Archiwum autora: Joanna

NIEDZIELA PALMOWA

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

NIEDZIELA PALMOWA | (Mt 26,14 – 27,66)

Dziś Jezus wjeżdża do Jerozolimy na oślicy, ścielą przed nim swoje płaszcze i gałązki z drzew, wołając przy tym „Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, Który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!” W wielu parafiach przed kościołem, na samym początku, odczytywana jest ta Ewangelia, a później wszyscy z palmami w ręku wchodzą uroczyście do kościoła, w którym słyszymy, że Ci sami ludzie, którzy jeszcze niedawno tak uroczyście witali Jezusa, krzyczą: „na krzyż z Nim!”

Jezus wjeżdża do Jerozolimy, do miasta świętego dla Żydów z racji świątyni, która w nim jest, a która symbolizuje dom Boży. To miasto stanie się również miejscem zbrodni i śmierci samego Boga, stanie się miejscem grzechu. Ludzie, którzy wiwatują na cześć Jezusa, zaraz przyczynią się do Jego śmierci. Jak wiele kontrastu w tym co się wydarza i w tym co ma nadejść. I jak wiele zaprzeczeń w tym, co mówią, co słyszymy i w tym, co powiedzą, a co usłyszymy! Mimo tego wszystkiego, Jezus wchodzi w to wszystko z pełną świadomością tego, co ma się wydarzyć.

Przyglądając się temu wszystkiemu, uświadamiam sobie, że i Jerozolima i ludzie tam będący bardzo mocno ukazują naszą prawdziwą naturę – świętość i grzech! Ukazują te pierwsze piękne momenty w naszym życiu, gdy witaliśmy Pana Jezusa, Który do nas przychodził w Pierwszej Komunii Świętej, w Sakramencie Pokuty i Pojednania, pełen dobroci i miłosierdzia, jak szczęśliwi wtedy byliśmy i jak pewni i pełni wiary, że to Sam Bóg nas nawiedza! Po nie długim jednak czasie, doświadczając własnych słabości i grzechu, przestaliśmy wpuszczać Boga do naszego serca, tym samym czyniąc je miejscem Jego męki i śmierci, krzycząc niejednokrotnie na „krzyż z Nim!”

Niestety, taka jest prawda o nas. Jednak Bóg wiedząc o tym, ciągle jest gotowy do nas przychodzić! On ciągle chce być z nami i chce, aby nasze serce było Jego świątynią, czyli miejscem stałego przebywania! Bóg doskonale zna naszą naturę i wie, że jest grzeszna, mimo to po raz kolejny chce przyjść!

Dziś, może bardziej niż kiedykolwiek, przemawia do nas ten fragment Ewangelii, ponieważ choćby się chciało i pragnęło przyjąć Jezusa, niestety nie możemy. Pozostaje nam dzisiaj zatęsknić i przygotować się jeszcze solidniej na przyjęcie Pana w swoim sercu – bo Bóg przyjdzie w swoim czasie, pytanie tylko co usłyszy „Hosanna…” czy „na Krzyż…”

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU | (J 11, 1-45)

Oglądając film czy czytając książkę można w krótkim czasie dowiedzieć się, jak ktoś przeżył konkretny czas swojego życia i w niedługiej chwili dowiadujemy się o kilku latach, a nawet o całym życiu danego człowieka, czasem nawet o całej historii świata i wydarzeń, które miały miejsce. Dobrze się ogląda takie filmy i czyta książki, gdzie dobro wygrywa, główny bohater znów okazuje się zwycięski, aż chce się takich scenariuszy i fabuły we własnym życiu.

Wydarzenia z dzisiejszej Ewangelii mają właśnie coś z dobrego filmu czy wciągającej książki! Po raz kolejny wygrywa miłość i cierpienie zostaje ugaszone ogromną radością oraz chwałą Boga! Jednak czytając, bądź słuchając dzisiejszego Słowa, można nie zwrócić uwagi na to, co jest istotne.

Choć Ewangelia jest dość długa, to trzeba, kochani, wiedzieć, że w niej zawarte jest mniej więcej 3 tygodnie wydarzeń. Rozpoczyna się ona chorobą Łazarza, jego śmiercią, choć Ewangelia o tym nie mówi, to o złożeniu w międzyczasie do grobu jego ciała i o cierpieniu, które towarzyszy Marii i Marcie cztery dni po złożeniu ciała w grobie. Siostry Łazarza wycierpiały bardzo wiele, choć my czytamy wydarzenie w parę minut, trwało ono dużo dłużej i dużo więcej było w nim trudu i niezrozumienia, chociażby prośba, aby Jezus przyszedł, a On się nie pojawia; oczekiwanie na odpowiedź, a jej nie ma; w konsekwencji śmierć brata, którego bardzo kochały.

Jak dzisiejsza Ewangelia odzwierciedla nas, którzy doświadczamy bezradności i czujemy przed sobą ogromny głaz, który został zasunięty, przez który nie możemy wyjść, wydostać się, który izoluje nas od ludzi, od Boga. Wszyscy będąc w domu oczekujemy wydarzeń, które mają nastąpić, w tym wszystkim czujemy się bezradni, bezbronni i nie mając możliwości aby cokolwiek zmienić… Tak jak Łazarz, którego ręce i nogi były skrępowane.

Jednak jedno słowo Jezusa zmieniło wszystko, na Jego słowo został odsunięty kamień, więzienie zostało otwarte, życie wróciło i Łazarz mógł na nowo chodzić i ruszać rękoma – SŁOWA JEZUSA UCZYNIŁY TO, CZEGO LUDZKA WIEDZA I SIŁA NIGDY BY NIE DOKONAŁY!

Trzeba nam dzisiaj, kochani, bardziej niż kiedykolwiek, wołać do Boga! I nie zrażać się tym, że Go nie ma, że nie słyszy, bo On działa zawsze wtedy, kiedy jest na to najlepsza pora.

On może zmienić bieg wydarzeń, tylko my musimy w to uwierzyć!

https://pl-pl.facebook.com/1414313662118077/videos/922918648147845/

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU | (J 9, 1-41)

Jak często bywa tak, że patrzymy na to samo, a widzimy totalnie co innego. Ten sam obraz, ta sama scena, ten sam człowiek, identyczny widok, a jednak można zauważyć zupełnie co innego. Więc jak to jest, że dwoje ludzi patrzy na to samo, a dostrzega co innego?

Dzisiejsza liturgia Słowa ukazuje nam ten fenomen, czyli jak Bóg patrzy i na co zwraca uwagę. Dla Boga najważniejsze jest nasze serce, nie to jak wyglądam, ale kim jestem!

Może się wydawać, kochani, to bardzo proste, ale jak ważne jest to i jak często nam to ucieka! Tak łatwo zdarza nam się kogoś źle ocenić, wyciągnąć pochopne wnioski dlatego, że kierujemy się tylko tym co widzimy, a nie tym jak w rzeczywistości może być. Okazuje się, że jeżeli w naszych sercach nie ma miłości, nasz wzrok może zacząć nas gubić.

Kiedy dwoje ludzi się kocha, patrzą na siebie tak samo, choć jeszcze nie dawno ich wzrok nie mówił im o niczym szczególnym, gdy siebie widzieli, jednak kiedy pojawiło się zakochanie, zaczęli patrzeć na siebie zupełnie inaczej niż wcześniej – ich wzrok pobudzony miłością ujednolicił im obrazy, czyli siebie.

Jeżeli mamy Boga w sercu, zaczynamy patrzeć tak jak On, czyli z miłością. Nasz wzrok pobudzony miłością zaczyna zauważać to, co Bóg widzi, to jak Bóg widzi, a tym samym zaczynamy dostrzegać to, czego wręcz gołym okiem nie widać – to nazywa się WIARA!

Jeżeli tacy jesteśmy, czyli ludźmi wierzącymi – patrzącymi z miłością na to co i kto nas otacza, trzeba zadać sobie pytanie: czy faktycznie tak patrzę dzisiaj na to, co się wokół mnie wydarza? Spojrzeć na dzisiejszy świat oczami wiary jest bardzo trudno, ponieważ oko może zgubić nasze serce – dlatego, że z jednej strony musi nam towarzyszyć roztropność, ale z drugiej strony nie możemy zagubić nadziei i ufności!

Jak Bóg patrzy na to co dzieje się dziś na świecie? Jeżeli znajdziemy odpowiedź na to pytanie, będziemy wiedzieli co mamy robić pamiętając, że Bóg patrzy z miłością to znaczy, że nie myli Go strach i lęk, lecz ciągłe pragnienie naszego nawrócenia!

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU | (J 4, 5-42)

W czasie, w którym się znajdujemy, najprawdopodobniej bardzo dużo próśb zostało skierowanych do Boga. Dziś bardziej niż kiedykolwiek zasypujemy Boga prośbami, błaganiami, które mają swoje źródło w strachu, lęku, niezrozumieniu, niepewności i może nawet złości na Boga poprzez to, co się wydarza. Można dziś bardzo mocno skupić się na tym, co nas ogranicza, czego nie mamy, czego się boimy, nie pamiętając przy tym, że Bóg jest najważniejszy i za każdym razem, kiedy była taka potrzeba, On interweniował.

Taką postawą mocno charakteryzuje się lud izraelski, który jeszcze niedawno widział ogromne znaki i cuda w Egipcie, a dziś szemra i okazuje niedowiarstwo, niecierpliwość i brak zaufania wobec Boga.
Natomiast Ewangelia ukazuje nam Boga, który zwraca się z prośbą do człowieka. Warto przy dzisiejszym Słowie zadać sobie pytanie: czy pośród wszystkich modlitw, które zanoszę do Boga, przedstawiając Mu  swoje kolejne prośby, jest miejsce na to, aby Bóg przedstawił Swoją prośbę; czy dopuszczam myśl, że Bóg może dziś o coś mnie prosić?

Tak jak Jezus poprosił Samarytankę o wodę, tak dziś kieruje prośbę do każdego z nas. Mogą one brzmieć dzisiaj różnie: „proszę, zaufaj Mi”, „podaruj Mi trochę czasu”, „wróć do Mnie poprzez sakrament spowiedzi”, „ wybaczaj innym”, „kochaj swoich nieprzyjaciół”, „nie lękaj się”, „pójdź za Mną”. Każda prośba, którą kieruje Pan do każdego z nas, zawsze owocuje jeszcze głębszym poznaniem Boga!
Kiedy Jezus prosił Samarytankę o wodę, być może chciało Mu się pić, ale tutaj nie chodziło tylko o wodę, chodziło o ukazanie owej kobiecie prawdziwego oblicza Mesjasza.

Jeżeli Bóg kieruje do nas prośbę to właśnie po to, abyśmy skupili się na Nim i odkryli w Nim prawdziwego Boga, który jest Panem nieba i ziemi, Panem czasu, Panem życia, NIE MY, tylko ON! Jeżeli odpowiemy na prośby, które kieruje dzisiaj do nas Pan, gwarantowane mamy odkrycie Boga, który jest JEDYNYM, PRAWDZIWYM I NIEWYCZERPALNYM źródłem miłości!!!

Jezus mówi: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” – to Jego prośba na obecną chwilę!!!

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU | (Mt 17, 1-9)

Najprawdopodobniej po popiele na naszych głowach nie ma już śladu. Trochę czasu minęło od środy popielcowej i może przyjść lekkie rozluźnienie czy nawet brak motywacji do podjętych wyrzeczeń czy konkretnych zadań postawionych sobie za cel w Wielkim Poście.

Dzisiejsza Ewangelia, która jest nam już pewnie bardzo dobrze znana ukazuje uczniów, którzy wspinają się z Jezusem na Górę Tabor, nie wiedzą po co tam idą, nie rozumieją być może tego co Jezus robi, jednak cały ich trud i wysiłek zostaje wynagrodzony – dostrzegają w Jezusie Boga. Pan przemienia się wobec nich, a gdyby tego było mało dostają potwierdzenie z nieba, że ich widzenie to nie zjawa, czy ich wymysł, tylko Prawda, którą mogą adorować i podziwiać, a zarazem umacniać swoją wiarę!

Kochani, pewnie w tym naszym Wielkim Poście każdy na swój sposób wspina się, każdy doświadcza jakiegoś trudu, frustracji, zmęczenia, rozdrażnienia. W to wszystko wpisuje się nasza walka, pragnienie dobrego przeżycia Wielkiego Postu, ale pewnie również doświadczenie braku walki „reszty świata”, która jest obok nas, pracuje z nami, nawet mieszka pod jednym dachem. Bardzo mocno może zniechęcić postawa innych, która niestety dzisiaj niczym nie przypomina dobrego i prawdziwego przeżywania Wielkiego Postu. Jak ważne jest to, żeby sobie uświadomić, po co ja to robię i dlaczego chcę się wspinać – nie skupiać się na trudzie i wysiłku temu towarzyszącym, ale na celu, który obraliśmy! Bardzo podobnie jest przy spowiedzi, nie skupiać się na grzechu, z którym idę do konfesjonału, tylko po co tam idę, nawet jeżeli temu wszystkiemu towarzyszy strach, wstyd i cała masa przeszkód, to jednak idę, bo tam jest Miłość, która przebacza i doda sił!

Przeżywając Wielki Post sam zauważam trud i wysiłek jaki trzeba włożyć w to, aby wszystko miało jak największą jakość, jednak zauważam również, że największą pułapką jest zatrzymać się tam, gdzie nam coś nie wyszło; zrezygnować tam, gdzie brak sił; zawrócić tam, gdzie pojawia się zwątpienie! Trzeba mimo wszystko iść przed siebie, iść w stronę góry Tabor, dlatego, że ta droga prowadzi do przemiany naszego życia, a z tego miejsca Przemienienia widać, miejsce wywyższenia!

Kto z Jezusem w Wielkim Poście wspina się na wyżyny, a nawet na góry swoich możliwości, aby dobrze przeżyć ten czas, musi mieć pewność, że to doprowadzi go do prawdziwej przemiany i da mu pewność, że cały trud i wysiłek włożony w tę wspinaczkę jest sensem i istotą życia duchowego!

I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU | (Mt 4, 1-11)

W środę popielcową rozpoczęliśmy Wielki Post, towarzyszył temu zewnętrzny akt posypania głów popiołem oraz fioletowy kolor szat liturgicznych. Popiół na naszych głowach jest zewnętrznym znakiem naszej wewnętrznej kondycji, tego, że po prostu jesteśmy grzeszni, czyli wybrudzeni grzechem, dlatego stajemy w prawdzie by nikogo, ani nic nie udawać tylko przez czas Wielkiego Postu przyjrzeć się i odkryć to, co w nas najbardziej potrzebuje Bożej Miłości! Natomiast kolor fioletowy mi osobiście kojarzy się z podbitym okiem, siniakiem w swojej najboleśniejszej formie, co oznacza, że niestety, ale tak dziś wygląda nasza kondycja, jesteśmy posiniaczeni od grzechów, od uderzeń, które sami sobie nawzajem zadajemy. Dlatego Wielki Post to czas, gdy człowiek grzeszny, słaby i obolały staje przed Bogiem, Tym, który litując się nad nim, oddaje Swoje życie tak, aby Jego miłość zmazała grzech, umocniła i uleczyła każdego, kto tylko o to poprosi!

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa, który walczy z szatanem, walczy z pokusami, które przeciwnik Mu podsyła. Scena z Ewangelii to walka, która dziś, niestety, jest mało widoczna albo w ogóle jej nie ma. Jak mało ludzi ma dziś świadomość istnienia walki duchowej, niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że nasze pragnienia mogą być tak naprawdę diabelskimi sztuczkami, tego, który chce zagarnąć nasze życie i wolną wolę, tak abyśmy byli zniewoleni i zmanipulowani.

Diabeł przychodzi do Jezusa w swojej prawdziwej formie, taki jaki jest, nikogo nie udaje, ani nie gra – to jest walka wprost, walka dobra ze złem, miłości z nienawiścią. My natomiast jak ukazuje pierwsze czytanie, stykamy się ze złem, które przybiera różne postaci, różne formy tak, że na pierwszy rzut oka nie ma się zielonego pojęcia, że to pułapka, że za tym kryje się szatańska sztuczka. Idziemy za tym co chcemy, co wydaje się lepsze, piękniejsze i wygodniejsze, a po pewnym czasie okazuje się, że zaczyna zanikać w nas prawdziwa radość, stajemy się smutni i samotni, zaczynamy się na siebie denerwować, złościć i gniewać, bez umiejętności przebaczenia i zrozumienia, nosimy w sercu urazy, których wręcz nie chcemy zapomnieć. To niestety „owoc” braku walki duchowej, wpadnięcia w pułapki szatana.

Dlatego tak ważne jest, kochani, byśmy w czasie Wielkiego Postu przyjrzeli się swojemu sercu: co w nim dzisiaj jest, jak to serce wygląda?! Co się w nim nagromadziło przez wpadanie w pułapki szatańskie i przez trwanie w złym. Siniaczymy się tym i zadajemy sobie ból, nie wiedząc nawet, że to są zerwane „owoce”, które były pokusami i pułapkami zastawionymi na nas!

Jezus ratując nas poświęci Siebie samego! Dziś jasno i wyraźnie, bez żadnego kompromisu i tolerancji sprzeciwia się złu i zło pokonuje. Tylko On może w naszym życiu unicestwić to, co jest złe i uleczyć to co boli, tak byśmy przestali cierpieć z powodu niewoli i ran sobie nawzajem zadanych! Wielki Post to czas powrotu do Jezusa, dzisiaj jest start MIŁOSIERDZIA!


Czy wiesz, że…

Właśnie teraz możesz uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami (dowiedz się jakie to warunki >>) wykonując dodatkowo następującą praktykę:

WIELKI POST:

– w każdy piątek Wielkiego Postu oraz w Wielki Piątek odmówienie modlitwy: Oto ja, o dobry i najsłodszy Jezu po Komunii świętej przed obrazem Jezusa Chrystusa ; w pozostałe dni – odpust cząstkowy;

– Udział w nabożeństwie Gorzkich Żalów jeden raz w Wielkim Poście w jakimkolwiek kościele na terenie Polski;

– Wielki Czwartek – Pobożne odmówienie (śpiew) modlitwy Przed tak wielkim Sakramentem podczas liturgii Wieczerzy Pańskiej po Mszy świętej ; w innym czasie odpust cząstkowy;

– Wielki Piątek – Adoracja i ucałowanie Krzyża w trakcie liturgii Męki Pańskiej;

– Wielka Sobota – Odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych podczas liturgii Wigilii Paschalnej w Wielką Noc, jeśli przy pomocy innej formuły w innym czasie – odpust cząstkowy


Nie tylko w Wielkim Poście, ale również w Wielkim Poście: 

odpust zupełny można uzyskać za odprawienie Drogi Krzyżowej w kościele, kaplicy lub na kalwarii, także przy stacjach drogi krzyżowej erygowanej, poświęconej. Dla zyskania odpustu można tutaj samemu przejść przez wszystkie stacje.

Dla osoby chorej przykutej do łóżka dziełem odpustowym może być tutaj rozważanie przynajmniej przez pół godziny Męki Pańskiej.

VII NIEDZIELA ZWYKŁA

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

VII NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mt 5, 38-48)

Jako dziecko „znak pokoju” w czasie Mszy św. traktowałem raczej dość humorystycznie, niż poważnie, zawsze była to jakaś możliwość odwrócenia się do tyłu, podania ręki nieznanej osobie, „zbicie piątki” z kumplem, lekkie rozluźnienie w czasie „nakazanego skupienia i ciszy”.

Jako młodzieniec trochę inaczej znak pokoju zacząłem traktować w czasie rekolekcji oazowych, wiedziałem, że za tym znakiem kryje się już „coś więcej”, niż tylko uścisk dłoni. W seminarium doszła świadomość, że znak pokoju również oznacza przepraszam, więc jeżeli tylko wystarczało odwagi, podawałem rękę na znak pokoju tym, którym sprawiłem jakąś przykrość, czy źle się wobec nich zachowałem, nawet wtedy, kiedy ta osoba była po drugiej stronie kaplicy, szedłem za spuszczoną głową, z dużym poczuciem wstydu i przekazywałem pokój Chrystusa.

Dziś, kiedy jestem już niecałe cztery lata księdzem, wiem, że nie wszyscy Ci, którzy sprawili mi przykrość i którym ja ją sprawiłem, są na Eucharystii. Bardzo często jest tak, że albo ich w ogóle nie ma w kościele, albo mieszkają totalnie gdzie indziej – dlatego uświadomiłem sobie, że znak pokoju to moment, w którym trzeba w sercu wspomnieć o tych, którym sprawiło przykrość i wypowiedzieć swoje „wybaczam”, oraz wspomnieć tych, którym przykrość uczyniłem i powiedzieć „ przepraszam” tak, aby się to wszystko dokonało w sercu przed Bogiem!

Dzisiejsza liturgia Słowa, opiera się na miłości, ale tej najtrudniejszej – czyli miłości do nieprzyjaciół, do wrogów, do tych, którzy są źle nastawieni wobec nas. Jak ich kochać? Jezus tego od nas wymaga, ale jak to robić, kiedy to takie trudne?!

My, sami z siebie, nie jesteśmy w stanie taką miłością kochać i wybaczać tym, którzy po ludzku nie zasługują na wybaczenie. Jednak Bóg daje łaskę – jeżeli ktoś tylko tego chce i do tego dąży – wybaczać i kochać swoich nieprzyjaciół! Najpierw trzeba zawalczyć o serce, aby nie wdarła się w nie nienawiść, czyli wybaczać i przepraszać w sercu przed Bogiem, a później pójść i uczynić to w cztery oczy, ewentualnie telefonicznie. Taka postawa, kochani, chroni nasze serce przed gniewem, złością, zawiścią, zemstą, zazdrością tak, że mimo cierpienia i bólu mamy ciągle siły do kochania i doskonale wiemy, że ten, który nas krzywdzi, jest w swoim postępowaniu biedny i bardzo słaby ponieważ, nie ma nic gorszego jak krzywdzić drugiego człowieka z jakiegokolwiek powodu.

Chrońmy nasze serca przed nienawiścią, prosząc Jezusa za każdym razem kiedy w czasie Eucharystii jest moment przekazania „znaku pokoju”, o siły do przebaczania i przepraszania, byśmy świadomi swojej grzeszności i słabości brali pod uwagę, że nasi bracia i siostry nie różnią się niczym od nas i tak jak my zasługują na pokój Chrystusa!

VI NIEDZIELA ZWYKŁA

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

VI NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mt 5, 17-37)

Zauważyłem, że dzisiaj człowiek lubi wszystko robić „po swojemu”, myśleć tak, jak mu się podoba, działać tak, jak mu się chce, w niczym nie czuć się ograniczanym, ani kontrolowanym, po prostu chce swobody mówienia, działania – „wolności” w życiu.

Jak przeczytamy dzisiejszą Ewangelię to może się okazać, że Pan Jezus rozbudowując przykazania, rozwijając je, ogranicza naszą wolność, tym samym czyni nasze życie podległe przykazaniom, które zabraniają i nakazują, nie dając nic w zamian.

Sam nieraz miałem problem z przykazaniami i z tym, że Kościół mówił tylko: „to możesz, tego nie”, „tak możesz, a tak nie wolno” – tylko zabraniał i nakazywał, nic w zamian. Było to trudne dla mnie, bo większości rzeczy albo nie można było robić, albo nazywano je grzechem. Dziś widzę to zupełnie inaczej. Kościół (księża) niczego nie zabrania, przynajmniej nie powinien, lecz daje to, co Bóg dał, aby była jasność w tym jak być powinno i jeżeli ktokolwiek chciałby ładu, harmonii w swoi życiu, to ma środki i wytyczne do tego jak można to osiągnąć.

Ostatnio jeden uczeń zapytał mnie o mieszkanie przed ślubem: dlaczego nie można mieszkać razem, dlaczego jest to grzech, przecież w tym wszystkim trzeba się dopasować. Podał przykład osoby, którą zna i która tak żyje i wszystko jest bardo dobrze. Powiedziałem mu wtedy, że nie może patrzeć na życie oczami osoby niewierzącej i tym jak ona żyje, lecz powinien wziąć pod uwagę Boga i Jego zdanie na ten temat. Jak On to widzi i jak by mu doradził, bo człowiek podejmując taką decyzję, chce osiągnąć zamierzony cel; Bóg natomiast widzi tego konsekwencje i to, co może źle wpłynąć na konkretnych ludzi.

Przykazania Boże, to nic innego jak zdanie Boga na temat tego, jak powinno wyglądać nasze życie, jeżeli ktoś mówi, że wierzy, to powinien wziąć pod uwagę zdanie Boga na konkretny temat i kierować się nim w życiu. Dziś, niestety, Bóg mówi jedno, a my robimy drugie dziwiąc się, że jesteśmy smutni i nieszczęśliwi. Bóg nas bardzo kocha i nie ogranicza nas przykazaniami, lecz dał nam receptę dzięki której możemy w życiu uniknąć niepotrzebnych trudności i cierpień.

V NIEDZIELA ZWYKŁA

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

V NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mt 5, 13-16)

Czasem, kiedy brakuje nam jakiegoś narzędzia pracy, przyrządu do wykonania konkretnego zadania, nie jesteśmy w stanie danego zadania czy pracy wykonać. Bywa tak, że jeżeli nie mamy pod ręką na przykład śrubokrętu, to odkręcamy śrubkę czymś innym, ale jeżeli potrzeba jest pociąć drzewa, a nie mamy piły czy siekiery, to nic innego nam w tym nie pomoże. Są takie narzędzia pracy, bez których nie wykonamy konkretnej pracy, jeżeli ich zabraknie, zabraknie możliwości do zmierzenia się z konkretną pracą.

Dzisiaj Jezus mówi w Ewangelii, że jeżeli my ludzie utracimy swój smak, czyli coś co jest jedyne i oryginalne w nas, to przestaniemy się nadawać do czegokolwiek, nie będziemy w stanie uczynić tego, do czego zostaliśmy stworzeni i powołani!

Jeżeli Bóg posługuje się nami i jesteśmy w Jego ręku narzędziami, to najprawdopodobniej kiedy przestajemy być i żyć z Nim, nie ma w zasięgu Boga narzędzia, którym by wykonał konkretne zadanie i jedyne zadanie. Najprościej można zauważyć to na przykładzie rodziny, jeżeli zaczyna brakować mamy albo taty, rodzice się rozchodzą, to niestety zaczyna brakować narzędzia, które budowałoby rodzinę. Jeżeli kapłan odchodzi z kapłaństwa, przestaje być w ręku Boga konkretnym narzędziem do konkretnego zadania, do którego pierwotnie został powołany.

Jeżeli człowiek odchodzi od prawdy, jego życie zaczyna tracić smak, przestaje być światłem, które powinno wskazywać drogę prawdy oraz Boga, który jest Prawdą! Niestety, taki człowiek przestaje być narzędziem w ręku Boga, „ na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi”. I choć mocne to słowa, to jednak bardzo prawdziwe, bo każdy z nas jest narzędziem, którego nikt, ani nic w konkretnym miejscu i zadaniu, ani nie zastąpi, ani nie zmieni! Sami to widzimy, kiedy nosimy jakieś braki z rodzinnych domów, tego czego nie otrzymaliśmy od najbliższych na konkretnym etapie naszego życia, nie otrzymamy już od nikogo. Dzięki łasce Bożej i sprawnym narzędziom, można w jakiś sposób nadrobić zaległości i stanąć na nogi, jednak doświadczenie braku, samotności oraz pustki trzeba boleśnie przejść.

Dziś Jezus nam przypomina, jak ważny jest każdy z nas! Jak ważne jest to, co czynimy i jak to czynimy! Jeżeli jesteśmy dla siebie solą, oraz światłem, stajemy się pokarmem miłości, oraz znakiem obecności Boga! Lecz jeżeli tracimy swój smak oraz gaśniemy zaczynamy być pokarmem, który staje się niestrawny i znakiem, który przestaje być czytelny, budując tym samym ogromny zamęt na fundamencie kłamstwa i cierpienia!

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO | ( Łk 2,22-40)

„Kto oddaje i zabiera, ten się w piekle poniewiera” – to zdanie bardzo często słyszałem kiedy byłem dzieckiem. Mówiliśmy je wtedy, kiedy ktoś nam coś dał, a później chciał to odebrać. Jako dziecko byłem przekonany, że jak już ktoś coś ofiarował, to nie miał prawa później tego nam odbierać i to zdanie było taką gwarancją i przypomnieniem każdemu, kto chciał postąpić inaczej.

Dzisiaj przeżywamy uroczystość Ofiarowania Pańskiego, Maryja oddaje Bogu Jezusa godząc się tym samym na to wszystko, co Bóg dla Nich przygotował. Maryja dała Bogu Słowo i nigdy się nie wycofała!

Dzisiejsze święto, które obchodzi Kościół, jest dla nas wszystkich przypomnieniem każdego słowa jakie daliśmy Bogu oraz wypełnieniem tych słów w naszym życiu. Wiemy doskonale ile potrafimy obiecać, ile potrafimy w różnych sytuacjach życiowych, szczególnie tych trudnych, ofiarować Bogu obietnic. A okazuje się, że czas bardzo szybko weryfikuje naszą wierność i gorliwość w tym wszystkim co postanowiliśmy wobec Boga, co Mu ofiarowaliśmy jako obietnicę, czy też jakieś wyrzeczenie. Wiarygodność naszych słów najprościej można sprawdzić za każdym razem kiedy odnawiamy przyrzeczenia chrzcielne – jak mówimy „wyrzekamy się” czy „wierzę”. Za każdym pytaniem idzie nasza konkretna postawa i słowa – jednak jakie to ma przełożenie w życiu codziennym?

Potrafimy pamiętać i egzekwować słowa i obietnice, które nam złożono. Sprawia nam to ból i przykrość, jeżeli ktoś nas okłamie, czy wycofa się z tego co obiecał, dlatego dziś tak ważne jest, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, jacy my jesteśmy wobec Boga i czy nie sprawiamy Mu przykrości, kiedy dużo obiecujemy, a bardzo szybko zapominamy, bądź się z tego wycofujemy.
Maryja daje Bogu Jezusa i nigdy nie rości sobie praw do Niego, choć jest jej dzieckiem. Wraz z Nim ofiaruje Bogu siebie i również w najtrudniejszych momentach życia nie ma pretensji, tylko przyjmuje wszystko co przychodzi, będąc wierną każdemu wypowiedzianemu słowu wobec Boga. Maryja dała Bogu Słowo oraz siebie i nigdy Mu tego nie odebrała.

Jej postawa przypominam nam jak ważne jest bycie wiernym temu, co się powiedziało, co się obiecało i temu co się ofiarowało – aby być w tym wszystkim konsekwentnym, mimo wszystko!