Archiwum kategorii: Kilka myśli…

Rozważania

UROCZYSTOŚĆ CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

UROCZYSTOŚĆ JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA
| (J 18,33b-37) 

Historia pamięta wielu królów, władców, cesarzy, monarchów, carów, faraonów, którzy w pewnym momencie historii panowali na jakimś konkretnym terytorium ziemi, mając pod opieką przeróżną liczbę poddanych. O sile władcy decydowała ilość wojska i jego uposażenie oraz przestrzeń terytorialna jaką zajmowało jego królestwo. Większość władców posiadała walutę z własną podobizną, niejednokrotnie panującym stawiano posągi, a ich wizerunek znajdował się w najważniejszych miejscach.

Król, na którego dzisiaj zwracamy szczególną uwagę, jest FENOMENEM, jeżeli chodzi o to, co charakteryzuje królów, bo On nie miał żadnego terenu, na którym panował, czy określonej liczby poddanych, Jego wizerunki nie były nigdzie umieszczane, nie posiadał również waluty z własną podobizną, a o Jego sile nie świadczyło żadne wojsko, bo go również nie miał.

Jezus to Król, który zdaniem wielu mógł ponieść porażkę, bo nic nie posiadał, ani nic po sobie nie zostawił – a jednak po dziś dzień Króluje! Ma swoich wiernych ludzi, jego teren panowania nie ogranicza się do ziemi, ogarnia wszystko co istnieje i istnieć będzie! Jego podobizny wieszane są wszędzie tam, gdzie są Jego ludzie. Bez walki, bez wojska podbił cały świat i dziś Króluje praktycznie na każdej części kuli ziemskiej.

Jezus, to Król, którego królestwem jest najpierw nasze serce, które przyjmując Króla, przyjmuje również zasady Jego królestwa i prawo, które w nim obowiązuje. To Król, który nie chce zlęknionych poddanych, pragnie wiernych przyjaciół, którzy wejdą z Nim w relację. To Król, który nie chce nad nikim panować, chce z nami wspólnie żyć, aby uczynić z nas podobnymi sobie królów, którzy tak jak On będą rozprzestrzeniać miłość i miłosierdzie wszędzie tam, gdzie będą.

Jezus jest Królem, który zrzekł się wszelkiej godności królewskiej oddając za każdego życie, by nas przyoblec w godność królewską! Każdy z nas po chrzcie stał się dzieckiem Króla. Oznacza to, że każda kobieta jest księżniczką, a każdy mężczyzna to książę, więc jeżeli zostaliśmy włączeni w rodzinę Królewską chrześcijan, trzeba nam żyć jak chrześcijanie – naśladując Króla!

XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXXIII Niedziela Zwykła| (Mk 13,24-32) Sąd Ostateczny

Gdy drużynę czeka ważny mecz, to przygotowania przed spotkaniem są intensywniejsze. Widać to było przed mundialem, kiedy wszystkie drużyny, wraz ze sztabem szkoleniowym, ciężko trenowały w różnych ośrodkach. Tak samo kiedy kogoś czeka ważne wydarzenie: czy boksera walka, czy sportowca olimpiada, każdy z nich robi wszystko, aby się dobrze przygotować.

Dzisiejsza Liturgia Słowa opływa w eschatologiczne, czyli kończące świat wydarzenia. Jezus nie mówi kiedy to nastąpi, bo – jak podkreśla – wie o tym tylko Ojciec, ale mówi nam, co będzie poprzedzać to wydarzenie. I tak jak można być obserwatorem różnych potyczek sportowych, tak koniec świata będzie wydarzeniem, na którym nie będzie żadnego widza, ponieważ wszyscy będą uczestnikami. Pytanie, które się rodzi, brzmi: co zrobić, aby się dobrze przygotować na to NAJWAŻNIEJSZE wydarzenie w naszym życiu?

Św. Jan Bosko miał kiedyś proroczy sen, w którym opisał wydarzenia Kościoła, jakie go czekają, ale również dał nam odpowiedź na pytanie, jakie zostało postawione. „Sen dwóch kolumn” to sen, który przedstawia morze, na którym rozgrywa się walka między dobrem a złem, wielki statek symbolizujący Kościół oraz małe łodzie, które odzwierciedlają dobrych ludzi, oraz okręty nieprzyjaciela, które są bardzo silne i skuteczne. Walka zdaje się być przegrana, jednak kiedy statek zawiesza swoje kotwicę na kolumnie, na której jest Hostia i na drugiej kolumnie, na której jest Maryja, łodzie przeciwnika zaczynają uciekać tak, że w wielkim chaosie zderzają się ze sobą.

Sen jest jasny i czytelny – kto w swoim życiu zarzuci na stałe kotwicę w stronę Hostii – żywego Jezusa, przyjmując Go jak najczęściej do swojego serca, oraz adorując Go, i zwracając się w stronę Maryi, poświęcając się Jej Niepokalanemu Sercu, modląc się do Niej stale i wiernie – może być pewien, że koniec świata go nie zaskoczy, koniec go ucieszy! Będzie przygotowany na to, co ma nadejść, choć nie będzie znał dnia, ani godziny, to będzie na konkretny dzień i godzinę przygotowany!

autor: Joanna H. Wielgos

11.11.2018


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXXII Niedziela Zwykła| (Mk 12,38-44) Wdowi grosz

Za każdym razem kiedy pojawiamy się na urodzinach, śpiewamy sto lat jubilatowi, aby jak najdłużej żył, aby jak najdłużej był pośród nas. Dzisiaj nasza Ojczyzna obchodzi 100 Niepodległości, setną rocznicę odzyskania wolności i nie śpiewamy 100 lat, lecz „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy…”!

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam ludzi, którzy „dbają” o świątynie wrzucając do skarbony ofiary i okazuje się, że Ci, którzy najbardziej dbają, to nie dający najwięcej, tylko dający wszystko, nie dający resztę, pozostałość, tylko całość.

Ta scena to piękny przykład ludzi, naszych rodaków, którzy walczyli o polskość, o wolność, którzy bardzo często troszcząc się o Polskę, walcząc o nią wrzucali do skarbon wszystko co mieli, łącznie ze swoim życiem, abyśmy my, w przyszłości mogli, żyć za to co oni uzbierali: wrzucali cierpienie, wrzucali strach i lęk, wrzucali siły, talenty, pamięć, wrzucali życie, abyśmy my mogli w przyszłości wypłacić wolność, radość i szczęście, pasję i możliwości do ich rozwijania, patriotyzm i miłość do Ojczyzny!

Jednak bez Boga w sercu, bez tej nadziei, którą On sam jest, sami byśmy nie dali rady. „Bóg, Honor, Ojczyzna” taka kolejność była zawsze zachowana, dlatego dzisiaj jest Honor i Ojczyzna, bo Bóg był zawsze na pierwszym miejscu. O tym mowa w pierwszym czytaniu, gdy Eliasz prosi wdowę o wodę i podpłomyk, ona mu oznajmia, że to ostatni ich posiłek, a później czeka ich śmierć. Gdybyśmy zwrócili uwagę na nasz Kraj, to po ludzku nie powinno nas być, ostatnie odgłosy polskiego języka i kultury powinny już dawno zniknąć, umrzeć – a jednak nie wyczerpały się i dalej trwają!!! Dlatego, że Bóg był nieustannie z naszym Narodem, nasi Rodacy doskonale o tym wiedzieli!

Kiedy patrzę na nasze Godło, widzę rozpiętego Orła Białego, tak jak Jezus był rozpięty na krzyżu; kiedy widzę naszą flagę i jej barwy: czerwony i biały, widzę krew męczenników, oraz biel, którą pozostawili dla nas jak białą kartkę, którą trzeba zapisać kolejną historią!

„Sztuką jest umierać dla Ojczyzny, ale największą sztuką jest dobrze żyć dla Niej…”

XXXI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXXI Niedziela Zwykła| (Mk 12,28b-34) Największe przykazanie

Doskonale wiemy, że jeżeli chcemy mieć w domu wszędzie prąd, to trzeba go wszędzie podłączyć, żeby wszędzie świeciło, prąd musi wszędzie dochodzić. Nie wystarczą sprawne żarówki, instalacja musi być w całym domu, żeby w całym domu świeciło. Choć źródło energii jest jedno, to żeby doszło wszędzie, trzeba mu to umożliwić poprzez instalację, która będzie zamontowana w całym domu. Nie wystarczy podłączyć się pod źródło zasilania, trzeba jeszcze w każde miejsce go dostarczyć.

Dzisiaj w Ewangelii słyszymy, że Boga trzeba kochać całym sobą: sercem, duszą, umysłem i mocą. Okazuje się, że jeżeli chcemy, żeby w nas obecny był Bóg, to nie wystarczy w Niego wierzyć, trzeba Go kochać całym sobą, aby On mógł rozświetlić Swoim Światłem całych nas, abyśmy cali należeli do Niego.

Dobrze jest dzisiaj postawić sobie pytanie, czy dopuszczam Boga do całego swojego życia, czy stawiam Mu granice; czy jest On pierwszy zawsze, czy tylko wtedy, kiedy się z Nim zgadzam, albo uważam, że akurat tutaj ma rację? Jeżeli chcemy kochać Boga całym sobą, to czy Bóg ma dostęp do całych nas?

Tak jak ze źródłem światła, podobnie jest z Bogiem – musi być wszędzie, aby wszędzie zrobiło się jasno. Potrzeba naszej zgody, aby Bóg dotarł do każdej części naszego życia, nie tylko tam, gdzie Go chcemy, czy gdzie nie dajemy rady. Bóg nie chce być tylko częścią naszego życia, chce być jego całością! A jeżeli dopuścimy Boga do każdej sfery naszego życia, każda zacznie Go kochać na tyle, na ile dziś potrafi i na ile ma sił, ale z czasem miłość będzie wzrastać, aż Bóg stanie się jedyny i najważniejszy, zawsze i wszędzie!

Taki zabieg duchowy jest trudny i bolesny, ponieważ trzeba zostawić swoje myślenie, zabezpieczenie. Potrzeba zostawić wszystko to, na czym opieram swoje życie i zaufać Bogu, że tylko dzięki Niemu moje życie nabierze prawdziwego sensu i radości, że tylko dzięki Niemu doświadczę prawdziwego szczęścia i miłości, a tym samym będę potrafił się dzielić prawdziwym szczęściem i miłością! Nie da rady chcieć jednego i mieć drugie, potrzeba zrezygnować z jednego i prosić o drugie.

Jeżeli chcemy kochać Boga całym sobą, musimy cali należeć do Niego!!! Jeżeli chcemy, aby Bóg był cały nasz, trzeba Mu oddać wszystko, co nasze!

XXX NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXX Niedziela Zwykła| (Mk 10,46b-52) Uzdrowienie niewidomego z Jerycha

Dobre miejsce – czy to na koncercie, stadionie, czy w kinie – to pewność dobrej widoczności i lepszego przeżycia danego wydarzenia; to możliwość dotknięcia i bycia zauważonym przez daną gwiazdę! Ważne jest miejsce, które zajmujemy, bo od niego może zależeć wiele, dlatego takiego miejsca szukamy i oczekujemy.

Dzisiaj w Ewangelii Bartymeusz zajmuje doskonałe miejsce – siada tam, gdzie przechodzi Jezus, zajmuje takie miejsce, dzięki któremu spotyka Jezusa i mimo tego, że jest niewidomy, to lepszego miejsca nie mógł wybrać.

Scena z dzisiejszej Ewangelii skłania nas, kochani, do pytania o nasze życiowe miejsca, o które wciąż nieustannie zabiegamy. Chcemy mieć jak najlepsze wyniki w różnych konkurencjach, zawodach; jak również szukamy dobrych, a nawet najlepszych miejsc gdy przychodzimy na koncert, mecz, czy kiedy przemieszczamy się jakimś środkiem lokomocji. A jakie miejsca zajmujemy, kiedy szukamy Boga? Kiedy zaczynamy się w życiu gubić, kiedy potrzebujemy pomocy? Gdzie usiąść, żeby spotkać Boga?

Bartymeusz, niewidomy żebrak, on być może wiedział gdzie siada, ale nie zależało mu na tym, żeby kogoś widzieć, zależało mu na tym, aby go zauważono, by był widoczny. Chciał, aby widziano go, jako człowieka, który potrzebuje pomocy, który jest kaleką i niestety sam sobie nie poradzi, jednak kiedy słyszy, że idzie Jezus, zmienia postawę.

Nie jest ważna ławka, którą zajmujemy w kościele, ważne jest, czy potrafimy wołać tak, jak ten niewidomy, kiedy naprawdę potrzebujemy pomocy! Nie jest ważne jakie to jest miejsce, ważne jest czy mam świadomość, że Jezus jest zawsze obok i choć Go nie widzę jestem pewien, że On jest! To nie wzrok ratuje Bartymeusza tylko wiara, nie to co widzi, lecz to w co wierzy, nie to co ma skłania go do tej postawy, lecz brak wszystkiego czego [człowiek] potrzebuje.

A zatem, gdzie usiąść, żeby spotkać Boga? Paradoks polega na tym, że nie od miejsca, ani widoczności to zależy, lecz od naszego serca, naszego wołania, naszej sytuacji życiowej! Jeżeli będę tak jak Bartymeusz wołać o pomoc i ratunek, Jezus usłyszy, bo On jest tam, gdzie my jesteśmy i nawet jeżeli Go nie widzimy, to On nas widzi i słyszy! Jezus nie jest gwiazdą, która przyjeżdża to tłumów, lecz jest Zbawicielem, który przychodzi nawet wtedy, kiedy prosi Go o to jedna, zapomniana przez wszystkich osoba!

XXIX NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXIX Niedziela Zwykła| (Mk 10,35-45)

Za każdym razem kiedy musimy pokonać jakąś odległość większą bądź mniejszą, szukamy najkrótszych dróg dotarcia do celu – pisząc to zdanie właśnie widzę takie ścieżki u siebie, na osiedlu. Prowadzą przez trawnik, pomimo to, że tuż obok jest chodnik, to jednak ta ścieżka, wydeptana przez ludzi, jest o wiele krótsza. Jak wpisujemy trasę w nawigację, to też szukamy krótszych dróg, żeby jak najszybciej dotrzeć do wyznaczonego miejsca. Lubimy krócej i sprawniej, to w sumie logiczne, jednak czy zawsze można krócej i szybciej?

Dzisiaj w Ewangelii Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, wybrani przez Pana na apostołów, chcą iść na skróty, to znaczy proszą o niebo i związane z nim zaszczyty zapominając, bądź nie wiedząc, że najpierw musi być droga, którą jest służba i zwieńczenie tej drogi, czyli śmierć.

Ta scena kochani, jest ogromną lekcją dla nas, bo gdybyśmy sobie tak dogłębnie, szczerze zrobili rachunek sumienia, to oprócz naszych skrótów na drodze, jest wiele skrótów w naszym życiu, którymi omijamy to co ważne, to co niezbędne, byleby osiągnąć zamierzony cel. Nawet nie chodzi o słynne zdanie, „po trupach do celu”, ale o proste życie, w którym omijamy prawo Boże, Jego przykazania, Jego wolę, i choć pragnienie nieba jest czymś pięknym i bardzo ważnym, to jednak chcemy nieba bez drogi do niego! Jednak zanim niebo, najpierw służba i przejście czyli śmierć, taka jaką Bóg dla nas przygotował.

Niestety, dzisiaj skróty życiowe to bolączka wielu z nas, chcemy wszystko szybko, natychmiast, bez czekania i większego wysiłku. Skróty pojawiają się wszędzie: szybsza i niedbała modlitwa; odhaczenie Mszy świętej bez głębszego zaangażowania; relacje rodzinne ograniczone do wymiany zdań, ewentualnie jednego wspólnego posiłku; rozpoczynanie relacji partnerskich od wspólnego mieszkania, od próby bycia jak mąż i żona; od „zwalania” na innych swoich obowiązków w pracy, od ograniczania się tylko do swoich obowiązków tak, aby mieć spokojne sumienie, a z drugiej strony nie robić za dużo.

Każdy, kochani, kto chodzi na skróty, nie myśli o tym, aby służyć, tylko aby osiągnąć cel. Tak jak apostołowie, nie myśleli o tym, aby pomagać innym, tylko by się dostać do nieba i zająć zaszczytne miejsca. Trzeba nam jednak pamiętać, że myślenie o niebie bez służby, to egoizm, który zamyka nam serca na innych, a służba podjęta z pragnienia nieba, to chęć wskazania drogi również innym! Dlatego służąc wskazujemy drogę do nieba innym i nie wchodzimy tam sami! Zachwycić się pięknym miejscem to wspaniała sprawa, ale kiedy to miejsca wskazujemy tym, których kochamy i zaczynamy je z nimi dzielić – to prawdziwe szczęście!!! Nieba starczy dla wszystkich, trzeba się nim dzielić! Kto służy – ten dzieli się niebem, a kto chodzi na skróty – skraca swoje życie!

XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXVIII Niedziela Zwykła| (Mk 10,17-30) Rada dobrowolnego ubóstwa

Patrząc na życie swoje i otaczających mnie ludzi, zauważam, że im więcej się posiada, im więcej się ma, tym mniej potrzebuje się Boga. Naturalnym jest to, że jak coś mam, nawet w nadmiarze, to nie będę tego potrzebował od innej osoby. Mam sporo pieniędzy, więc to co potrzebuję kupuję i nikogo nie proszę o pomoc. Taka niezależność z jednej strony jest dobra, ale z drugiej strony może zamknąć oczy na najważniejsze potrzeby, które niestety przestały być widoczne.

W dzisiejszej Ewangelii widzimy młodzieńca, który można powiedzieć jest doskonały, ponieważ przestrzega praw, które sprawiają niemało trudności, a jednak po spotkaniu z Jezusem odchodzi smutny. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ przed Bogiem nikt z nas nie jest i nigdy nie będzie doskonały!

Nasza doskonałość zawodowa jest bardzo potrzebna, bo tego od nas wymaga pracodawca, nasza doskonałość na uczelni, jest potrzebna, bo wiedza, którą nabędziemy przyda się w praktyce, nasza doskonałość w zaangażowaniu życiowym: czy to rodzina, czy wspólnota, czy może jakaś drużyna czy grupa, do której należymy jest potrzebna, ponieważ jak już w coś wchodzimy to na całego, z całym sercem! Jednak przed Bogiem trzeba stawać zawsze z tym przekonaniem, że wcale nie jesteśmy doskonali! Tak jak inne rzeczy potrafimy doskonale, tak jeżeli chodzi o wiarę, o miłość, o przebaczanie, zawsze jesteśmy słabi i nasza postawa daje jeszcze wiele do życzenia.

Dlatego przed Bogiem trzeba stawać jak słabe dziecko, które nie ma nic, a nie jak doskonały młodzieniec, który ma wiele posiadłości. Kiedy się dowiedział, co ma zrobić, aby osiągnąć doskonałość w oczach Bożych – posmutniał, nie zrozumiał, że być doskonałym, to liczyć na Boga, to powierzać Mu każdy dzień, to być totalnie zależnym od Niego!

Bóg troszczy się o swoje dzieci, ale wiele dzieci nie potrzebuje tej troski, posiadając wiele, same o siebie dbają, pokładając ufność i nadzieję w materialnych zasobach. Będąc doskonałym w gromadzeniu pieniędzy, stali się niedoskonali w miłości i każde spotkanie z Bogiem rodzi smutek, bo coś, co dzisiaj czyni mnie kimś, dzięki czemu mam uznanie, nie czyni mnie takim w oczach Bożych.

Sprawa zbawienia to sprawa Boża, więc jeżeli chcemy być zbawieni, trzeba nam bardziej liczyć się z tym jacy jesteśmy przed Bogiem, a nie jacy chcemy być przed ludźmi, bo świętość, czyli postawa otwierająca nam niebo, to ciągłe uświadamianie sobie własnej niedoskonałości i cierpliwe proszenie Boga o nieustanną pomoc!

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXVII Niedziela Zwykła| (Mk 10,2-12) Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela!

Już dzisiaj wiemy, że miłości nic nie zastąpi. Można mieć wszystko czego się pragnie, ale kiedy nie doświadcza się miłości, to tak na dobrą sprawę nie ma się nic, bo nic nie uszczęśliwia. Widać to najbardziej po dzieciach, kiedy dostają wszystko, a nie dostają miłości, kiedy dostają to co chcą, ale czasu od rodziców na wspólne bycie nie otrzymują. Słynne opowiadanie, kiedy synek chce pobyć z tatą, ale tata ciągle nie ma czasu wymigując się pracą, brakiem czasu i sił. Pewnego dnia synek pyta taty ile otrzymuje wynagrodzenia za godzinę pracy. Tata odpowiada, że 20 zł, więc synek prosi tatę, żeby mu pożyczył 20 zł. Tata zdziwiony pyta synka, po co mu te pieniążki, a synek odpowiada, że zapłaci mu 20 zł, tylko niech z nim pobędzie godzinę.

Pierwsze czytanie jest bardzo wymowne, ponieważ Adam dostaje wszystko, zostaje obsypany przez Boga, a jednak to nie jest to. Adam zostaje uszczęśliwiony dopiero wtedy, kiedy pojawia się Ewa! Szczęście przychodzi wraz z drugim człowiekiem!

Ważne jest kochani, byśmy sobie to dzisiaj bardzo mocno uświadomili, że Adam miał wszystko, a jednak nic mu szczęścia nie dało. Dzisiaj przeżywamy odwrotne sytuacje, kiedy młodzi poznają siebie, zakochują się w sobie, nic poza sobą nie widzą, ale kiedy mają już jakiś staż bycia ze sobą, czy nawet lata małżeństwa, okazuje się, że wszystko zaczyna stawać się ważniejsze od tego szczęścia, dla którego przecież całą resztę zostawili. Przestajemy pielęgnować to szczęście, które mamy, bo wszystko inne zaczyna nam je odbierać i Adam już zapomina, że jeszcze niedawno bez Ewy nie mógł żyć, że dzięki niej stał się mężczyzną, bo gdyby nie ona, byłby tylko człowiekiem, bez konkretnej roli i zadania. Tak samo Ewa, zapomina, że przy Adamie narodziła się w niej kobieta, że dzięki niemu stała się matką, która niesie życie. I przez zatwardziałość naszych serc, szukamy nowego szczęścia, zamiast zawalczyć o to prawdziwe, które już przecież mamy obok siebie!

Bóg daje nam „drugie połówki”, które poznajemy, zakochujemy się w nich i razem żyjemy. Dostajemy ogromny skarb za darmo. Do nas tylko należy, abyśmy ten skarb pielęgnowali i utrzymali! Dziś jest to bardzo trudne, ale „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela!”. Każdy, kto się złączył węzłem małżeńskim i sam nie odłączył się od Boga, nigdy nie odłączy się od szczęścia, które Bóg mu dał!

XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXVI Niedziela Zwykła| (Mk 9,38-43, 47-48)

Łatwo nam zwrócić uwagę na błędy innych, albo na ich słabości czy złe zachowanie, nawet zdarza się, że czekamy, aż się komuś powinie noga. Dzielić się wiedzą na temat innych, gdy chodzi o jakąś sensację, czy negatywny obraz drugiego, też przychodzi nam łatwo, lecz gdy widzimy u kogoś jakąś pozytywną cechę, czy godną pochwały postawę, milczymy, zachowując to dla siebie. Rzadko dzielimy się dobrem, a tak często przychodzi nam siebie nawzajem karmić złem.

W całej Liturgii Słowa widać gołym okiem zazdrość, na zauważone dobro. Brak radości na Boże znaki zastąpiła zazdrość i uczyniła apostołów ślepymi na ewidentne dobro!

Dzisiejsza Liturgia Słowa jest dla nas kolejną szansą by zwrócić uwagę na swoją postawę, gdy zauważam dobro nie biorąc w nim udziału. Czy ciesze się gdy, że mój sąsiad czy kolega z pracy potrafi uczynić więcej dobra niż ja? Czy potrafię się od innych uczyć postaw i czynów miłości, czy patrząc zazdrosnym okiem czekam, aż się komuś powinie noga?

Jezus dzisiaj mówi, że co z tego, gdy będziemy sprawni fizycznie, kiedy dopadnie nas martwica duchowa! Co z naszego pięknego zadbanego ciała, co z naszego oryginalnego i modnego ubrania, co z naszych firmowych butów, kiedy nasz duch będzie w śmiertelnej chorobie. Jeżeli przestaniemy dostrzegać w innych dobro, jeżeli przestaniemy się tym dobrem dzielić, dopadnie nas martwica duchowa i nie będzie się dla nas liczyło co mamy w sercu, ale co mamy na sobie, nie jak kochamy tylko jak wyglądamy i przestaniemy dostrzegać tych, co są obok nas, bo będziemy ciągle skupieni na tym, jak my wyglądamy!

Zazdrość jest jak robak, który wgryza się w owoc, z zewnątrz wszystko jest piękne, ale w środku pustka! Tak się dzieje z nami, gdy wgryza się w nas zazdrość, z zewnątrz możemy być piękni, ale w środku będziemy puści! Robak zazdrości najpierw wyżera całą miłość tak, byśmy jej nie posiadali i nikogo nią nie częstowali!

Co zrobić by tego uniknąć, nie pozwolić robakowi dostać się do serca – dzielić się dobrem i się nim karmić nawzajem! Jeżeli potrafimy się zdrowo odżywiać, by dbać o swoje zdrowie fizyczne, tak trzeba nam się zdrowo odżywiać, by zadbać o zdrowie duchowe! Dobro w postaci miłości jest najzdrowszym pokarmem dla duszy i najlepszym lekiem na zazdrość.

XXV NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXV Niedziela Zwykła| (Mk 9,30-37)

Naturalne jest, że chcemy doskonalić się w tym, co robimy: w pasjach, talentach, w życiu zawodowym, itp. Doskonalenie tego co potrafimy, zdrowa rywalizacja i wciąż podnoszenie swoich umiejętności, kwalifikacji to w dużej mierze ogromna część naszego życia. Po prostu bycie lepszym w tym co robię jest wpisane, a nawet konieczne w naszej codzienności.

Dzisiaj w Ewangelii uczniowie sprzeczają się miedzy sobą kto z nich jest większy, czyli kto z nich jest najważniejszy, najmądrzejszy, najlepszy!

To wydarzenie w drodze do Kafarnaum, jest dla nas dzisiaj kochani ważną lekcją! Uczniowie sprzeczają się ze sobą o to, kto jest najlepszy. Zapomnieli o tym, że swoje kwalifikacje trzeba podnosić trudem i pracą, że doskonalić swoje życie trzeba poprzez systematyczną i cierpliwą walkę o serce! Nie wystarczy wywalczyć sobie pozycję, trzeba zawalczyć o swój rozwój, zawalczyć o siebie!

Człowiek nie staje się w czymś najlepszy, najmądrzejszy, jeżeli walczy z innymi, człowiek staje się taki, jeżeli się rozwija! Uczniowie zapomnieli, że nie tak zajmuje się pierwsze miejsce, nie poprzez walkę ze sobą nawzajem, czy eliminowanie rywali! Pierwsze miejsce zajmują ci, którzy cały wysiłek wkładają w doskonalenie swoich umiejętności!

Dlatego pytanie dzisiaj jest takie: w jaki sposób zająć pierwsze miejsce – czyli być najbliżej Boga? Odpowiedź jest prosta – NIGDY O NIE NIE ZABIEGAĆ! Nie walczyć o miejsce i zaszczyty, o bycie pierwszym i najbardziej rozpoznawalnym, lecz skupić się całym sercem na Jezusie! Kiedy On jest pierwszy, my zawsze mamy najwłaściwsze miejsce!

Uczniowie woleli sprzeczać się o pozycję między sobą, niż pytać Jezusa o to, o czym mówił, a mianowicie o mękę, śmierć i zmartwychwstanie! Tak bardzo skupili się na sobie, że kiedy przyszedł czas krzyża większość uciekła.

Jeżeli przestajemy skupiać się na Jezusie, a zaczynamy większa uwagę zwracać na siebie, możemy nie mieć sił w sytuacjach, które będą trudne! I nic nam nie pomoże ani pozycja, ani pierwsze miejsce, ani bycie najlepszym. Po prostu nie damy rady! Lecz jeżeli Jezus zawsze będzie na pierwszym miejscu w naszym życiu, to żaden krzyż nas nie osłabi, wszystko będzie przyczyną naszego wzrostu!