Archiwum kategorii: Kilka myśli…

Rozważania

UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA ŚW. JANA CHRZCICIELA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela | (Łk 1,5-17)

Narodziny każdego człowieka to ogromny cud, dlatego też każdy człowiek jest darem. Człowiek, który przychodzi na świat, przychodzi z konkretnym celem do zrealizowania, z konkretnym zadaniem – jednak nie każdy to odkrywa. Bardzo często Ci, którzy nie mogą się odnaleźć w świecie, nie mogą uchwycić swojego celu życia, zadają sobie pytanie: po co właściwie na ten świat przyszedłem, po co się urodziłem, przecież nie jestem nikomu do niczego potrzebny.

Dzisiaj obchodzimy narodziny Jana Chrzciciela, któremu od poczęcia towarzyszyły jawne znaki Boże takie, że aż pytano kim to dziecię będzie, bo istotnie ręka Pańska była z nim. A kiedy zerkniemy na żywot Jana Chrzciciela, to po ludzku „bez szału”, bo większość życia spędził na pustyni żywiąc się szarańczą i miodem, jego posługa miała przygotować ludzi na przyjście Jezusa, czyli robił miejsce dla Niego, a gdy aresztowano Jana za prawdę, został ścięty przez namowę pełnej nienawiści kobiety. I można by rzec – co to za życie? Jaki sens miały jego narodziny? Czego takiego dokonał? A przecież od samego poczęcia ręka Pańska była z nim.

Kochani, nasze patrzenie na życie zostało trochę wypaczone teoriami sukcesu i kariery. Panuje takie myślenie, że jak ktoś coś osiągnął, albo jak został „kimś” to mu się życie udało, osiągając sukces – osiągnął życiowy cel. Jeżeli nic nie osiągnąłeś, jeżeli jesteś „nikim znaczącym” to Twoje życie jest porażką, jest bezsensowne. A to ogromne kłamstwo!!

Każdy z nas ma swój życiowy cel – celem życia Jana Chrzciciela było – jak sam mówił: „Trzeba, aby On wzrastał, a ja żebym się umniejszał”( J 3,30). Jan Chrzciciel odkrył swój życiowy cel, swoje powołanie i w tym to, co my byśmy nazwali „porażką”, on doświadczał prawdziwej radości i szczęścia, bo odkrył, że to jest TO zdanie, które ma wypełnić i TO miejsce, w którym ma być; mimo trudności i kryzysów które przeżywał, jak choćby wtedy kiedy został uwięziony i sam już nie wiedział, czy Ten, na którego wskazał jako Baranka Bożego, faktycznie Nim jest.

Narodziny Jana ukazują nam, że wielkość człowieka nie zależy od tego ile zrobi, ile ma, jaki jest sławny, w czym jest dobry – tylko JAK będzie realizował swoje powołanie i CZY będzie dążył do celu jaki ma, bo w tym jest prawdziwa radość i szczęście! Chcielibyśmy być ważni, sławni i rozpoznawalni – ale przecież każdy z nas taki jest dla grona najbliższych osób i przyjaciół! Dziecko nie ucieszy się na widok jakieś gwiazdy sportu, muzyki czy kina – ale jak zobaczy tatę, który wraca z pracy, albo mamę to jemu do szczęścia nic więcej nie potrzeba!

O Janie Chrzcicielu w tamtych czasach wiedzieli tylko Żydzi, dzisiaj zna Go cały świat, dlatego że wiernie wypełnił swoje życiowe powołanie, które nie było wcale łatwe, ale które również i nam przyniosło ogromną korzyść!

Dzisiaj mamy 24 czerwca, narodziny Jana – dzień zaczyna być krótszy, a 24 grudnia, w dzień narodzin Jezusa, dni stają się dłuższe – zadanie Jana Chrzciciela zostało wypełnione i zapisane! +

XI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XI NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mk 4,26-34)

Wzrok w naszym życiu odgrywa bardzo ważną rolę. Dzięki niemu dostrzegamy całą rzeczywistość, to co nas otacza, ludzi, którzy są wokół nas. Dzięki temu że, widzimy, możemy uniknąć niebezpieczeństwa, pójść we właściwym kierunku, nie pomylić drogi. Wzrok ułatwia nam życie i w nim nam bardzo pomaga. Jednak wzrok może nas czasem zgubić, bo jeżeli stwierdzimy, że istnieje tylko to, co widzimy, a tego, czego nie widzimy, po prostu nie ma – to co z naszą wiarą?

W dzisiejszej Ewangelii mowa o królestwie Bożym, którego nie widać, królestwie Bożym, które w pewnym momencie staje się po prostu bardzo duże, a które można przeoczyć w swoim życiu.
Jezus porównuje królestwo Boże do ziarnka, wrzuconego w ziemię, którego z nas nikt nie widzi, nie wiemy co się z nim dzieje, nie wiemy jak to wszystko się wydarza, a jednak po pewnym czasie z tego ziarnka, którego nie widać, zaczyna wyrastać roślina.

Bardzo podobnie ma się ze wszystkim co pochodzi od Boga, tego nie widać gołym okiem, ale później się okazuje, że „coś” po prostu jest! Wiara – jak ona się w nas narodziła, w jaki sposób wydała plon, miłość do męża, do żony – kiedy i jak ona się narodziła? Tak samo jest z królestwem Bożym.

Jezus chce nam dzisiaj powiedzieć, że królestwo Boże rozrasta się wtedy, kiedy natrafia na dobre warunki, kiedy natrafia na dobrą glebę – czyli kiedy trafia na serce, które jest gotowe przyjąć Boga! Takie serce wydaje plon, w takim sercu wiara wzrasta, takie serce daje wzrost wszystkiemu co pochodzi od Boga. I choć nie widzimy, nie czujemy – to okazuje się, że w pewnym momencie doświadczamy Bożej obecności, jesteśmy przekonani, że On jest i nie przeszkadza nam, że nie widzimy, wystarcza nam, że wierzymy! Glebę trzeba uprawiać żeby ciągle była żyzna, tak samo jest z sercem – trzeba je uprawiać, raz potrzeba je przeorać, a czasem trzeba wyplewić – aby to co niedostrzegalne, stało się doświadczalne!

X NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

X NIEDZIELA ZWYKŁA  | (Mk 3,20-35)

Czasem tak nas wciągnie zajęcie, że tracimy rachubę czasu, po prostu gubimy się w czasie. Podobnie jest z dłuższym zajęciem, rozłożonym na kilka dnia, czy nawet tygodni, może ono nas tak pochłonąć, że tracimy kontakt z rzeczywistością, tracimy jakiś fundament, to co robimy staje się najważniejsze, choć nie jest dla nas najważniejsze i przez to, że cali wchodzimy w to zadanie, gubimy nasze priorytety, nasze wartości, po prostu się gubimy. Trochę jak ze zbieraniem grzybów, można się tak na nich skupić, że w pewnym momencie traci się orientację i w konsekwencji gubimy się, nie wiedząc gdzie jesteśmy, nie znając drogi powrotu.

Dzisiaj widzimy w pierwszym czytaniu jak Ewa w raz z Adamem się pogubili, tak bardzo skupili swoją uwagę na owocu, że stracili orientację, wyczucie, przestali racjonalnie myśleć, pogubili się. Konsekwencją ich czynu była ucieczka, lęk, strach i świadome ukrywanie się – pogubili się, a później brnęli jeszcze bardziej chowając się przed Bogiem, przed Którym przecież schować się nie można.

Dzisiejsze pierwsze czytanie kochani zwraca naszą uwagę na nasze codzienne postawy, na naszą orientację w terenie – czy wiem, gdzie dzisiaj jestem? Jaki to jest moment, czas i sytuacja w moim życiu. Czy mam świadomość swojej sytuacji życiowej? Czy jestem zagubiony, czy pogubiłem się w swoim życiu, czy ukrywam się przed Bogiem z lęku i strachu, bo zgrzeszyłem w taki, czy inny sposób.

Postawy Ewy i Adama bardzo mocno ukazują nasze postawy, gdzie po prostu w życiu się gubimy, a gdy już zabrniemy dość daleko, zaczynamy się chować z tym wszystkim, co nosimy w sobie, wiedząc doskonale, że jest to złe, że przez to cierpimy, że nie daje nam to przecież spokoju, chowamy się z tym przed ludźmi i przed Bogiem – wstydząc się, bo nasze postępowanie obnaża naszą pozorną radość i szczęście ukazując prawdę, że wcale tak nie jest!

A Bóg do każdego z nas woła „gdzie jesteś” i nie dlatego, żeby nas ukarać za nasze postępowanie, lecz aby nam pomóc. Bóg szuka każdego z nas, pragnie nas odnajdywać, wskazywać nam drogę powrotu. Gubimy się, a jednak Bóg zawsze ma dla nas drogę powrotu i choć przed Bogiem nic się nie ukryje, przed Nim się nigdy nie schowamy, przed Nim zawsze stajemy tacy, jacy jesteśmy, czyli nadzy – to Bóg w Swoim ogromnym Miłosierdziu okrywa nas swoją miłością, przywracając nam orientację w terenie, priorytety oraz wartości, które pogubiliśmy.

Bóg odnajduje nas nawet na najgłębszych dnach naszego życia, bo nas BARDZO KOCHA, tak bardzo, że posłał Swojego Syna, aby wszystkie zbłąkane i zagubione owce z powrotem przyprowadzić do Siebie!!!

IX NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

IX NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mk 2,23-3,6)

Wokół nas znajdują się różni ludzie. Są tacy, którzy wszędzie znajdują problem, dla których wszystko jest problemem. Często zwracamy się do nich „że mają ze wszystkim wieczny problem”. Niestety, tacy ludzie dostrzegają bardzo mało dobra, albo nawet wcale go nie zauważają, dlatego że wszystko dla nich jest problemem.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam faryzeuszy, którzy ciągle mają problem, którzy we wszystkim go dostrzegają. Największym ich problemem jest Jezus. Staje przed nimi Wieczna Radość, a oni z Nim mają „wieczny problem”. Postawa faryzeuszów ukazuje nam bardzo często ludzi, którzy mimo pojawiającego się wokół nich szczęścia i radości, ciągle doszukują się problemu. Tak jak faryzeusze nie potrafią dostrzec w działaniu Bożym jawnego cudu, tylko ciągle doszukują się jakiegoś problemu, złamania prawa. Przez to szansa na radość i szczęście jest niewykorzystywana, co w konsekwencji rodzi ciągłe niezadowolenie, frustrację, podejrzliwość, zazdrość i szukanie problemu. A za tym wszystkim oczywiście kryją się ci, którzy padają ich ofiarami.

Jezus, w dzisiejszej Ewangelii, nie zwraca uwagi na podejrzliwość i oskarżania ze strony faryzeuszów, tylko wciąż niesie dobro i na pierwszym miejscu stawia miłość do bliźniego, tym samym ucząc nas, aby kierować się w życiu miłością do drugiego, rozwiązując problemy, a nie ciągle stawiając je przed człowiekiem. Postawa Jezusa w dzisiejszej Ewangelii jest również nieugięta. Konsekwentnie staje ponad problemem i nie zważa na tych, którzy swoją postawą, pod pozorem łamania prawa, zabraniają czynić dobro.

Liturgia Słowa, którą dzisiaj rozważamy, bardzo często odzwierciedla nas samych, nasze sytuacje z życia, gdy wstrzymujemy się przed niesieniem dobra z powodu lęku, obaw czy też z powodu własnych ograniczeń, strachu przed opinią publiczną. Uginamy się pod ciężarem głosu większości, który tylko na pozór zdaje się mieć rację. Dzisiejsze pytanie Jezusa skierowane jest również do nas: co można uczynić drugiemu człowiekowi, czy uczynić coś dobrego, czy coś złego. Odpowiedź postawi nasze serca w prawdzie.

TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

 

TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ | (Mt 28,16-20)

Dość często używamy zwrotu „człowiek o dwóch twarzach”, bądź jak mamy do czynienia z nieszczerym zachowaniem mówimy, że ktoś jest dwu licowy. Nie lubimy kiedy ktoś wobec nas jest fałszywy, z jednej strony się uśmiecha, a z drugiej zaczyna coś kombinować, w twarz mówi nam co innego, a za plecami co innego. Unikamy takich ludzi, takich zachowań – po prostu nie akceptujemy tego.

Dzisiaj w Uroczystość Trójcy Świętej wpatrujemy się w Boga o trzech twarzach, w Boga, który mimo swej jedności jest trzema Osobami. Paradoks polega jednak na tym, że mimo trzech różnych twarzy (Ojciec, Syn, Duch Św.) – Bóg jest taki sam! Trzy Twarze Boga, to nie Jego trójlicowość, to Jedność w byciu, działaniu i obcowaniu z nami!

Dzisiejsza Uroczystość kochani, to dobry moment i czas, aby sprawdzić jakie jest nasze serce, jakie nasze myśli, jakie nasze działania i jaka jest nasza zewnętrzna postawa – czy mamy jedną twarz, czy mamy wiele twarzy, czy działamy na jednej płaszczyźnie, czy wkrada się w nasze życie dwulicowość, czy wobec innych jesteśmy szczerzy i prawdziwi, czy kierujemy się fałszem.

Nie tak dawno można było obejrzeć w kinach film pt. „50 twarzy Greya”. Widz stawiał sobie pytanie: która z tych twarzy była prawdziwa, skoro było ich tak wiele? Kim on był, skoro grał tak wielu? Kiedy mówił prawdę, a kiedy nie? Film filmem, ale jakże często podobnie jest w naszym życiu. Brakuje nam jedności w byciu, działaniu, mówieniu – bardzo często mamy wiele twarzy, a każda z nich jest inna, różnią się od siebie!

Uroczystość Trójcy Świętej przypomina nam dzisiaj, jak ważna jest prawda i jedność w naszym życiu – jedność, którą najpierw budujemy w sobie: to jak myślę, to co mówię, to jak się zachowuję – wszystko sprowadza się ku jednemu – zero rozbieżności i fałszu, wszystko na jednym poziomie, na jednym fundamencie! Wszystko budowane na Bogu i czerpane z Boga! Jeden fundament i jedno źródło uczyni nasze postępowanie, nasze myśli, nasze bycie – JEDNO! I choć czasem zdarzy nam się złościć, zdarzy nam się płakać, zdarzy nam się zgrzeszyć, zdarzy nam się śmiać do łez – mimo różnych twarzy będziemy jedno – bo scalać nas będzie miłość Boża, która łączy w JEDNO Trójcę Świętą!!!

NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA


 

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

(J 20, 19-31)

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, Kraków Łagiewniki
fot. ks. Józef Gwóźdź, SVD - o niezwykłej drodze misyjnej po krajach Ameryki Środkowej "PADRE JOSÉ" można przeczytać na jego stronie: ww.misjapanama.pl


 

Nie wystarczy nam słowo „kocham”, jeżeli tej miłości nie dostrzegamy na co dzień. Potrzebujemy słyszeć, że jesteśmy kochani, ale przede wszystkim potrzebujemy tej miłości doświadczać każdego dnia. Potrzebujemy dowodów na to, że ktoś, kto mówi nam, że nas kocha, mówi prawdę i że faktycznie tak jest.

Dzisiejsza Ewangelia, mówi o jednym wielkim dowodzie miłości Boga do człowieka. Jezus nie poprzestał na Słowach, ale „udowodnił”, że naprawdę nas kocha! Oddał życie i zmartwychwstał, i kiedy ukazuje się uczniom przynosi im pokój! Jednak Tomasz nie widzi Jezusa i potrzebuje takiego samego dowodu jaki otrzymali pozostali uczniowie.

Nazywamy Tomasza niewiernym – a on chciał dowodów na to, że Jezus zmartwychwstał, chciał dowodów miłości! Jak można mieć do niego pretensje, przecież każdy z nas tych dowodów potrzebuje, ponieważ w zetknięciu z nimi stajemy się ludźmi wiary! Bez tych dowodów, bez doświadczenia miłości Boga – nawet najpiękniejsza świadectwa i oglądane cuda mogą nie ruszyć serca. Dlatego tak ważne jest osobiście doświadczyć, że Jezus zmartwychwstał poprzez dowód miłości, który nasz Pan pozostawił dla każdego.

Kiedy Jezus przychodzi do uczniów, tchnął na nich, aby w Jego imię i Jego mocą odpuszczali grzechy – to znaczy nie tylko mówili, że Bóg kocha – ale przede wszystkim dawali temu dowód w odpuszczaniu grzechów!

Niedziela Miłosierdzia – przypomina nam, często niedowiarkom, że Boże Miłosierdzie jest największym dowodem na to, że Bóg jest, że Zmartwychwstał, i że nas bardzo, bardzo mocno kocha! I każdy kto potrzebuje dowodów miłości, otrzyma je w konfesjonale!

VI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1 , 40-45)

W przeciągu jednego dnia dociera do nas bardzo dużo informacji. O jednych dowiadujemy się z wiadomości, albo ktoś nam sprzeda jakiegoś „newsa”, o innych gdzieś przeczytamy, albo zetkniemy się z daną sytuacją osobiście biorąc w niej udział jako widz, bądź odgrywając jakąś rolę. Zdobytą informacją często dzielimy się z innymi, a jeszcze jak wydarzyło się coś ważnego, to natychmiast dajemy znać innym.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o bardzo ważny wydarzeniu: człowiek chory na trąd, czyli chorobę, która pokrywa skórę białymi wrzodami, prosi Jezusa o uzdrowienie i Pan go uzdrawia, oczyszczając jego skórę z trądu. Taki „news” nie mógł pozostać w ukryciu – zaraz został przekazany dalej! Taka ważna informacja została podana do opinii publicznej nie jako świadectwo, ale jako ważne wydarzenie. W tym wszystkim uzdrowiony zapomniał o tym, co mu przykazał Jezus i zaczął rozgłaszać co się wydarzyło.

Przykład uzdrowionego dziś człowieka pokazuje jak z działania Bożego można zrobić sensację, która wzbudzi poruszenie, podziw, zainteresowanie, ale nie będzie miała nic ze świadectwa o tym, jak Bóg z litości i miłości do człowieka chce uzdrawiać! Dzisiejsza scena z Ewangelii pokazuje nam, że można naocznie, bądź na własnej skórze doświadczyć działania Bożego i zrobić z tego wydarzenia informację nie mającą nic wspólnego z Bożą miłością i z tym, co tak naprawdę się wydarzyło!

To grozi każdemu, że otrzymując, bardziej skupiamy się na tym co dostaliśmy, niż na tym, od Kogo otrzymaliśmy! Przykładem jest dzisiejsza Ewangelia oraz nasze codzienne życie. Tak mało w nim wdzięczności Bogu z to co mamy! Korzystamy ze zdrowia, z pasji, z przyrody, która nas otacza, ze wszystkiego co po prostu otrzymaliśmy ot tak, nie biorąc pod uwagę, że moglibyśmy tego nie mieć. A kiedy już coś tracimy, prosimy Boga o pomoc - jak pomoże znów się cieszymy z tego co mamy, pomijając Boga! Bez wdzięczności za to co mamy, bez prawdziwego świadectwa o Bożym działaniu – nasza wiara przestanie być żywa. Nie będziemy dostrzegać Boga, który daje, ale będziemy widzieć tylko to, co mamy i otrzymujemy chcąc ciągle więcej!

Dobrze dziś spojrzeć na swoje życie: ile w nim darów Bożych, ile dostaliśmy w standardzie życia i Bogu powiedzieć po prostu: dziękuje! Tak samo dobrze sobie przypomnieć momenty, w których doświadczyliśmy Bożego działania – nie jako chwytliwą informację, ale jako świadectwo obecności Boga w naszym życiu!

V NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1, 29-39)

Miło się robi na sercu, gdy odzywa się do nas ktoś, kto dość długo nie dawał o sobie znać. Jednak entuzjazm opada kiedy się okazuje, że człowiek ten daje znać dlatego, że ma interes czy biznes do załatwienia i nawet nie tyle, że potrzebuje naszej pomocy, tylko potrzebuje nas do swoich spraw. Czujemy się wtedy po ludzku wykorzystani, bo zaraz po załatwionej sprawie nie ma śladu po tym człowieku i pojawi się wtedy, kiedy znów będzie nas potrzebował…

Dzisiaj w Ewangelii widzimy jak wszyscy potrzebują Jezusa. Przynoszą do Niego chorych, opętanych, ludzi, którzy potrzebują pomocy i uleczenia, a Jezus staje się ich ratunkiem. Leczy, uwalnia jednym słowem, zaradza problemom innych, stając się lekarstwem na wszelkie choroby. Jednak przychodzi taki moment, że Jezus zmienia miejsce i choć wszyscy Go szukają, On idzie w inne miejsce.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam, kochani, o Jezusie, który chce być naszym Lekarzem, ale nie chce być tym, który załatwia nasze interesy i sprawy. Każdy, kto ma świadomość swojej małości i grzeszności, doskonale wie, że Jezusa potrzebuje ZAWSZE, a nie tylko czasami! Jeżeli potrzebujemy Jezusa tylko wtedy, kiedy jest jakaś sprawa czy interes, On uchodzi w inne miejsce, tak że nie możemy Go odnaleźć, lecz kiedy szuka Go nasze stęsknione serce pobudzone miłością, zawsze Go odnajdzie!!!

Dobrze jest dzisiaj szczerze spojrzeć na naszą relację z Jezusem, jak ona wygląda. Boli kiedy wykorzystują nas do swoich interesów i spraw, kiedy dają znać tylko wtedy, kiedy jesteśmy potrzebni w danej chwili. A my, kiedy szukamy Jezusa?... Czy jest dla nas ważny zawsze, czy tylko chwilami? Czy szukam Go wtedy kiedy coś się u mnie dzieje niedobrego, czy walczę o Jego obecność w moim życiu każdego dnia? Czy Jezusa potrzebuję ZAWSZE, czy tylko jak się coś dzieje?

Może się kochani okazać, że przestaliśmy dostrzegać Go w naszym życiu, bo mieliśmy ciągłą litanię próśb, zachcianek i interesów, a zero słów: dziękuję, kocham, czy nawet przepraszam. Przestaliśmy dostrzegać Boga, bo przysłoniły Go nam nasze nieustanne prośby, na których się bardziej skupiliśmy, niż na samym Bogu!

Bóg chce uzdrawiać, chce nam pomagać, chce wysłuchiwać naszych próśb, jednak bez relacji i miłości – każda prośba to zachcianka, a wysłuchana nie rodzi w sercu wdzięczności, tylko kolejne zachcianki… Miłość ucieka od biznesów, ale przed MIŁOŚCIĄ nigdy się nie ukrywa!

IV NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1, 21-28)

Chyba nikt z nas nie lubi jak wydają nam rozkazy, zmuszają do czegokolwiek. Zrób to, zrób tamto, tego nie rób, a to zrób tak. Tak nie wolno, a tak powinieneś. W skrajnych sytuacjach i momentach powtarzamy dość często „nie będziesz mi mówić, co mam robić”. Nie lubimy jak nam odbierają wolność słowa, wolność działania, nie lubimy jak nam odbierają prawo wyboru i decyzji.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa, który naucza ludzi. Przekazuje im z jednej strony potrzebną wiedzę, a zarazem daje świadectwo temu, że to co mówi to prawda, ale widzimy również Jezusa, który staje się surowy i rozkazuje. Jezus widząc słabych, grzesznych ludzi z miłością naucza, ale w zetknięciu ze złem staje się surowy i stanowczy!

Jakie piękne to jest, że Jezus nigdy nikomu z ludzi nic nie rozkazał, zawsze czuły i delikatny pozostawiał wolną wolę oraz prawo wyboru – nigdy nic nie narzucał, zawsze uczył, pokazywał i cierpliwie kochał! Ale kiedy przyszło zetknąć się ze złem, z demonem, który atakował człowieka, który człowieka niszczył, Jezus bez jakiejkolwiek zwłoki reagował stanowczością. Bez zbędnych dialogów surowo rozkazywał, nie pozostawiając żadnej decyzji złemu duchowi! A to wszystko dlatego, że biedny grzesznik, poraniony człowiek jest spętany przez owego złego ducha! Jezus widząc cierpienie ludzi ich niewolę duchową – pomaga natychmiast!

Czasem zastanawiamy się dlaczego rodzice bywają surowi, dlaczego w szkole nauczyciel zareagował tak, a nie inaczej? – najprawdopodobniej dlatego, że zauważył zło w życiu człowieka, z którym nie można dyskutować, czy wdawać się w zbędny dialog – w takich sytuacjach trzeba stanowczo działać. Będąc surowym, jasnymi i klarownymi zasadami eliminować zło, które przeszkadza i otumania.

Jezus tak robi! On wie, że od Jego reakcji zależy przyszłość danego człowieka. Tak samo kochający rodzice i wychowawcy wiedzą, że jeżeli dziś nie podejmą konkretnych decyzji, mogą nie uratować osoby, którą kochają. Tak jest nie tylko z dziećmi, ale i również z przyjaciółmi, czy członkami rodziny, którzy popadli w jakikolwiek nałóg, najczęściej alkoholizm. Bez stanowczości, surowości i konkretnych działań nie uratujemy człowieka.

Kiedy byłem na doświadczeniu w wspólnocie Cenacolo, rozmawiałem z jednym chłopakiem, który opowiadał mi, że kiedy popadł w nałogi alkoholu i narkotyków, nie chciał, ani nie potrzebował żadnej pomocy. Kiedy wracał „pod wpływem” do domu, mama krzyczała i różne rzeczy mówiła, ale nigdy nic konkretnego nie zrobiła. Jednak koleżanka jego mamy podpowiedziała jej, że jedynym ratunkiem jest konkretna decyzja, trudna, ale stanowcza – trzeba syna wyrzucić z domu. Ona na początku nie chciała się zgodzić, no bo jak matka ma wyrzucić syna z domu?! Po wielu przepłakanych nocach zgodziła się i tak też zrobiła. Syn po tygodniu przyszedł i poprosił o pomoc. Gdy przyjechałem na to doświadczenie, on już tam był w tej wspólnocie 3 lata – szczęśliwy i wdzięczny mamie!

Jezus nas kocha i cierpliwie uczy, jednak ze złem nie dyskutuje, tylko stanowczo rozkazuje i wypędza! Nie bójmy się kochać nawet wtedy, kiedy trzeba być stanowczym i surowym – nie walczymy wtedy z człowiekiem, tylko o człowieka!

III NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1, 14-20)

Od zawsze lubiłem łowić ryby. Jedna z moich ulubionych pasji. Ile czasu przesiedziałem na rybach, to już nawet nie pamiętam. Ile nocy i dni z wędką w ręku w nadziei, że dziś coś się złowi – piękna sprawa! A jak już udało się coś złapać, to dopiero była radość, a jeszcze jak okazało się, że ryba jest spora, albo gatunek trudny do złowienia, to już w ogóle euforii nie było końca. Jednak bywały takie momenty, że: albo ryba się zrywała; albo wypadała z ręki kiedy się ją chwyciło, a ona zrobiła gwałtowny ruch; albo łapało się ryby, wrzucało do siatki, a po skończonym połowie okazywało się, że siatka była dziurawa… 😉 Do łowienia ryb trzeba się dobrze przygotować! Dziś to wiem - kiedyś myślałem, że wystarczy tylko wędka i coś na haczyk.

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że uwięziono Jana Chrzciciela i Jezus idzie powoływać, aby głoszenie Słowa nie miało końca. Sceneria powołania to łowisko – wymowny znak, który zapowiada połowy ludzkich serc. Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, Jezus znajduje siedzących w łodzi, naprawiających cierpliwie sieci. Rybacy doskonale wiedzą, że jeżeli będą one niesprawne, to choćby najlepsze łowisko mieli przed sobą, to i tak nic nie złowią!

Jak ważne jest to, byśmy sobie ten fakt uświadomili – bez sprawnych sieci nie będzie ryb! To znaczy bez sprawnych serc, nie będzie innych serc! Możemy czasem zadawać sobie pytania: dlaczego tak ciężko dzisiaj dotrzeć do człowieka, dlaczego jest taki opór? Pewnie dlatego, że warunki są trudne, bo dzisiejszy świat to jedna wielka burza. Ale czy nasze sieci nie są dziurawe? Chodzi tu o naturalne dziury, bo jesteśmy słabi i dziury będą, pytanie jest, czy nie ma w nich takich luk, które potrzebują najpierw Bożej miłości, by móc później łowić inne serca. Umiejętności łowienia to jedno, ale sprawne sieci są o wiele ważniejsze! Umiejętność ewangelizacji to jedno, ale sprawne serce jest o wiele ważniejsze, serce, które doświadczyło Bożej miłości by kochać i przebaczać!

Tak jak ja na rybach myślałem, że mam sporo ryb, a tu się okazywało, że nie ma nic mimo dobrych połowów, bo zawiodła siatka, tak samo jest z łowieniem serc. Może nam się wydawać, że docieramy do tak wielu ludzi, że dzięki nam dostrzegają Boga i że w ogóle jesteśmy niezastąpieni! A tu może się okazać, że to była tylko chwila, krótka emocja, bez głębszego doświadczenia Boga i tak jak ryba była, tak już jej nie ma!

Sprawne serce, to serce, które kocha! I nie liczy na ilość serc, ani na gatunek serc! Sprawne serce cierpliwie głosi Słowo każdemu, w trudnych i łatwych warunkach, nie licząc na jakiekolwiek rezultaty, ponieważ sama radość jest w łowieniu, bo Bóg powołuje do łowienia i choćby miało to być złowione tylko jedno serce przez całe życie – połów udany!!!