwraca nam uwagę na to, że tak łatwo dostrzegamy w innych wady, tak łatwo oceniamy, ale nie zauważamy swoich błędów i wad!

Brat psuje bratu zabawkę. Poszkodowany nie zauważa już swojej postawy, która przecież jest o wiele gorsza – domaga się śmierci brata. Czasem wydaje nam się, że wszyscy robią źle, każdy jest zły, większość jest winna, nie robią tak jak powinni, szkodzą nam swoim zachowaniem, nie potrafią nic dobrze zrobić. Jednak okazuje się, że na ich słabości my odpowiadamy swoją słabością, której w ogóle nie dostrzegamy, widzimy drzazgę w oku brata, a belki w swoim oku nie dostrzegamy.

Ostatnio nie wywiązałem się ze swojego obowiązku, tym samym zawiodłem pewną osobę. Kiedy do niej zadzwoniłem z przeprosinami, usłyszałem jak bardzo ta osoba poczuła się skrzywdzona i źle potraktowana. Jednak kiedy chciałem usprawiedliwić swoje zachowanie, nie mogłem, ponieważ osoba ta kończąc swoją mowę po prostu się rozłączyła. Pomyślałem wtedy: dlaczego czując się pokrzywdzona, krzywdzi teraz mnie? Dlaczego widząc moją złą postawę przybiera podobną? Dlaczego widząc moją słabość uruchamia własną? Oczywiście postawa tej osoby w żaden sposób nie usprawiedliwiła mojej postawy, lecz zdziwiło mnie to bardzo, bo zamiast pomagać sobie wyciągać drzazgi z oczu, wbijamy tam kolejne nie dostrzegając przy tym, że nasza postawa staje się o wiele gorsza od tej, którą przed chwilą sami piętnowaliśmy! Okazuje się, że popsucie zabawki jest złą postawą, ale życzenie śmierci bliskiej osobie to żaden problem!

Lekarstwem na dostrzeganie swoich belek i drzazg, jest zmiana kierunku patrzenia! Jeżeli chcemy widzieć jak wyglądamy idziemy przed lustro, a gdzie spojrzeć, żeby dostrzec swoje wnętrze? Kto kieruje swój wzrok w stronę Boga, zaczyna dostrzegać siebie takim, jakim jest! Każde spotkanie z Bogiem to refleksja nad tym, w jakim stanie dzisiaj przed Nim jestem. Czy mogę przystąpić do Komunii Świętej czy też nie? To nie wady innych nie pozwalają mi przyjąć Jezusa do serca, tylko moje! Im częściej spotykam się z Bogiem, tym więcej zauważam prawdy o sobie! Jak bardzo leczy wzrok adoracja Najświętszego Sakramentu! Spoglądając na Jezusa przestaję oceniać i punktować innych, widząc samą Miłość zaczynam dostrzegać własną grzeszność, słabość i małość, którą Bóg tak bardzo kocha, a nie pogardza!

Częste spotykanie Boga i wpatrywanie się w Niego uleczy nasz wzrok, który zacznie dostrzegać Jezusa w drugim człowieku!!!

VII NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

VII NIEDZIELA ZWYKŁA |(Łk 6, 27-38 ) Przykazanie miłości

Przychodząc do lekarza w czasie choroby nikt z nas nie sprzecza się z nim, kiedy przepisuje takie czy inne tabletki. Liczymy na to, że recepta wypisana przez niego nam pomoże, dlatego ufamy i zażywamy tabletki mając nadzieję, że pomogą i że będziemy zdrowi, bo nikt nie chce być chory! To jest bardzo jasne i bardzo proste: żeby wyzdrowieć, trzeba trzymać się zaleceń lekarza!

W dzisiejszej Ewangelii dostajemy „receptę” na ciężkie choroby, które w dzisiejszym świecie są wręcz zarazą i wirusem. Niestety, bardzo niewielu je zauważa i cokolwiek próbuje zmienić, dlatego że bardzo trudno je zlokalizować!

Bóg daje dzisiaj lekarstwo na nienawiść, na przekleństwo oraz na oczernianie, czyli złe mówienie o innych i obgadywanie. Lekarstwem są: dobre czyny, błogosławieństwo oraz modlitwa! Daje nam dzisiaj Bóg receptę na to, abyśmy po pierwsze dostrzegli w swoim życiu chorobę, a po drugie byśmy w końcu wyzdrowieli!

Okazuje się, że jeżeli jesteśmy ludźmi wiary, a mamy w sobie wirusa nienawiści, przekleństwa oraz oczerniania, i nie robimy z nimi nic, niczym się nie różnimy od tych, co nie wierzą… Te wirusy wyżerają całą miłość, jaką mamy wobec ludzi, całą siłę do przebaczania i wiarę w to, że Bóg kocha i przebacza… A jeżeli tego nas wirus pozbawi, to stajemy się ludźmi beznadziei i strachu o każdy kolejny dzień!

Nienawiść, przekleństwo i oczernianie innych atakują każdego, lecz nie każdy zdaje sobie z tego sprawę i się temu przeciwstawia. Daje nam Bóg receptę, lecz nie można czekać, aż wirus się ujawni, trzeba zacząć już dobrze czynić, już błogosławić i już się modlić – bo kto przestaje słuchać i stosować zaleceń Jezusa, ten zaczyna chorować, a każdy kto wypełnia Słowa, które wypowiada Jezus, ma siły do nadstawiania policzka tym, którzy biją, oddania tego co chcą zabrać, do kochania tych, którzy są naszymi nieprzyjaciółmi!!

Kto chce być zdrowy, musi słuchać zaleceń LEKARZA! Nawet jeżeli kuracja będzie trudna, ona zawsze prowadzić będzie do zdrowia! +

VI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

VI NIEDZIELA ZWYKŁA |(Łk 6, 17.20-26 ) Błogosławieni ubodzy, biada bogaczom

„Wtem ujrzałam Pana Jezusa przybitego do krzyża. Kiedy Jezus chwilę na nim wisiał, ujrzałam cały zastęp dusz ukrzyżowanych tak jak Jezus. I ujrzałam trzeci zastęp dusz i drugi zastęp dusz. Drugi zastęp nie był przybity do krzyża, ale dusze trzymały silnie w ręku krzyż; trzeci zaś zastęp dusz nie był ani ukrzyżowany, ani [nie] trzymał w ręku krzyża silnie, ale wlokły te dusze krzyż za sobą i były niezadowolone. Wtem rzekł mi Jezus:

Widzisz – te dusze, które są podobne w cierpieniach i wzgardzie do mnie, te też będą podobne i w chwale do mnie; a te, które mają mniej podobieństwa do mnie w cierpieniach i wzgardzie – te też będą miały mniej podobieństwa i w chwale do mnie.

Tekst z „Dzienniczka” świętej siostry Faustyny jest idealnym komentarzem do dzisiejszej Ewangelii.

Tłum przychodzi do Jezusa: są apostołowie, Jego uczniowie oraz przeróżni ludzie, którzy pewnie już niejedno widzieli i słyszeli. Przyszli, aby słuchać Jezusa i pewnie zastanawiali się: co tym razem Jezus zrobi? Czym ich tym razem zaskoczy? A Jezus mówi trudne słowa, które mogły się wielu ludziom nie spodobać, mówi jasno, że jeżeli ktoś doświadczył miłości Boga i chce pójść Jego drogą, to musi doświadczyć w swoim życiu krzyża! Kolejny etap życia z Bogiem, zaraz po doświadczeniu uzdrowienia czy namacalnego działania Bożej łaski w swoim życiu jest krzyż, czyli wszelki trud, cierpienie, niezrozumienie i nie dlatego, żeby dobić, lecz dlatego, żeby upodobnić się jak najbardziej do Jezusa!

Jeżeli trwamy przy Chrystusie i prowadzimy życie, w którym jest On ważny, bądź najważniejszy, nie powinno nas dziwić, że zaczniemy stawać się jak On i doświadczymy krzyża! Krzyż to cierpienie, które kryje w sobie MOC ZBAWCZĄ! Jezus dzieli się nią z nami i każdy kto z miłości, w pokorze serca i cichości przyjmie cierpienie, uruchomi tę moc, to znaczy będzie w stanie swoją modlitwą połączoną z cierpieniem, które przeżywa ratować dusze od zguby wiecznej, będzie mógł wykupywać dusze, wyrywać je z rąk zła, by na wieki nie zostały potępione! Jest to ogromna moc, lecz nie każdy jest w stanie ją przyjąć, nie każdy jest w stanie ją odkryć – lecz jeżeli Bóg nas zaprasza na drogą krzyżową, na drogę zbawiania dusz – to każdy zaproszony otrzyma tyle sił, ile będzie potrzebował! Choć pierwszy odruch to ucieczka, brak zgody czy nawet bunt, jednak przy rozpatrzeniu sprawy może się okazać, że nikt nas na cierpienie nie skazał, lecz zostaliśmy wybrani do zbawiania świata – Zbawiciel jest jeden i to jest jasne, ale my możemy się do zbawienia innych w ogromnej mierze przysłużyć! Nagrodę za wszystko otrzymamy w odpowiednim czasie!

V NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

V NIEDZIELA ZWYKŁA |(Łk 5, 1-11 ) Zostawili wszystko i poszli za Jezusem

Doświadczenie porażki… pewnie większość z nas ma je za sobą. Coś, co nie poszło tak, jak byśmy chcieli, jak przypuszczaliśmy, jak się nastawialiśmy. Inaczej planowaliśmy, inaczej chcieliśmy i pragnęliśmy, a tutaj efekt totalnie odwrotny. Takie doświadczenia ostatnio sam przeżyłem grając na Mistrzostwach Polski w Piłce Halowej. Plan i pragnienia były duże, okazało się że trzeba było przełknąć smak porażki i przegranej.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus wsiada do łodzi Piotra, do łodzi która jeszcze nie dawno była miejscem jakieś porażki, irytacji, zmęczenia, smutku i niezrozumienia. Piotr w tym miejscu próbował łowić ryby całą noc i nic, cały wysiłek, trud i praca przełożyły się na porażkę. Jezus wchodzi w tę całą przestrzeń zawodu oraz smutku i okazuje się, że miejsce „przegranej” staje się miejscem zwycięstwa!

Piękna scena kochani! Scena, która pokazuje nam jak ważne jest dzisiaj, abyśmy zapraszali Jezusa do naszych „łodzi”, które kojarzą nam się z tym co trudne, co bolesne, co często nazywamy „porażką życiową”. Jezus może i chce przemieniać to wszystko w łaskę, w doświadczenie cudu. Piotr doskonale wiedział, że to jest interwencja Boża, bo jeszcze nie dawno robił wszystko, żeby złowić ryby i trudził się całą noc – efekt żaden, ale gdy na Słowa Jezusa uczynił coś, co można było powiedzieć było wbrew wszelkiej logice – efekt: pełen sukces! Piotr widząc taki połów cieszy się z ryb, ale jeszcze bardziej dotyka go cała sceneria wydarzeń i to w jaki sposób do tego doszło!

Jezus potrafi przemieniać wszystko co trudne w naszym życiu w piękne doświadczenia Swojej obecności, potrzeba tylko Mu zaufać i kierować się Jego Słowem. Piotr był rybakiem i Jezus przyszedł do niego poprzez jego codzienne zajęcia, wszedł w jego rzeczywistość.

Tak samo dziś – jak do Piotra, Jezus pragnie przyjść do nas w miejsca naszej codzienności, czeka aż zrobimy mu miejsce w naszych łodziach, które są zawalone wieloma sprawami, problemami, są podziurawione i niezdolne do pływania, dryfują na brzegu niczym wraki… Wystarczy zaprosić Jezusa: „Panie ja jestem człowiek słaby i grzeszny, ale proszę wsiądź do mojej łodzi, pragnę doświadczyć Twojej obecności”! Na efekt nie trzeba będzie długo czekać, dlatego że Jezus nas bardzo kocha i tylko potrzebuje naszego zaproszenia!

IV NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

IV NIEDZIELA ZWYKŁA |(Łk 4, 21-30 )

Dość dawno odwiedziłem kolegę w Toruniu. Jechaliśmy tramwajem prawie przez całe miasto i w tym czasie opowiadałem mu rzeczy dla mnie bardzo ważne, a on dając mi do zrozumienia, że słucha, kiwał głową i co trochę przytakiwał. Mówiłem około 15 minut, a on słuchał. W pewnym momencie zapytałem go, co on o tym wszystkim sądzi, a wtedy, ku mojemu zdziwieniu, zapytał: „a co mówiłeś?”

Co niedzielę, bądź nawet częściej, słuchamy Słowa Bożego i odpowiadamy: „Bogu niech będą dzięki”, bądź: „Chwała Tobie Chryste” dając tym samym wyraz naszego zrozumienia. Przytakujemy na usłyszane Słowo tak, jak byśmy dobrze go słuchali i doskonale rozumieli, ale okazuje się, że gdyby nas zapytano co było w dzisiejszej Ewangelii, poprosilibyśmy, aby ją powtórzono.

Słuchanie Słowa Bożego jest bardzo ważne, bo z jednej strony trzeba Słowo usłyszeć, a z drugiej zrozumieć – z czym mają problem ludzie z dzisiejszej Ewangelii, którzy słuchają Jezusa, przytakują Mu, ale zaraz mają problem z Jego Osobą, a tym samym z tym, co później mówi.

Jak się kogoś dobrze nie zna, to można nie rozumieć jego zachowań, słów i postaw, ale gdy się tę osobę dobrze pozna, okazuje się, że wszystko jest zrozumiałe i jasne. Jeżeli nie zna się Jezusa, można mieć problem z tym co mówi, można mieć trudność, aby z jednej strony pojąć, a z drugiej zaakceptować Jego Słowa. Jedni, ze względu na to co mówi Chrystus, są w stanie oddać życie, a drudzy na Słowo Jezusa chcą Go pozbawić życia.

Dobrze jest dzisiaj zwrócić uwagę na to, jak reaguję na Słowo Boga, czy go w ogóle słucham, rozumiem? Czy go przyjmuję i akceptuję? Można się oburzać i złościć twierdząc, że nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć, a można obrać Pismo Święte jako życiową mapę, wersety jako swoiste współrzędne geograficzne i iść przez życie pewnie i ufnie. Bóg nie rozkazuje i nie nakazuje, On zaprasza na drogę zbawienia dając nam Mapę – Swoje Słowo, abyśmy się nie pogubili!!!

II NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

II NIEDZIELA ZWYKŁA | (J 2, 1-11) Pierwszy cud Jezusa w Kanie Galilejskiej

Wspominając dzieciństwo i czas podstawówki, przypominam sobie jak mama pakowała mi do szkoły kanapki, żebym nie zgłodniał. Mama wiedziała, że będą mi potrzebne, więc mi je dawała. Dziecko nie ma świadomości co mu potrzebne, ale rodzic doskonale wie. Tak samo kiedy wychodziłem w góry, bardzo często koledzy radzili mi co ze sobą zabrać, a czego nie, co będzie niezbędne, co może się przydać, a co warto mieć, choć może w ogóle nie zostać użyte. Dobre wyposażenie często ratuje życie, stając się gwarancją bezpieczeństwa i pewności, że mając ze sobą to co będzie potrzebne i niezbędne, w trudnych sytuacjach i warunkach pomoże.

Dzisiaj w drugim czytaniu słyszymy jak Duch Święty hojnie nas obdarza wszelkimi Darami i Charyzmatami. Duch Święty wyposaża nas w to wszystko, abyśmy z jednej strony szli przez życie pełni ufności i pokoju, a jednocześnie napotykając innych nieśli pomoc!

Jednak my bardzo często zapominamy o tym, jak poprzez Chrzest Święty oraz Bierzmowanie zostaliśmy wyposażeni w taką apteczkę, w której znajduje się dosłownie wszystko, co niesie pomoc i ratunek! Zapomnieliśmy dziś o tym, że Duch Święty jest w stanie pomóc nam w każdej sytuacji, że obdarzył nas tym wszystkim, co jest niezbędne w życiu każdego wierzącego, który wyruszył drogą ku zbawieniu!

Dlatego została nam dana Maryja! Obecność Matki Bożej na weselu w Kanie Galilejskiej jest pięknym obrazem Jej działania w życiu każdego człowieka. Maryja nie wytyka braku, ale zauważając go szybko i dyskretnie reaguje! Interwencja Maryi ratuje całe wesele i chroni młodą parę przed falą krytyki i przed tym, że piękny początek nie staje się haniebnym końcem!

Każdy z nas doświadcza w swoim życiu braków i to niemałych, jednak przypomina nam dzisiaj św. Paweł czym zostaliśmy obdarzeni przed Ducha Świętego, a jakby tego było mało, Bóg daje nam Mamę, aby Ona interweniowała w naszym życiu, wtedy kiedy przestaniemy zauważać kim jesteśmy i co posiadamy! Warunek jaki trzeba nam spełnić, to zaprosić Maryję do swojego życia! Bóg dał nam wiele, Duch Święty obdarzył nas bardzo hojnie apteczką Darów i Charyzmatów, lecz my przestaliśmy po nie sięgać, a w konsekwencji zapomnieliśmy, że je posiadamy! Zaproszenie Maryi do swojego życia daje nam gwarancję, że Ona przypomni nam o całym uposażeniu, które otrzymaliśmy z nieba i nauczy nas z tego wszystkiego korzystać, aby nasze braki nie stały się końcem szczęścia, zniechęcając do walki o wiarę, ale początkiem dostrzegania małych cudów w zwykłej codzienności!

ZAPROŚMY MARYJĘ DO SWOJEGO DOMU! DO SWOJEGO ŻYCIA!

Niedziela Chrztu Pańskiego


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Niedziela Chrztu Pańskiego | (Łk 3,15-16.21-22)

Od najmłodszych lat jesteśmy oceniani przez innych pod względem wiedzy, talentu czy wypracowanych umiejętności. Większość z nas, jak nie wszyscy, walczy o dobre noty, o jak najlepsze oceny, o to, aby to co potrafimy, robić jak najlepiej. Chcemy być dobrzy w tym, co robimy!

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jana Chrzciciela, który dla wszystkich jest numerem jeden. Dla ludzi nie ma większego od niego, uważają, że jest on oczekiwanym Mesjaszem, czyli kimś na samym szczycie. Jednak Jan, w całej swej pokorze, mówi jasno: „idzie mocniejszy ode mnie, Któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów”. I tak Jan, choć nikt na niego nie naciska, nikt z nim o to pierwsze miejsce nie walczy, oddaje je Temu, Któremu się ono należy, czyli Jezusowi.

Oglądałem ostatnio film, który dość niedawno pojawił się w kinach, pt. „Narodziny gwiazdy”. Bardzo mocno urzekło mnie to, że jeden z bohaterów będący na samym szczycie, zrobił miejsce na scenie komuś kompletnie nieznanemu, a tym samym dał mu szansę, aby teraz to on stał się numerem jeden i zajął jego miejsce na szczycie…

Tak właśnie postępuje Jan, który pojawia się po to, aby zrobić miejsce Jezusowi i wskazać na Niego, aby swoim autorytetem i opinią wskazać na Jezusa, Któremu należy się pierwsze miejsce! Sceneria z dzisiejszej Ewangelii to dobry moment, żeby zadać sobie pytanie: jakie miejsce próbuję zająć i z kim o nie walczę? Czy potrafię się cieszyć z sukcesów moich kolegów, koleżanek, czy ciągle zżera mnie zazdrość i zawiść? Czy jestem w stanie pomóc, kiedy ktoś ma szansę wygrać? Czy jestem w stanie ustąpić miejsca, które zdobyłem, aby ktoś inny mógł je zająć?

Większości z nas znana jest zapewne gra „Uno”, bądź „Dobble”. Zazwyczaj kto wygra, zgarnia całą pulę. W tych grach jest inaczej: wygrywa ten, kto się pozbędzie wszystkiego co ma . Czy dziś potrafiłbym wygrać tak, aby nie mieć z tego nic? Jan wygrał mimo, że oddał pierwsze miejsce! Jezus, który zajął pierwsze miejsce, skończył jak złoczyńca, lecz potem z ostatniego miejsca – śmierci na krzyżu, kończy jako Zwycięzca!

Jeżeli jesteśmy ochrzczeni, stajemy się chrześcijanami, katolikami, którzy każdego dnia walczą, lecz żadnej nagrody nie otrzymują, mimo wygranych każdego dnia. Nie ma żadnych orderów i medali – bardzo często wygrywając nie mamy z tego nic – jednak „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują!”