Archiwum kategorii: Kilka myśli…

Rozważania

CHLEB ŻYWY


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XIX Niedziela Zwykła| (J 6,41-51)

Ostatnio w diecezji z której pochodzę, zachorował harcerz na śmiertelną chorobę. Choroba na pewnym etapie uniemożliwiła mu kontaktu z ludźmi, ponieważ nikt go nie mógł odwiedzać, dlatego też biskup pozwolił pielęgniarce udzielić choremu Komunii Świętej. Kiedy chłopak zorientował się, że pielęgniarka przyniosła mu Jezusa, powiedział, żeby jak najszybciej dała mu Jezusa, ponieważ tak bardzo za Nim tęsknił.

Dzisiaj w Ewangelii widzimy jak Żydzi z niedowierzaniem, a nawet oburzeniem reagują na Słowa Jezusa, który mówi „Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił”. Ta deklaracja, zapewnienie były dla nich niedorzecznym nonsensem, który nijak ma się z prawdą.

Jak wielu dzisiaj ma problem z wiarą w żywą obecność Boga w Eucharystii i z jednej strony mogli nie otrzymać łaski wiary, ale z drugiej strony ile poczynili wysiłku, aby od pierwszej Komunii Świętej odkryć Jezusa. W życiu zanim coś otrzymamy, trzeba na to zasłużyć, albo wygrać, być pierwszym, czy najlepszym, często powtarzane: „nie ma nic za darmo”. Z Jezusem jest na odwrót, najpierw Go otrzymujemy, później z naszej strony jest cała reszta. Jezus przychodzi do nas za darmo, nie trzeba być najlepszym, nic nie trzeba osiągnąć ani wygrać – wystarczy chcieć i On nam Siebie daje. Pytanie co później? Bóg dał nam wszystko, a my mogliśmy nie uczynić żadnego kroku, aby dać od siebie coś, co w konsekwencji rodzi brak wiary w żywą obecność Boga w czasie Mszy Świętej. W czym się ćwiczymy, w tym wzrastamy, odnosi się to i do dobrego i do złego. Jeżeli powtarzam słowa jednej piosenki każdego dnia, to nie powinno mnie dziwić, że po pewnym czasie znam ją na pamięć, jeżeli codziennie biegam nie powinno mnie dziwić, że coraz mniej się męczę i mogę biegać więcej. Jeżeli od Komunii Świętej, nie byłem w kościele, bądź nic nie zrobiłem w tym kierunku, żeby odkryć Boga na Mszy to w jaki sposób mogę uwierzyć, że On tam jest?

Pragnienie Boga rodzi się z wiary w Niego, ale wiara bardzo często jest łaską, którą Bóg odpowiada na nasze poszukiwania Go! Czasem zanim powiemy, że Jezusa tam nie ma, warto najpierw to sprawdzić!

BÓG DAJE CUDOWNY POKARM


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XVIII Niedziela Zwykła| (J 6,24-35)

Ostatnio trafiłem na cytat znanego aktora, Jim’a Carrey’a, „Chciałbym, żeby każdy człowiek miał szansę kiedyś stać się sławnym i bogatym oraz żeby kupił wszystko o czym marzył – bo tylko w ten sposób zrozumie, że nie taki jest cel życia.”

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy Słowa Jezusa: „Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy.” Gdybyśmy dobrze wejrzeli na swoje życie, uświadomilibyśmy sobie jak wiele wysiłku, trudu, energii ładujemy w to wszystko co przemija, co niszczeje, a jak mało zabiegamy o to, co trwa na wieczność!

Doświadczając kolejnego obozu Drużyny Chrystusa znów uświadamiam sobie, że to, co w życiu ważne, a nawet najważniejsze to Bóg, który przychodzi do człowieka przez drugiego człowieka ze swoją miłością, dobrocią, czułością, łagodnością, z wyrozumiałością i pokojem! Bardzo dobrze widać to pośród dzieci, które będąc daleko od domu potrzebują tylko tego, aby okazać im serce i zwrócić na nie uwagę! Dorośli już o tym zapominają i dążą do tego, aby mieć, posiadać i być kimś, a dzieci chcą być z kimś i doświadczać dobra, poprzez rozmowę, zabawę, modlitwę! Dzieci potrzebują nas, ale i my dzieci – bo one bardzo często nas dorosłych sprowadzają na dobre tory życia i swoją dziecięcą prostotą i zaufaniem wskazują na prawdziwy cel życia!

Świat mówi, że trzeba modnie wyglądać, więc zabiegamy o wygląd; mówi że trzeba dobrze zjeść, więc dobrze jemy; że trzeba zdrowo jeść, więc zdrowo jemy; pokazuje nam co jest na topie, więc robimy wszystko tak, aby być na topie. Niby nic niewinnego, ale pośród wskazań jakie stawia nam świat, zaraz pojawiają się inne, które nie tylko mówią o tym co jeść i jak wyglądać, ale również jak żyć, w kogo wierzyć i co to znaczy miłość. Lecz jeżeli jesteśmy ludźmi wiary, trzeba zadać sobie pytanie: kogo słucham i kto mi w życiu wyznacza cele? Świat czy Bóg? To co ze świata przemija, a zarazem nigdy do końca nie jest pewne, że to dla nas dobre; a to co daje Bóg, trwa wiecznie i ZAWSZE jest z pożytkiem dla nas! Świat nas nigdy nie nakarmi i nie nasyci tak, jak powiedział cytowany aktor – będziemy cały czas zabiegali o to, co przemija i dalej nic… a Jezus dzisiaj daje nam poprzez Słowo zapewnienie: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.

JEZUS ROZMNAŻA CHLEB


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XVII Niedziela Zwykła| (J 6,1-15)

Czasem z pozoru niektóre czynności, umiejętności wydają się nam tak trudne, że nawet nie podejmujemy żadnej próby, tylko poddajemy się od razu, jakbyśmy z góry wiedzieli, że nie damy rady. A jak często byliśmy w pozytywnym szoku, że jednak coś na pozór trudnego, niemożliwego wcale nie było takie trudne i daliśmy sobie z tym świetnie radę.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus wystawiając na próbę uczniów pyta o rzeczy niemożliwe, o kupno chlebów dla tak licznej grupy ludzi, a przecież są na pustkowiu. Nawet gdyby była obok „piekarnia”, nie mieli tylu pieniędzy. W innym momencie Ewangelii przy podobnej sytuacji, Jezus mówi do apostołów, żeby to oni dali jeść tym ludziom. Można rzec taka sytuacja, że aż ręce opadają, bo co tu zrobić? Nakarmić taką ilość osób nie mając praktycznie nic do jedzenia, ani możliwości kupna jedzenia.

Ewangelia dziś chce nam uświadomić kochani, że każdego dnia mijamy bardzo dużą ilość osób, a w całym naszym życiu jest ich naprawdę bardzo, bardzo dużo. Współczesny człowiek jest bardzo głodny, ponieważ nosi w sobie ogromne pragnienie miłości i Jezus mówi do tych, którzy są najbliżej Niego, aby ich nakarmili. Z pozoru niemożliwe, ale do tego cudu trzeba dać tyle, ile mamy, a Bóg to rozmnoży tak, że starczy dla wszystkich.

Wystarczyło pięć chlebów i dwie ryby, żeby nasyciło się pięć tysięcy ludzi, a zatem naszymi małymi zasobami miłości, Bóg jest w stanie nasycić wiele serc! Potrzeba tylko tę naszą miłość przynosić do Niego każdego dnia, aby On swoją mocą ją przymnażał i rozmnażał tak, by starczyło dla każdego, kogo spotkamy danego dnia!

Bóg nas karmi Sobą, czyli miłością, jeżeli karmimy się Bogiem, wiedząc że to najlepszy, najzdrowszy i najcudowniejszy pokarm, to polecajmy Go i częstujmy Nim wszystkich!

JEZUS DOBRY PASTERZ


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XVI Niedziela Zwykła| (Mk 6,30-34)

Każdy rolnik doskonale wie, że jak nie włoży dużo pracy, serca i trudu w uprawę ziemi, to nie będzie plonów, a konsekwencje poniesie nie tylko on, ale cała jego rodzina oraz ci, którzy zawsze ten plon kupowali. Tak samo przyszły nauczyciel czy trener, jeżeli nie włoży serca, wysiłku i trudu w szkolenie siebie, konsekwencje tego będą takie, że nie będzie dobrym trenerem czy pedagogiem, a co za tym idzie – nie będzie dobrze uczył, ani szkolił.

Słyszymy dzisiaj w aklamacji przed Ewangelią słowa Jezusa: „Moje owce słuchają mojego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną.” Każdy z nas, kto słucha słów Jezusa, kto je wypełnia w swoim życiu, będzie krok w krok podążał za Jezusem i nigdy się nie zgubi, jednak gdybyśmy przestali słuchać słów Jezusa, to z jednej strony my zaczynamy się gubić, ale z drugiej strony konsekwencje tego poniosą wszyscy ci, za których jesteśmy odpowiedzialni, do których jesteśmy posłani, z którymi przebywamy na co dzień.

Jezus jako Dobry Pasterz lituje się nad swoimi owcami, ale wówczas wtedy, kiedy one do Niego przychodzą, kiedy Go szukają. On daje się zawsze znaleźć, ale my niestety nie zawsze Go szukamy, a nawet kiedy Go już znajdziemy, niestety nie zawsze wsłuchujemy się w to, co ma do powiedzenia. I tak jak rolnik, który odpuścił uprawę ziemi i w konsekwencji pozbawił wielu ludzi tego, czego najbardziej potrzebują, tak każdy z nas, kto przestaje słuchać słów Jezusa, zaczyna pozbawiać najbliższych, oraz tych, którzy są blisko niego, tego wszystkiego, co Bóg chciałby im dać przez nas. Niesłuchanie Jezusa, niepodążanie za Nim zawsze odbija się na całej rodzinie, choćby za zaniedbanie była odpowiedzialna tylko jedna osoba.
Gdyby apostołowie dobrze nie słuchali Jezusa, gdyby nie podążyli za Nim, kto by nam dzisiaj głosił Ewangelię? Dzięki ich głoszeniu, tego wszystkiego co usłyszeli i widzieli, dzisiaj my się tym karmimy. Więc jeżeli przestaniemy słuchać Jezusa, kroczyć za Nim, nie możemy mieć pretensji do tych, którzy są blisko nas, że i oni tego nie czynią, bo być może nasze zaniedbanie przyczyniło się do ich zaniedbania.

Każdy zbiera to co sieje, więc jeżeli siejemy słowo, które Bóg nam daje, to zbierzemy owoc Słowa to jest obecność Jezusa w naszych sercach oraz tam gdzie przebywamy. Lecz jeżeli przestaniemy słuchać słów naszego Pana, zbierzemy tego owoce to jest brak Boga w nas i w naszych rodzinach…

Podążanie za Jezusem nie jest sprawą prywatną, bo choć idziemy indywidualnie, to jednak podążają za nami zawsze ci, których kochamy! Kierunek przez nas obrany, być może obiorą ci, na których nam zależy, których nosimy w sercu. Jaki cel Twojego życia, taki będzie tych, których Bóg Ci powierzył.

XV NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XV Niedziela Zwykła| (Mk 6,7-13)

Na to jak dzisiaj funkcjonujemy, jak myślimy, co potrafimy w dużej mierze wpłynęli inni ludzie, a czasem sytuacje, których doświadczyliśmy. Jakże wielu ludzi swoim słowem, postawą czy też bezpośrednim zachowaniem wobec nas, przyczyniło się do tego, że tak a nie inaczej dzisiaj funkcjonujemy, że jesteśmy tacy a nie inni.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus posyła ludzi do innych ludzi; daje apostołom, aby dali innym; pozwala im poznać Siebie, aby potrafili powiedzieć innym kogo spotkali i kim On jest.

Dobrze dzisiaj podziękować Bogu za wszystkich ludzi, których do nas posłał, za wszystkich ludzi, których postawił na naszej drodze, dzięki którym poznaliśmy Jezusa, dzięki którym mamy siłę walczyć, dzięki którym jesteśmy szczęśliwi!

Jezus posyła nieustannie ludzi, aby docierali do innych. Widzimy to choćby w domu – kiedy rodzice walczą o swoje dzieci, dają im podwaliny wiary, dobrego wychowania, kultury, w szkole – jak walczą o uczniów pedagodzy z pierwszego zdarzenia, jak święci kapłani niestrudzenie głoszą dobrą nowinę swoim parafianom. Bóg posyła wtedy kiedy ma kogo posłać, jednak dziś mało ludzi słyszy o Bogu, mało jest wiary, bo mało jest tych, których Bóg mógłby posłać, którymi mógłby się posłużyć, których mógłby poprosić o pomoc.

I tak jak kiedyś Bóg posłużył się takim czy innym człowiekiem aby do nas przemówić, aby dać nam znać, że jest, tak samo i dziś chce trafiać do ludzi poprzez ludzi, ale niestety mało jest robotników, choć żniwo wciąż duże. Bóg dał innym, aby nas obdarowali, więc jeżeli nas obdarowano za darmo – pora obdarować kolejnych, aby i oni mogli w przyszłości dać! Jeżeli zatrzymamy tylko dla siebie to co otrzymaliśmy, inni nie otrzymają, a w konsekwencji nie otrzyma spora liczba osób. Nie można zatrzymać wiary dla siebie, bo gdyby tak było, Jezus nigdy by jej nie głosił, tylko kazałby w Siebie wierzyć!

Jeżeli chcemy dziś odwdzięczyć się Bogu za to, że Go poznaliśmy, powiedz o Nim osobie, którą znasz! 😉 Niech ma możliwość również Go poznać!

XIV NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XIV Niedziela Zwykła| (Mk 6,1-6)

1 Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. 2 Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! 3 Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. 4 A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». 5 I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. 6 Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.”

Ostatnio po internecie krąży krótki film ze spotkania papieża Franciszka z dziećmi. Dzieci zadawały pytania papieżowi, a On na nie odpowiadał. Jeden chłopiec krępując się zadać pytanie publicznie, zapytał papieża na ucho, po czym Ojciec Święty, za zgodą chłopca, przedstawił pytanie wszystkim. Chłopiec powiedział, że jego tata niedawno umarł, że był ateistą, czyli niewierzącym w Boga, jednak ochrzcił go i jego troje rodzeństwa, i kontynuując zapytał czy jego tata dostanie się do nieba?

Niewierzący człowiek, daje szanse swoim dzieciom na to, aby one uwierzyły. Człowiek, który nigdy nie spotkał Boga, daje szansę swoim dzieciom, aby one Go spotkały!

W dzisiejszej Ewangelii Jezus dziwi się niedowiarstwu tych, którzy uważają się za wierzących, którzy słuchają Jego słów, widzą znaki i pewnie o niejednym cudzie już wcześniej słyszeli, a jednak powątpiewają i nie dają wiary.

Dzisiejsza Ewangelia jest dobrym momentem i sposobnością do tego, aby sprawdzić: ile w nas niedowiarstwa oraz powątpiewania. Jak my ludzie „wiary” reagujemy na słowa Ewangelii, kiedy słyszymy o znakach jakich Jezus dokonywał, jak słyszymy świadectwa ludzi, którzy doświadczyli Boga, doświadczyli nawrócenia.

Każde choćby najmniejsze niedowiarstwo, wątpliwość, rodzi nieufność wobec Boga, wobec Kościoła i tych, którzy głoszą Ewangelię. I choć co niedzielę przychodzimy na Mszę Świętą, modlimy się ustalonymi modlitwami, to jednak nic w naszych sercach się nie zmienia, a nasze życie duchowe ciągle stoi w tym samym miejscu…

Jeżeli niewierzący człowiek był w stanie umożliwić drogę wiary swoim dzieciom, to o ileż bardziej my, ludzie wiary, winniśmy postępować tą drogą, którą przecież znamy. Jeżeli deklarujemy się jako wierzący, nie możemy selekcjonować czy wybierać, albo cała Ewangelia, albo nic! Nasza wiara to cud zmartwychwstania, ale również cierpienie na krzyżu, to wskrzeszanie umarłych, jak również łzy na pogrzebie, to wybranie „ty jesteś Piotr, opoka, na której zbuduje mój Kościół”, ale również bolesna prawda: „zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku”!

Tylko zastosowanie się do wszystkich słów może uzdrowić duszę i dać wzrost! Wybiórcze dawkowanie na nic się zda! Wiara zakłada albo max, albo nic! Albo gorący, albo zimny! Albo wierzący, albo niewierzący! Albo ufający, albo wątpiący!

XIII NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XIII Niedziela Zwykła| (Mk 5, 21-43)

Człowiek, który doświadczył w swoim życiu ciężkiej choroby, czy zmaga się z chorobą „nieuleczalną”, doskonale wie, że w walce o życie szuka się wszelkiego ratunku i pomocy, nie liczy się wtedy nic, ani nikt, po prostu pragnienie zdrowia, chęć życia jest tak silna, że poszukujemy najlepszych leków, specjalistów, ośrodków, szpitali. Podobnie jest kiedy rodzic walczy o życie chorego dziecka, czy członka rodziny.

W dzisiejszej Ewangelii widzimy właśnie takich ludzi, którzy walczą o życie – swoje i dziecka! Nikt, ani nic się nie liczy, nie mają wstydu, ani żadnych zahamowań. Padają przed Jezusem na kolana w obliczu wielkiego tłumu. Tak bardzo pragną pomocy i ratunku, że są wstanie pokonać wszelkie przeciwności, szczególnie te, które często pojawiają się w nas samych.

Gdybyśmy dobrze spojrzeli na dzisiejszy świat, na współczesnego człowieka, dostrzeglibyśmy jak wiele jest cierpienia i bólu, które niesie za sobą stan zdrowia. Jak wielu ludzi cierpi z powodu różnych chorób i dolegliwości! Dzisiaj, jak nigdy, ludzie płaczą z bezradności stykając się z różnymi trudnymi sytuacjami życiowymi! Pytanie jest – gdzie szukają pomocy…?

W Ewangelii ludzie cisnęli się do Jezusa, każdy chciał Go dotknąć, widzieli w Nim lekarza, który naprawdę może pomóc, wierzyli, że choć wszystko zawodzi, to On może skutecznie zadziałać! Ci ludzie są dzisiaj dla nas współczesnych, cierpiących ludzi, wzorem szukania pomocy w tych sytuacjach, w których po prostu sobie nie radzimy! Jednak pytanie jest, czy my zostawiamy sobie ciągle jakiś margines bezpieczeństwa, czy ufnie ryzykujemy padając na kolana przed Jezusem, prosząc Go, a nawet błagając, aby pomógł!

A jeżeli znamy już Jezusa, to dobrze by było zadać sobie pytanie: czego dziś Jezus chce dla mnie? Cierpienie to narzędzie, dzięki któremu Jezus zbawił świat i jeżeli dotyka to tych, którzy są blisko Jezusa, to nie dlatego, że zawinili, tylko dlatego, że zasłużyli i Jezus dzieli się z nimi swoim losem i daje im narzędzie, które ma niesamowite działanie i moc. Jednak to narzędzie można przyjąć i można odrzucić! Zatem, jeżeli dziś choroba czy jakiekolwiek cierpienie dotyka nas, warto prosić Jezusa o siły, aby to cierpienie przyniosło owoc, również dla nas samych. Kiedy św. Ojciec Pio doświadczał trudności i cierpień, Jezus mu powiedział: „Ile razy opuściłbyś mnie, mój synu, gdybym cię nie przybił do krzyża”. Nasze słabości, choroby bardzo często trzymają nas przy Bogu i stają się wielką pomocą dla nas i dla innych – to jest krzyż, narzędzie dzięki któremu walczymy o swoje zbawienie i o zbawienie innych, więc zanim będziemy chcieli go oddać, pozbyć się go – trzeba sprawdzić, czy to nam nie zaszkodzi!

Zdrowie jest ważne, jednak zbawienie jest najważniejsze!

UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA ŚW. JANA CHRZCICIELA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela | (Łk 1,5-17)

Narodziny każdego człowieka to ogromny cud, dlatego też każdy człowiek jest darem. Człowiek, który przychodzi na świat, przychodzi z konkretnym celem do zrealizowania, z konkretnym zadaniem – jednak nie każdy to odkrywa. Bardzo często Ci, którzy nie mogą się odnaleźć w świecie, nie mogą uchwycić swojego celu życia, zadają sobie pytanie: po co właściwie na ten świat przyszedłem, po co się urodziłem, przecież nie jestem nikomu do niczego potrzebny.

Dzisiaj obchodzimy narodziny Jana Chrzciciela, któremu od poczęcia towarzyszyły jawne znaki Boże takie, że aż pytano kim to dziecię będzie, bo istotnie ręka Pańska była z nim. A kiedy zerkniemy na żywot Jana Chrzciciela, to po ludzku „bez szału”, bo większość życia spędził na pustyni żywiąc się szarańczą i miodem, jego posługa miała przygotować ludzi na przyjście Jezusa, czyli robił miejsce dla Niego, a gdy aresztowano Jana za prawdę, został ścięty przez namowę pełnej nienawiści kobiety. I można by rzec – co to za życie? Jaki sens miały jego narodziny? Czego takiego dokonał? A przecież od samego poczęcia ręka Pańska była z nim.

Kochani, nasze patrzenie na życie zostało trochę wypaczone teoriami sukcesu i kariery. Panuje takie myślenie, że jak ktoś coś osiągnął, albo jak został „kimś” to mu się życie udało, osiągając sukces – osiągnął życiowy cel. Jeżeli nic nie osiągnąłeś, jeżeli jesteś „nikim znaczącym” to Twoje życie jest porażką, jest bezsensowne. A to ogromne kłamstwo!!

Każdy z nas ma swój życiowy cel – celem życia Jana Chrzciciela było – jak sam mówił: „Trzeba, aby On wzrastał, a ja żebym się umniejszał”( J 3,30). Jan Chrzciciel odkrył swój życiowy cel, swoje powołanie i w tym to, co my byśmy nazwali „porażką”, on doświadczał prawdziwej radości i szczęścia, bo odkrył, że to jest TO zdanie, które ma wypełnić i TO miejsce, w którym ma być; mimo trudności i kryzysów które przeżywał, jak choćby wtedy kiedy został uwięziony i sam już nie wiedział, czy Ten, na którego wskazał jako Baranka Bożego, faktycznie Nim jest.

Narodziny Jana ukazują nam, że wielkość człowieka nie zależy od tego ile zrobi, ile ma, jaki jest sławny, w czym jest dobry – tylko JAK będzie realizował swoje powołanie i CZY będzie dążył do celu jaki ma, bo w tym jest prawdziwa radość i szczęście! Chcielibyśmy być ważni, sławni i rozpoznawalni – ale przecież każdy z nas taki jest dla grona najbliższych osób i przyjaciół! Dziecko nie ucieszy się na widok jakieś gwiazdy sportu, muzyki czy kina – ale jak zobaczy tatę, który wraca z pracy, albo mamę to jemu do szczęścia nic więcej nie potrzeba!

O Janie Chrzcicielu w tamtych czasach wiedzieli tylko Żydzi, dzisiaj zna Go cały świat, dlatego że wiernie wypełnił swoje życiowe powołanie, które nie było wcale łatwe, ale które również i nam przyniosło ogromną korzyść!

Dzisiaj mamy 24 czerwca, narodziny Jana – dzień zaczyna być krótszy, a 24 grudnia, w dzień narodzin Jezusa, dni stają się dłuższe – zadanie Jana Chrzciciela zostało wypełnione i zapisane! +

XI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XI NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mk 4,26-34)

Wzrok w naszym życiu odgrywa bardzo ważną rolę. Dzięki niemu dostrzegamy całą rzeczywistość, to co nas otacza, ludzi, którzy są wokół nas. Dzięki temu że, widzimy, możemy uniknąć niebezpieczeństwa, pójść we właściwym kierunku, nie pomylić drogi. Wzrok ułatwia nam życie i w nim nam bardzo pomaga. Jednak wzrok może nas czasem zgubić, bo jeżeli stwierdzimy, że istnieje tylko to, co widzimy, a tego, czego nie widzimy, po prostu nie ma – to co z naszą wiarą?

W dzisiejszej Ewangelii mowa o królestwie Bożym, którego nie widać, królestwie Bożym, które w pewnym momencie staje się po prostu bardzo duże, a które można przeoczyć w swoim życiu.
Jezus porównuje królestwo Boże do ziarnka, wrzuconego w ziemię, którego z nas nikt nie widzi, nie wiemy co się z nim dzieje, nie wiemy jak to wszystko się wydarza, a jednak po pewnym czasie z tego ziarnka, którego nie widać, zaczyna wyrastać roślina.

Bardzo podobnie ma się ze wszystkim co pochodzi od Boga, tego nie widać gołym okiem, ale później się okazuje, że „coś” po prostu jest! Wiara – jak ona się w nas narodziła, w jaki sposób wydała plon, miłość do męża, do żony – kiedy i jak ona się narodziła? Tak samo jest z królestwem Bożym.

Jezus chce nam dzisiaj powiedzieć, że królestwo Boże rozrasta się wtedy, kiedy natrafia na dobre warunki, kiedy natrafia na dobrą glebę – czyli kiedy trafia na serce, które jest gotowe przyjąć Boga! Takie serce wydaje plon, w takim sercu wiara wzrasta, takie serce daje wzrost wszystkiemu co pochodzi od Boga. I choć nie widzimy, nie czujemy – to okazuje się, że w pewnym momencie doświadczamy Bożej obecności, jesteśmy przekonani, że On jest i nie przeszkadza nam, że nie widzimy, wystarcza nam, że wierzymy! Glebę trzeba uprawiać żeby ciągle była żyzna, tak samo jest z sercem – trzeba je uprawiać, raz potrzeba je przeorać, a czasem trzeba wyplewić – aby to co niedostrzegalne, stało się doświadczalne!

X NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

X NIEDZIELA ZWYKŁA  | (Mk 3,20-35)

Czasem tak nas wciągnie zajęcie, że tracimy rachubę czasu, po prostu gubimy się w czasie. Podobnie jest z dłuższym zajęciem, rozłożonym na kilka dnia, czy nawet tygodni, może ono nas tak pochłonąć, że tracimy kontakt z rzeczywistością, tracimy jakiś fundament, to co robimy staje się najważniejsze, choć nie jest dla nas najważniejsze i przez to, że cali wchodzimy w to zadanie, gubimy nasze priorytety, nasze wartości, po prostu się gubimy. Trochę jak ze zbieraniem grzybów, można się tak na nich skupić, że w pewnym momencie traci się orientację i w konsekwencji gubimy się, nie wiedząc gdzie jesteśmy, nie znając drogi powrotu.

Dzisiaj widzimy w pierwszym czytaniu jak Ewa w raz z Adamem się pogubili, tak bardzo skupili swoją uwagę na owocu, że stracili orientację, wyczucie, przestali racjonalnie myśleć, pogubili się. Konsekwencją ich czynu była ucieczka, lęk, strach i świadome ukrywanie się – pogubili się, a później brnęli jeszcze bardziej chowając się przed Bogiem, przed Którym przecież schować się nie można.

Dzisiejsze pierwsze czytanie kochani zwraca naszą uwagę na nasze codzienne postawy, na naszą orientację w terenie – czy wiem, gdzie dzisiaj jestem? Jaki to jest moment, czas i sytuacja w moim życiu. Czy mam świadomość swojej sytuacji życiowej? Czy jestem zagubiony, czy pogubiłem się w swoim życiu, czy ukrywam się przed Bogiem z lęku i strachu, bo zgrzeszyłem w taki, czy inny sposób.

Postawy Ewy i Adama bardzo mocno ukazują nasze postawy, gdzie po prostu w życiu się gubimy, a gdy już zabrniemy dość daleko, zaczynamy się chować z tym wszystkim, co nosimy w sobie, wiedząc doskonale, że jest to złe, że przez to cierpimy, że nie daje nam to przecież spokoju, chowamy się z tym przed ludźmi i przed Bogiem – wstydząc się, bo nasze postępowanie obnaża naszą pozorną radość i szczęście ukazując prawdę, że wcale tak nie jest!

A Bóg do każdego z nas woła „gdzie jesteś” i nie dlatego, żeby nas ukarać za nasze postępowanie, lecz aby nam pomóc. Bóg szuka każdego z nas, pragnie nas odnajdywać, wskazywać nam drogę powrotu. Gubimy się, a jednak Bóg zawsze ma dla nas drogę powrotu i choć przed Bogiem nic się nie ukryje, przed Nim się nigdy nie schowamy, przed Nim zawsze stajemy tacy, jacy jesteśmy, czyli nadzy – to Bóg w Swoim ogromnym Miłosierdziu okrywa nas swoją miłością, przywracając nam orientację w terenie, priorytety oraz wartości, które pogubiliśmy.

Bóg odnajduje nas nawet na najgłębszych dnach naszego życia, bo nas BARDZO KOCHA, tak bardzo, że posłał Swojego Syna, aby wszystkie zbłąkane i zagubione owce z powrotem przyprowadzić do Siebie!!!