UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO 28.05.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak


„Jak będziesz grzeczny pójdziesz do nieba”
myślę, że te słowa większość z nas słyszała w dzieciństwie, czy nawet w młodości. Rodzice, nauczyciele, księża i inni bardzo często motywowali nas do tego, aby być dobrym, czekającą na nas za to nagrodą. Pójście do nieba było zawsze powiązane z byciem dobrym, tylko co to jest niebo i jak tam jest, żeby nas to zawsze motywowało? Powiem szczerze, że fakt pójścia do nieba nie motywował mnie aż tak dlatego, że nie wiedziałem i nadal nie wiem, jak tam jest. Wieczna radość, szczęście, brak bólu i cierpienia, i nieustanne doświadczenie miłości – aż trudno to sobie wyobrazić, i nawet jeżeli w niebie tak jest, a na pewno jest, to brak doświadczenia tego, co tam na mnie czeka, powoduje, że nie do końca staje się to dla mnie motywujące. Choć bardzo chcę się tam dostać, to nieświadomość tego, jak tam jest, nie jest dla mnie motywująca. A zatem gdzie szukać motywacji i drogi do nieba?

Dziś Pan Jezus wstępuje do nieba, opuszcza ziemię ale nie opuszcza nas! Wniebowstąpienie Pana Jezusa dla każdego wierzącego człowieka powinno być niczym innym, jak wytyczeniem szlaku życiowego. Jezus przetarł drogę, którą każdy z nas powinien przejść i wskazał nam cel tej drogi, czyli niebo. Wniebowstąpienie Jezusa to nic innego, jak wskazanie nam kierunku, w którym powinniśmy podążać przez życie.

Jak nie ustać w drodze do nieba? Ostatnio słyszałem, że chrześcijanie nie są bezinteresowni, ponieważ czynią wszystko co dobre ze względu na to, aby się dostać do nieba. Czy tak jest na pewno? Czy sama chęć dostania się do nieba wystarcza? Czy bycie dobrym tylko i wyłącznie dlatego, żeby dostać za to nagrodę wystarczy?

Wniebowstąpienie Jezusa z jednej strony nadaje kierunek naszemu życiu, ale z drugiej strony Jezus chce nam powiedzieć, że do nieba trafi każdy, kto będzie Go naśladował! Nie wystarczy być dobrym, nie wystarczy chęć pójścia do nieba, trafi tam każdy, kto będzie naśladował Chrystusa w swoim życiu! Jest to z jednej strony bardzo proste, jeżeli będziemy szli tą samą drogą co Jezus, do tego samego miejsca dojdziemy co On! Drogą jest Jezus, czyli sakramenty i modlitwa, i niebo to Jezus, bo tam na nas czeka!

Kto naśladuje Chrystusa, ten na dobrej Drodze jest i w dobrym kierunku idzie! Wtedy dobro będzie wypływać z naszego życia, a niebo stanie się naszą tęsknotą!

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA 21.05.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Doświadczenie niespełnionych obietnic to bolesne doświadczenie, z jednej strony obiecane i niedotrzymane słowo, a z drugiej strony człowiek, który przez naszą niespełnioną deklarację przeżył ogromny zawód i ból. „Nie opuszczę cię aż do śmierci…” przysięga deklarująca nas do końca życia, a jednak tak wielu po pewnym czasie zapomina co przysięgało, co obiecywało. Bywa, że obiecujemy i przysięgamy, deklarujemy się i postanawiamy różne rzeczy, a później, jak gdyby nigdy nic, po prostu wycofujemy się i zostawiamy bliźniego z niczym, tylko z pustym słowem.

Dzisiejsza Ewangelia to jedna, wielka obietnica Jezusa!! Szczególnie dziś wybrzmiewają słowa: „ Nie zostawię was sierotami”, to znaczy: nigdy nie będziecie sami, bo Ja zawsze będę przy was! Św. Augustyn pisał: Bóg jest wierny: stał się naszym dłużnikiem nie dlatego, żeby cokolwiek od nas otrzymał, lecz dlatego, że tak wielkie rzeczy nam obiecał. I to jest kochani jedna wielka prawda, że Bóg nam wiele obiecał, szczególnie to, że nigdy nas nie zostawi!

Pytanie dzisiaj jest do nas: czy my nie zostawiliśmy Boga?

Tak wiele rzeczy, trudnych momentów, sytuacji bolesnych, cierpienie, bogactwa świata, czy nawet drugi człowiek chce nas odciągnąć od Niego, chce nam Go zasłonić, tym samym oznajmić, że Boga nie ma… „Nawet jeżeli wydawało ci się, że kiedyś był, to dzisiaj już Go nie ma, opuścił cię. Jesteś sam, zdany na siebie, musisz sobie radzić, zapomnij o tym wszystkim, o całej tej miłości, przebaczeniu, o litości, walcz o swoje tak, jak inni to robią! Oszukuj, bo inni też to robią, zabijaj bo tak dzisiaj się walczy… jeżeli chcesz być szczęśliwym, musisz sobie to wypracować, twoje szczęście to to, co masz i ile masz, a nie kim jesteś, im więcej masz, tym bardziej jesteś szczęśliwy”… I wpadamy w kanał gonitwy za pozornym szczęściem i coraz większej samotności i nie dlatego, że Boga nie ma, tylko dlatego, że Go opuściliśmy.

Kim dzisiaj jestem, Siostro i Bracie? Dzieckiem Bożym, które doskonale wie, że Bóg jest przy nim dzień i noc i w każdej sytuacji życia? Czy czuję się dzisiaj jak sierota, która oddaliła się od Boga, którą być może oszukano, że Boga nie ma?

Jezus posyła nam Parakleta, tego który rodzi w nas łaskę wiary, który pozwala nam słyszeć Boże Słowo i dostrzegać Boga w kawałku chleba. Paraklet, Duch Święty, jest nam dany abyśmy nigdy nie zapomnieli, że Bóg jest zawsze z nami, obok nas, bardzo blisko! Jesteśmy bliżej Niego niż ci wszyscy ludzie, którzy w tym czasie kiedy Jezus chodził po ziemi i nauczał, mogli Go przytulić, rzucić Mu się do stóp, nawet gdyby wtedy były aparaty, mogliby sobie zrobić z Nim zdjęcie, jednak żadna z tych osób nie mogła Go przyjąć do serca i być tak blisko, jak my dziś możemy być! Oni Jezusa szukali, a my kiedy Go przyjmiemy do serca, mamy tę pewność, że jest tam, gdzie my jesteśmy, jest zawsze z nami!!

Duchu Święty spraw, abyśmy nigdy nie przestali wierzyć w to, że Jezus jest cały czas przy nas i w nas! Spraw, abyśmy potrafili słyszeć Jego głos i widzieć Jego twarz! Prosimy Ciebie Pocieszycielu nasz – umocnij naszą wiarę, byśmy kochali Boga całym sercem i dziękowali Mu za tak ogromny dar bycia Jego dzieckiem!!!

V NIEDZIELA WIELKANOCNA 14.05.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Kto doświadczył miłości w swoim życiu, to wie, że spotykając osobę, którą obdarza się coraz większym uczuciem, przestają wystarczać krótkie spotkania. Naturalnie chce się z tą osobą spędzać więcej czasu, tak nam jest dobrze, że często powtarzamy, „mógłby się czas zatrzymać”, „ta chwila mogła by wiecznie trwać”. Kiedy zaczyna się kochać, spotkanie nie wystarczy, pragnie się z tą osobą być zawsze.

Gdybyśmy kochani spojrzeli na nasze życie, to miejsc, w których doświadczamy Boga, jest sporo. Każdy z nas ma takie miejsce tutaj na ziemi, które przygotował Bóg, abyśmy się z Nim spotykali. Od przyrody zaczynając, pięknych widoków gór, lasów, morza i wszystkiego co zostało przez Boga stworzone. Miejscem spotkania Boga, może być dom rodzinny, w którym doświadczaliśmy wspólnej modlitwy i wzajemnej miłości. Takim miejscem może być również drugi człowiek, autorytet, rodzic, który swoim życiem, troską o nas, zapoczątkował nowe życie w nas i pokazał nam Boga. Takim miejscem niewątpliwie jest Kościół. Jednak szczególnym miejscem jest modlitwa, która pozwala spotkać Boga niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, modlitwa sprawia, że każde miejsce staje się miejscem spotkania Boga.

I podobnie jak z osobą, którą się kocha, po prostu przestaje wystarczać chwila spotkania, w sercu pojawia się pragnienie bycia z Bogiem, nie tylko krótkich wizyt. Dzisiaj w Ewangelii słyszymy, że Jezus idzie przygotować nam miejsce. Miejsce w niebie, tam gdzie nie będzie spotkań, czy krótkich wizyt, tylko miejsce, gdzie będziemy cały czas z Bogiem. Jezus przygotował nam miejsce bycia ze Sobą cały czas. Ziemskie spotkania z Bogiem mają rozpalić w nas miłość, która doprowadzi nas do miejsca wiecznego bycia z Panem, do chwili która stanie się wiecznością!

Często mówimy, że Eucharystia jest przedsionkiem nieba, i dużo w tym prawdy, ponieważ spotkanie Jezusa we Mszy Świętej przemienia się w bycie z Nim. Eucharystia to spotkanie Boga, które trwa do następnego spotkania, ponieważ przyjmując Jezusa do swojego serca jesteśmy ciągle z Nim, i tam gdzie my jesteśmy, jest i On, zawsze z nami, zawsze razem.

Każdy kto przygotował Bogu miejsce w swoim sercu, może być pewien, że Bóg przygotował dla niego miejsce w niebie!

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA 07.05.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Patrząc na swoje życie, pewnie przez wiele drzwi przyszło nam przejść, wiele drzwi musieliśmy otworzyć, jedne bez trudu, inne ciężej, a zapewne były jeszcze i takie, że bez pomocy drugiego człowieka moglibyśmy sobie nie poradzić. Każdego dnia przychodzi nam otwierać wiele drzwi i przez nie przechodzić.

Dziś Jezus mówi o sobie, że „jest Bramą owiec”, Bramą przez, którą każdy wierzący musi przejść. Gdybyśmy, kochani, spojrzeli oczami wiary, to można powiedzieć, że nasi rodzice w czasie chrztu przenieśli nas przez Bramę wiary, Bramę chrztu, która zapoczątkowała drogę do Bramy zbawienia. Jako dzieci, mniej więcej świadomie przechodzimy przez Bramę Eucharystii oraz Bramę pokuty i pojednania.

Droga, która prowadzi do Bramy zbawienia, ma wiele drzwi, wiele przejść. Do jednych trzeba wejść, do innych zaglądnąć, a jeszcze inne trzeba omijać. I tak w młodzieńczym życiu wchodzimy przez drzwi pasji, hobby, talentów – do jednych tylko zaglądamy, w inne wchodzimy i po pewnym czasie wychodzimy, a bywa tak, że wejdziemy i zostajemy.
Drzwi pierwszej miłości, szkoły, studiów. W jedne wchodzimy, inne omijamy, a jeszcze inne źle wybieramy.
I wreszcie pojawia się kolejna Brama, Brama bierzmowania, przez którą przechodzimy już świadomie, to znaczy wiem, gdzie idę.

Dalej kolejne drzwi: pierwszej pracy, dłuższego związku, pierwszych poważnych decyzji, aż docieramy do Bramy małżeństwa, bądź kapłaństwa. Za tymi Bramami pojawiają się kolejne drzwi: pierwszych kryzysów; walki o wierność i szczęście; trudności; samotności oraz porażek; nowego życia; wspólnego domu, nowej rodziny i tak dochodzimy do Bramy namaszczenia chorych. Za tą Bramą stajemy przed drzwiami: chorób, cierpienia, bólu po utracie bliskiej osoby i docieramy do drzwi, na których napisane jest: śmierć…

Smutne by było, gdyby to były ostatnie drzwi, jednak każdy, kto w swoim życiu przechodził przez Bramy, czyli przez Jezusa, który sam mówi o sobie „ jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko”, na tego czekać Będzie ten, który jest Bramą owiec, sam Jezus – Brama Zbawienia!

Kochani, nasze życie to ciągłe wybory, prawie jak labirynt. Kto słuchać będzie głosu Jezusa, ten dobrą drogą pójdzie i stanie przed Bramą Zbawienia, drzwi śmierci będą tylko przejściem, a za nimi będzie zielone pastwisko i Pasterz, który bardzo Mocno Kocha, Pasterz, który stał się Bramą, byśmy wszyscy mogli przez Nią przejść i razem z Nim być.

Tam już nie będzie żadnych drzwi, żadnego labiryntu, tam będzie Miłość!!

III NIEDZIELA WIELKANOCNA 30.04.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Myślę, że większość z nas doświadczyła w swoim życiu jakiego zawodu. Spodziewaliśmy się czegoś, mieliśmy jakieś oczekiwania względem sytuacji, osoby, a tu się okazało, że jest całkiem inaczej. Nasze oczekiwania są dla nas bardzo ważne i zazwyczaj chcemy, żeby było tak, jak oczekujemy, nie inaczej, a kiedy jest inaczej przeżywamy zawód, rozczarowanie, złość, smutek, a nawet czasem jakiś bezsens życiowy.

Dziś dwóch uczniów Jezusa wraca, można powiedzieć, ogromnie zawiedzionych, bo ich oczekiwania, które mieli względem Jezusa nie spełniły się: A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. W smutku, rozczarowaniu i lęku przeżywają to wszystko czego doświadczyli. Mieli oczekiwania względem Jezusa, spodziewali się po Nim czegoś innego, a tutaj takie rozczarowanie.

Bliska nam jest postawa dwóch uczniów Pana, bo czy my nie mamy, bądź nie mieliśmy oczekiwań względem Jezusa? Tyle się modlę, a tutaj zero odpowiedzi, oczekiwałem, że Bóg zmieni moje życie, a tu wciąż to samo, dołączyłem do grona Jego uczniów, bo słyszałem, że On wszystko może, a mi nie pomógł, nie uczynił tego o co prosiłem… Wiele innych oczekiwań każdego dnia stawiamy przed Bogiem, a kiedy nie widzimy ich rezultatów, zaczynamy czuć zawód, frustrację, nawet złość czy smutek – bo moje oczekiwania nie są realizowane, bo spodziewałem się tego, a jest totalnie inaczej. I relacja z Bogiem, która miała prowadzić do poznania Go takim, jakim jest, została zamieniona w niespełnione oczekiwania, które prowadzą do zerwania kontaktu…

A Jezus przyłączając się do swoich uczniów, tłumacząc im na nowo wszystko, daje im do zrozumienia, że choć ich oczekiwania nie zostały spełnione, to Jego Zmartwychwstanie przerosło ich wszelkie oczekiwania!!! Bóg realizując swój plan zbawienia, nie spełnia powierzchownych oczekiwań ludzi danego czasu, ale Jego plan zbawienia wypełni pragnienia ludzkich serc wszystkich czasów. Często kiedy prosimy na modlitwie, nie prosimy tak do końca o to, co jest nam faktycznie potrzebne. Oczekiwania uczniów też było egoistyczne, choć zrozumiałe, chcieli czuć się wolni od niewoli rzymskiej, ale gdyby Bóg kierował się ich oczekiwaniami, to my dzisiaj nie cieszylibyśmy się Jego Zmartwychwstaniem, tylko wyczytalibyśmy z książek historycznych o tym, jak Izrael został uwolniony z niewoli rzymskiej. Całe szczęście, że Bóg nie kieruje się naszymi oczekiwaniami, bo bardzo często są błędne.

Bóg pragnie od nas zaufania i tego byśmy pamiętali, że On chce naszego dobra i jeżeli nie spełnia naszych oczekiwań to znaczy, że ma dla nas lepszy plan, plan który nie zadowoli nas na chwilę, ale da nam prawdziwe szczęście!

ŚWIĘTO MIŁOSIERDZIA 23.04.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła  miłosierdzia  Mojego. Która dusza  przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski(Dz. 699).

Słowa te skierował Pan Jezus do siostry Faustyny, a ich adresatami są wszyscy grzesznicy, czyli również i my!

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa, który przychodzi do swoich uczniów, aby im pokazać ślady męki, czyli ślady miłości Boga do każdego człowieka! Jezus przychodzi do swoich uczniów, aby umocnić ich wiarę, dać im nadzieję i zapewnić, że będzie z nimi zawsze!

Dzisiejsze Święto, kochani, to Święto, w którym Jezus przychodzi do wspólnot parafialnych oraz do każdego z osobna tak, jak w przypadku Tomasza, ze śladami męki, czyli z dowodem miłości! Przychodzi Jezus dzisiaj do nas, aby przypomnieć nam o swojej miłości, aby dać nam nadzieję i umocnić naszą wiarę!

Dzisiejsze Święto kochani, to również lekcja dla nas, lekcja bycia Miłosiernym! To nie święty przebił bok Chrystusa, z którego wypłynęła krew i woda – zdroje Miłosierdzia dla nas, uczynił to grzesznik. Za każdym razem kiedy przychodzimy do spowiedzi, otwieramy bok Chrystusa, z którego wypływa Miłosierdzie dla nas. Największy skarb, który otrzymujemy tylko dlatego, że przychodzimy. Jezus daje nam ten skarb, abyśmy się nim dzielili! I jeżeli chcemy być miłosierni, powinniśmy czerpać przykład z Jezusa, czyli nosić na sobie dowody miłości – rany, które nam zadano, rany które zadaje nam grzech, rany które dzięki miłości staną się źródłem miłosierdzia w naszym życiu a nie przyczyną załamania, smutku, nienawiści czy odwetu. Każdy z nas jest grzesznikiem i każdy z nas został w życiu zraniony, w jakiś sposób źle potraktowany, a jeżeli jeszcze takiej sytuacji nie miał, to na pewno mieć ją będzie. Można wtedy zatrzymać się na bólu i cierpieniu, można ciągle żywić urazę i złość na tych, którzy nas zranili, a można prosić Jezusa o umiejętność kochania, umiejętność wybaczania, umiejętność bycia jak On! Aby Rana, która została nam zadana stała się siłą i źródłem do kochania! Mógłby ktoś śmiało powiedzieć, że to nie możliwe – ale trzeba nam być wierzącymi, a nie niedowiarkami! To jest kochani możliwe! Najtrudniej jest na samym początku kiedy zadają ranę, bo zanim z tej rany wypłynie miłość najpierw wypływa to, co w nas nie jest do końca dobre – czyli złość, gniew, nienawiść, trochę tak jak z wstrząśniętym napojem gazowanym, najpierw wystrzelimy tym co jest w nas słabe, ale kiedy to wszystko wycieknie, do głosu dojdzie miłość! Każda rana oddana Jezusowi, staje się dowodem naszej miłości, do ludzi i upodabnia nas do Jezusa! Rany Jezusa nie zniknęły, ale przestały boleć!

Jezu, w Twoich ranach jest nasze zdrowie!

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO 16.04.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Za nami Triduum Paschalne, najważniejsze wydarzenia w życiu człowieka wiary! Dobrze sobie uświadomić co się wydarzyło w tych dniach! Co ludzie uczynili i czego dokonał Jezus! Wielki Tydzień, który wpisane ma w sobie wielkie wydarzenia, których my jesteśmy uczestnikami, których jesteśmy sprawcami i których jesteśmy adresatami!

Wielki Czwartek – dzień ustanowienia Eucharystii oraz święcenia pierwszych Apostołów, można powiedzieć pierwsza Komunia Św. przyjęta świętokradzko przez Judasza, bo przyjęta w grzechu ciężkim. Apostołowie wyświęceni, a chwilę po święceniach wyparli się Jezusa, będąc niewiernymi swojemu powołaniu.
Wielki Piątek, milczenie Jezusa i krzyk świata, totalne ogołocenie ze wszystkiego po samą godność! Potraktowanie Jezusa jak nikogo innego, ani wcześniej ani później, to ostanie miejsce zajęte przez Jezusa, którego nigdy nikt nie zajmie!

A dziś Jezus ZMARTWYCHWSTAJE i nikomu nie robi żadnych wymówek, na nikogo nie jest obrażony, nikogo nie karze, ani nie osądza! Jezus nie ZMARTWYCHWSTAJE, aby się zemścić, czy wyrównać porachunki, On ZMARTWYCHWSTAJE, aby powiedzieć ludziom wszystkich czasów, czyli tym, którzy byli naocznymi świadkami, jak również nam, że WIELKIE rzeczy, które miały miejsce wydarzyły się ze względu na ogromną miłość do nas i aby być z nami do końca czasów! Chce nam Jezus przez swoje ZMARTWYCHWSTANIE powiedzieć i przypomnieć, że mimo naszych grzechów naszych słabości, wad i nędzy, On zawsze jest z nami i pozostanie zawsze z nami! Z takimi jakimi jesteśmy, abyśmy przy Nim przemieniali nasze serca! Jezus nie przyszedł na świat ze względu na grzech, On przyszedł na świat ze względu na nas!

To jest najlepsza nowina dla nas! Grób Jezusa, który powinien przypominać grzechy świata, po których Jezus umarł, zostaje pusty, nie ma w nim śladu po Jezusie… Można powiedzieć brak dowodów naszej winy… Jezus nie chce, abyśmy się obwiniali, On pragnie byśmy mieli świadomość swoich słabości i tego, że jesteśmy zdolni do każdego grzechu, jednak każdy, kto wierzy w Niego i żałuje wszystkich swoich występków, nigdy nie będzie obarczony winą, tylko otulony usprawiedliwieniem – Bożym Miłosierdziem. Tak jak grób pozostał pusty i po Jezusie ani śladu, tak po naszych grzechach nie będzie śladu! Jezus ZMARTWYCHWSTAŁ, abyśmy mieli nadzieję, ZAWSZE mieli nadzieję, że TEN, KTÓRY pokonał śmierć, pokonał również każdy mój grzech, a tym samym i mój grób uczyni pustym!!

PAN JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁ!! PRAWDZIWE ZMARTWYCHWSTAŁ!!

VI NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 09.04.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Ostatnio kiedy szedłem po Koszalinie zaczepił mnie mężczyzna. Chwilę porozmawialiśmy i on w pewnym momencie powiedział do mnie, że jego życie to droga krzyżowa i zastanawia się przy której stacji dzisiaj jest i ile jeszcze stacji zostało…

Niedziela Palmowa, czyli niedziela Męki Pańskiej, to dobry czas aby zadać sobie właśnie to pytanie: przy której stacji drogi krzyżowej dzisiaj jestem, ile ich mam już za sobą, może nie mogę w ogóle ruszyć z miejsca? Drugie pytanie, które warto sobie zadać to pytanie o to, kim jestem na tej drodze krzyżowej, czyli w której z postaci bym siebie odnalazł?

Kiedy słuchamy Ewangelii wg Św. Mateusza, tak bardzo wybrzmiewa miłość i niewinność Jezusa, a z drugiej strony – samotność i cierpienie jakie przeżywa.

Bardzo często odprawiając drogę krzyżową, rozważając Mękę Pańską przekładamy ją na własne życie i zamiast skupić się na tym, jak bardzo Jezus cierpiał, to zaczynamy się skupiać na tym, jak bardzo my cierpimy. A to przecież nieporównywalne cierpienie… Bóg, który mógł powiedzieć wszystko na swoją obronę – milczał, bez grzechu i wszechpotężny – skazany winowajca upadający pod ciężarem krzyża. Bóg, który stworzył człowieka – potrzebuje jego pomocy, Bóg posiadający wszystko pozostaje z niczym. Wskrzeszający umarłych, sam umiera na krzyżu, posiadający swoje miejsce u Ojca zostaje pochowany w grobie… Jezus cierpi nie dlatego, że na to zasłużył, lecz aby swoim cierpieniem wysłużyć nam Zbawienie.

Przy której stacji dziś jestem i kim na niej jestem? Milczę, czy skazuję? Krzyczę za tłumem, czy mam własne zdanie? Pomagam, czy tylko obserwuję? Podnoszę, czy z ciekawością przyglądam się jak samemu sobie poradzi? Zabieram, czy daję? Pocieszam, czy jestem obojętny na łzy? Używam młotka do wbijania gwoździ, czy chusty do ocierania twarzy? Krzyżuję, czy ratuję? Wierzę, czy wątpię? Kocham, czy nienawidzę? Przebaczam, czy się wiecznie gniewam? Grzech, czy łaska? Śmierć, czy życie?

Każdy człowiek przechodzi w swoim życiu drogę krzyżową, każdy! Jednak nie każdy dźwiga krzyż… Dziś warto zastanowić się kim jestem na drodze krzyżowej i w jakiej stacji właśnie biorę udział! Jezus zajął ostatnie miejsce skazańca i nikt Mu go nie odbierze, jednak można być zaraz obok Niego wisząc na własnym krzyżu, można być pod krzyżem u boku Maryi, można przejść obok i niczego nie widzieć, można patrzyć i nie dowierzać, można urągać i się śmiać…

Jaka stacja jest dziś w moim życiu i kim ja na niej jestem….?

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 02.04.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


 

W dzisiejszej Ewangelii możemy dostrzec Jezusa jako prawdziwego człowieka, który wzrusza się widząc cierpienie innych ludzi i płacze, oraz Jezusa prawdziwego Boga, który wskrzesza zmarłego Łazarza.

Słuchającego dzisiejszej Ewangelii może dziwić zachowanie Jezusa, który dowiaduje się, że Jego przyjaciel jest chory i potrzebuje Jego pomocy, a nie wyrusza od razu, aby mu pomóc, aby go ratować, wręcz przeciwnie – pozostaje w miejscu, w którym jest,  jeszcze przez dwa dni. Jak by Mu się w ogóle nie spieszyło, jednak kiedy sytuacja się rozwija, zaczynamy dostrzegać, że tak na dobrą sprawę Jezus cały czas wie co robi,  wszystko jest w Jego rękach i nic Mu się nie wymyka spod kontroli. Jest Panem sytuacji, Panem czasu i Panem życia! On nad wszystkim panuje!

Jak że ważna to dla nas wiadomość – Bóg jest Panem mojego życia, to znaczy, że będzie zawsze tak jak On chce i nigdy inaczej. Myślę, że większość z nas doświadczyła opóźniania się Boga, zanoszone modlitwy, oczekiwanie na ich rezultat, a efekt końcowy całkiem inny niż się spodziewaliśmy. Gdybyśmy spojrzeli na Martę i Marię, czy i one nie spodziewały się czegoś innego posyłając po Jezusa? Czy nie liczyły na to, że Jezus przyjdzie i uzdrowi ich brata? Co czuły, gdy ich brat umarł, a po Jezusie ani śladu? A Jezus przybywa, nie spóźnia się, dla Jezusa nigdy nie jest za późno!! On wybiera czas, aby w konkretnej sytuacji pokazać, że jest Panem naszego życia, tym samym uspokaja nas na przyszłość.

Jezus wskrzeszając Łazarza ukazuje, że jest Panem życia, a kiedy Marta zapewnia Go o swojej wierze w zmartwychwstanie, które kiedyś nadejdzie, Jezus jej oznajmia, że zmartwychwstanie już nadeszło bo On jest zmartwychwstaniem, czyli dawcą życia! Ta piękna scena, gdy na donośny głos Jezusa Łazarz wychodzi na zewnątrz, ukazuje nam, że na Słowa Jezusa wszyscy zostaniemy wyprowadzeni ze śmierci do życia, ale również winniśmy dostrzec, że każdego dnia na Słowa Jezusa jesteśmy wyprowadzani z niewoli grzechu do życia w łasce! Ten kamień to grzech, ten grób to nasz stan w grzechu, a opaski krępujące nasze ciało to wszystkie zniewolenia, których doświadczamy – wystarczy jedno Słowo Jezusa a wszystko się zmienia! Grzech, który niedawno był między mną a Jezusem zostaje usunięty, stan w którym żyłem, który mnie zamknął i zniewolił nie ma nade mną władzy, jestem wolny, a opaski, które cały czas mnie krępowały i utrudniały życie, zostały rozwiązane i zaczynam w pełni żyć!

Słowa: „Łazarzu wyjdź na zewnątrz!” to te same słowa: „ I ja odpuszczam tobie grzechy…” Jezus dziś do każdego z nas kieruje te słowa, abyśmy wyszli z niewoli i zaczęli żyć w pełnej wolności!!

 

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 26.03.2017

ŻYJ W  ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Trudność z jaką przyjdzie nam się zmierzyć w tę niedzielę, to długość Ewangelii, która może spowodować, brak uwagi, czy nawet totalne wyłączenie się ze słuchania, co w konsekwencji doprowadzi do nieusłyszenia Boga.
Paradoks polega jednak na tym, że długość Ewangelii spowodowana jest zamieszaniem wokół cudu jaki Jezus zdziałał, a bardziej tym: „jak Jezus śmiał uczynić taki znak”. Bolesne jest to, że cały spór nie toczy się o wspaniałość tego znaku, tylko o „złamanie prawa i uczynienie czegoś, co nie powinno mieć miejsca”! Faryzeusze są bardziej oburzeni niż zdumieni, całe dochodzenie nie polega na próbie odpowiedzenia sobie na pytanie „co się stało”, tylko „jakim prawem Jezus to uczynił”. Niestety ślepota faryzeuszów nie pozwalała dostrzec im ogromnej miłości i dobroci Boga, oni zamiast cudu widzieli winę, zamiast uzdrowionego człowieka niewygodnego świadka, dlatego mimo pozornie zdrowego wzroku nie potrafili dostrzec w Jezusie Mesjasza.

Niewidomy człowiek wręcz przeciwnie, doświadczając uzdrowienia, ma świadomość, że to co się wydarzyło to nie złamanie prawa, ale cud, który przywraca mu wzrok. A zatem Ten, Który to uczynił jest prorokiem. Uzdrowiony tak bardzo był o tym przekonany, że gdy go wypytywano, dawał świadectwo o Jezusie i nie bał się faryzeuszów. To uzdrowienie oczu dotknęło również serca, jego oczy przejrzały, a serce uwierzyło.

W dzisiejszym świecie kiedy dostrzegamy choroby i kalectwa innych, kiedy doświadczamy własnych słabości czy powtarzanych grzechów, pytamy Boga: „Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje?! Czemu Bóg dopuszcza do tego wszystkiego?”

Gdybyśmy jednak dobrze się przypatrzyli, to bez trudu, słabości, choroby czy grzechu nie szukalibyśmy pomocy u Boga, nie pytali byśmy Go o nic. Ilu ludzi dzięki trudnemu doświadczeniu życiowemu szukając pomocy u Boga przejrzało i uwierzyło? A my jak często szukamy pomocy u Boga ze swoimi grzechami? Gdyby nie one, kto z nas tyle razy by się z Nim spotkał? Słabość, grzech, choroba, oddane Bogu są zawsze łącznikiem i momentem do poznania prawdziwego Boga.

Trudne momenty życiowe, w których bywamy bezradni doprowadzają do spotkania z Bogiem. To właśnie te momenty, choć niełatwe pozwalają nam dostrzec Jezusa w naszym życiu, pozwalają widzieć Jego działanie i moc.

Faryzeusze nie potrzebowali pomocy, czuli się mocni, samowystarczalni dlatego Bóg i Jego działanie nie było im potrzebne. A każdy kto doświadcza swojej małości, swojej słabości, swojego grzechu będzie zawsze liczył na Boga i Jego moc! Kto przychodzi do Jezusa ze swoimi dolegliwościami, ten zawsze doświadczy pomocy i choć niekoniecznie będzie to zdrowie, to na pewno Boża miłość i przebaczenie.