Archiwum kategorii: Kilka myśli…

Rozważania

NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA


 

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

(J 20, 19-31)

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, Kraków Łagiewniki
fot. ks. Józef Gwóźdź, SVD - o niezwykłej drodze misyjnej po krajach Ameryki Środkowej "PADRE JOSÉ" można przeczytać na jego stronie: ww.misjapanama.pl


 

Nie wystarczy nam słowo „kocham”, jeżeli tej miłości nie dostrzegamy na co dzień. Potrzebujemy słyszeć, że jesteśmy kochani, ale przede wszystkim potrzebujemy tej miłości doświadczać każdego dnia. Potrzebujemy dowodów na to, że ktoś, kto mówi nam, że nas kocha, mówi prawdę i że faktycznie tak jest.

Dzisiejsza Ewangelia, mówi o jednym wielkim dowodzie miłości Boga do człowieka. Jezus nie poprzestał na Słowach, ale „udowodnił”, że naprawdę nas kocha! Oddał życie i zmartwychwstał, i kiedy ukazuje się uczniom przynosi im pokój! Jednak Tomasz nie widzi Jezusa i potrzebuje takiego samego dowodu jaki otrzymali pozostali uczniowie.

Nazywamy Tomasza niewiernym – a on chciał dowodów na to, że Jezus zmartwychwstał, chciał dowodów miłości! Jak można mieć do niego pretensje, przecież każdy z nas tych dowodów potrzebuje, ponieważ w zetknięciu z nimi stajemy się ludźmi wiary! Bez tych dowodów, bez doświadczenia miłości Boga – nawet najpiękniejsza świadectwa i oglądane cuda mogą nie ruszyć serca. Dlatego tak ważne jest osobiście doświadczyć, że Jezus zmartwychwstał poprzez dowód miłości, który nasz Pan pozostawił dla każdego.

Kiedy Jezus przychodzi do uczniów, tchnął na nich, aby w Jego imię i Jego mocą odpuszczali grzechy – to znaczy nie tylko mówili, że Bóg kocha – ale przede wszystkim dawali temu dowód w odpuszczaniu grzechów!

Niedziela Miłosierdzia – przypomina nam, często niedowiarkom, że Boże Miłosierdzie jest największym dowodem na to, że Bóg jest, że Zmartwychwstał, i że nas bardzo, bardzo mocno kocha! I każdy kto potrzebuje dowodów miłości, otrzyma je w konfesjonale!

VI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1 , 40-45)

W przeciągu jednego dnia dociera do nas bardzo dużo informacji. O jednych dowiadujemy się z wiadomości, albo ktoś nam sprzeda jakiegoś „newsa”, o innych gdzieś przeczytamy, albo zetkniemy się z daną sytuacją osobiście biorąc w niej udział jako widz, bądź odgrywając jakąś rolę. Zdobytą informacją często dzielimy się z innymi, a jeszcze jak wydarzyło się coś ważnego, to natychmiast dajemy znać innym.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o bardzo ważny wydarzeniu: człowiek chory na trąd, czyli chorobę, która pokrywa skórę białymi wrzodami, prosi Jezusa o uzdrowienie i Pan go uzdrawia, oczyszczając jego skórę z trądu. Taki „news” nie mógł pozostać w ukryciu – zaraz został przekazany dalej! Taka ważna informacja została podana do opinii publicznej nie jako świadectwo, ale jako ważne wydarzenie. W tym wszystkim uzdrowiony zapomniał o tym, co mu przykazał Jezus i zaczął rozgłaszać co się wydarzyło.

Przykład uzdrowionego dziś człowieka pokazuje jak z działania Bożego można zrobić sensację, która wzbudzi poruszenie, podziw, zainteresowanie, ale nie będzie miała nic ze świadectwa o tym, jak Bóg z litości i miłości do człowieka chce uzdrawiać! Dzisiejsza scena z Ewangelii pokazuje nam, że można naocznie, bądź na własnej skórze doświadczyć działania Bożego i zrobić z tego wydarzenia informację nie mającą nic wspólnego z Bożą miłością i z tym, co tak naprawdę się wydarzyło!

To grozi każdemu, że otrzymując, bardziej skupiamy się na tym co dostaliśmy, niż na tym, od Kogo otrzymaliśmy! Przykładem jest dzisiejsza Ewangelia oraz nasze codzienne życie. Tak mało w nim wdzięczności Bogu z to co mamy! Korzystamy ze zdrowia, z pasji, z przyrody, która nas otacza, ze wszystkiego co po prostu otrzymaliśmy ot tak, nie biorąc pod uwagę, że moglibyśmy tego nie mieć. A kiedy już coś tracimy, prosimy Boga o pomoc - jak pomoże znów się cieszymy z tego co mamy, pomijając Boga! Bez wdzięczności za to co mamy, bez prawdziwego świadectwa o Bożym działaniu – nasza wiara przestanie być żywa. Nie będziemy dostrzegać Boga, który daje, ale będziemy widzieć tylko to, co mamy i otrzymujemy chcąc ciągle więcej!

Dobrze dziś spojrzeć na swoje życie: ile w nim darów Bożych, ile dostaliśmy w standardzie życia i Bogu powiedzieć po prostu: dziękuje! Tak samo dobrze sobie przypomnieć momenty, w których doświadczyliśmy Bożego działania – nie jako chwytliwą informację, ale jako świadectwo obecności Boga w naszym życiu!

V NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1, 29-39)

Miło się robi na sercu, gdy odzywa się do nas ktoś, kto dość długo nie dawał o sobie znać. Jednak entuzjazm opada kiedy się okazuje, że człowiek ten daje znać dlatego, że ma interes czy biznes do załatwienia i nawet nie tyle, że potrzebuje naszej pomocy, tylko potrzebuje nas do swoich spraw. Czujemy się wtedy po ludzku wykorzystani, bo zaraz po załatwionej sprawie nie ma śladu po tym człowieku i pojawi się wtedy, kiedy znów będzie nas potrzebował…

Dzisiaj w Ewangelii widzimy jak wszyscy potrzebują Jezusa. Przynoszą do Niego chorych, opętanych, ludzi, którzy potrzebują pomocy i uleczenia, a Jezus staje się ich ratunkiem. Leczy, uwalnia jednym słowem, zaradza problemom innych, stając się lekarstwem na wszelkie choroby. Jednak przychodzi taki moment, że Jezus zmienia miejsce i choć wszyscy Go szukają, On idzie w inne miejsce.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam, kochani, o Jezusie, który chce być naszym Lekarzem, ale nie chce być tym, który załatwia nasze interesy i sprawy. Każdy, kto ma świadomość swojej małości i grzeszności, doskonale wie, że Jezusa potrzebuje ZAWSZE, a nie tylko czasami! Jeżeli potrzebujemy Jezusa tylko wtedy, kiedy jest jakaś sprawa czy interes, On uchodzi w inne miejsce, tak że nie możemy Go odnaleźć, lecz kiedy szuka Go nasze stęsknione serce pobudzone miłością, zawsze Go odnajdzie!!!

Dobrze jest dzisiaj szczerze spojrzeć na naszą relację z Jezusem, jak ona wygląda. Boli kiedy wykorzystują nas do swoich interesów i spraw, kiedy dają znać tylko wtedy, kiedy jesteśmy potrzebni w danej chwili. A my, kiedy szukamy Jezusa?... Czy jest dla nas ważny zawsze, czy tylko chwilami? Czy szukam Go wtedy kiedy coś się u mnie dzieje niedobrego, czy walczę o Jego obecność w moim życiu każdego dnia? Czy Jezusa potrzebuję ZAWSZE, czy tylko jak się coś dzieje?

Może się kochani okazać, że przestaliśmy dostrzegać Go w naszym życiu, bo mieliśmy ciągłą litanię próśb, zachcianek i interesów, a zero słów: dziękuję, kocham, czy nawet przepraszam. Przestaliśmy dostrzegać Boga, bo przysłoniły Go nam nasze nieustanne prośby, na których się bardziej skupiliśmy, niż na samym Bogu!

Bóg chce uzdrawiać, chce nam pomagać, chce wysłuchiwać naszych próśb, jednak bez relacji i miłości – każda prośba to zachcianka, a wysłuchana nie rodzi w sercu wdzięczności, tylko kolejne zachcianki… Miłość ucieka od biznesów, ale przed MIŁOŚCIĄ nigdy się nie ukrywa!

IV NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1, 21-28)

Chyba nikt z nas nie lubi jak wydają nam rozkazy, zmuszają do czegokolwiek. Zrób to, zrób tamto, tego nie rób, a to zrób tak. Tak nie wolno, a tak powinieneś. W skrajnych sytuacjach i momentach powtarzamy dość często „nie będziesz mi mówić, co mam robić”. Nie lubimy jak nam odbierają wolność słowa, wolność działania, nie lubimy jak nam odbierają prawo wyboru i decyzji.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa, który naucza ludzi. Przekazuje im z jednej strony potrzebną wiedzę, a zarazem daje świadectwo temu, że to co mówi to prawda, ale widzimy również Jezusa, który staje się surowy i rozkazuje. Jezus widząc słabych, grzesznych ludzi z miłością naucza, ale w zetknięciu ze złem staje się surowy i stanowczy!

Jakie piękne to jest, że Jezus nigdy nikomu z ludzi nic nie rozkazał, zawsze czuły i delikatny pozostawiał wolną wolę oraz prawo wyboru – nigdy nic nie narzucał, zawsze uczył, pokazywał i cierpliwie kochał! Ale kiedy przyszło zetknąć się ze złem, z demonem, który atakował człowieka, który człowieka niszczył, Jezus bez jakiejkolwiek zwłoki reagował stanowczością. Bez zbędnych dialogów surowo rozkazywał, nie pozostawiając żadnej decyzji złemu duchowi! A to wszystko dlatego, że biedny grzesznik, poraniony człowiek jest spętany przez owego złego ducha! Jezus widząc cierpienie ludzi ich niewolę duchową – pomaga natychmiast!

Czasem zastanawiamy się dlaczego rodzice bywają surowi, dlaczego w szkole nauczyciel zareagował tak, a nie inaczej? – najprawdopodobniej dlatego, że zauważył zło w życiu człowieka, z którym nie można dyskutować, czy wdawać się w zbędny dialog – w takich sytuacjach trzeba stanowczo działać. Będąc surowym, jasnymi i klarownymi zasadami eliminować zło, które przeszkadza i otumania.

Jezus tak robi! On wie, że od Jego reakcji zależy przyszłość danego człowieka. Tak samo kochający rodzice i wychowawcy wiedzą, że jeżeli dziś nie podejmą konkretnych decyzji, mogą nie uratować osoby, którą kochają. Tak jest nie tylko z dziećmi, ale i również z przyjaciółmi, czy członkami rodziny, którzy popadli w jakikolwiek nałóg, najczęściej alkoholizm. Bez stanowczości, surowości i konkretnych działań nie uratujemy człowieka.

Kiedy byłem na doświadczeniu w wspólnocie Cenacolo, rozmawiałem z jednym chłopakiem, który opowiadał mi, że kiedy popadł w nałogi alkoholu i narkotyków, nie chciał, ani nie potrzebował żadnej pomocy. Kiedy wracał „pod wpływem” do domu, mama krzyczała i różne rzeczy mówiła, ale nigdy nic konkretnego nie zrobiła. Jednak koleżanka jego mamy podpowiedziała jej, że jedynym ratunkiem jest konkretna decyzja, trudna, ale stanowcza – trzeba syna wyrzucić z domu. Ona na początku nie chciała się zgodzić, no bo jak matka ma wyrzucić syna z domu?! Po wielu przepłakanych nocach zgodziła się i tak też zrobiła. Syn po tygodniu przyszedł i poprosił o pomoc. Gdy przyjechałem na to doświadczenie, on już tam był w tej wspólnocie 3 lata – szczęśliwy i wdzięczny mamie!

Jezus nas kocha i cierpliwie uczy, jednak ze złem nie dyskutuje, tylko stanowczo rozkazuje i wypędza! Nie bójmy się kochać nawet wtedy, kiedy trzeba być stanowczym i surowym – nie walczymy wtedy z człowiekiem, tylko o człowieka!

III NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1, 14-20)

Od zawsze lubiłem łowić ryby. Jedna z moich ulubionych pasji. Ile czasu przesiedziałem na rybach, to już nawet nie pamiętam. Ile nocy i dni z wędką w ręku w nadziei, że dziś coś się złowi – piękna sprawa! A jak już udało się coś złapać, to dopiero była radość, a jeszcze jak okazało się, że ryba jest spora, albo gatunek trudny do złowienia, to już w ogóle euforii nie było końca. Jednak bywały takie momenty, że: albo ryba się zrywała; albo wypadała z ręki kiedy się ją chwyciło, a ona zrobiła gwałtowny ruch; albo łapało się ryby, wrzucało do siatki, a po skończonym połowie okazywało się, że siatka była dziurawa… 😉 Do łowienia ryb trzeba się dobrze przygotować! Dziś to wiem - kiedyś myślałem, że wystarczy tylko wędka i coś na haczyk.

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że uwięziono Jana Chrzciciela i Jezus idzie powoływać, aby głoszenie Słowa nie miało końca. Sceneria powołania to łowisko – wymowny znak, który zapowiada połowy ludzkich serc. Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, Jezus znajduje siedzących w łodzi, naprawiających cierpliwie sieci. Rybacy doskonale wiedzą, że jeżeli będą one niesprawne, to choćby najlepsze łowisko mieli przed sobą, to i tak nic nie złowią!

Jak ważne jest to, byśmy sobie ten fakt uświadomili – bez sprawnych sieci nie będzie ryb! To znaczy bez sprawnych serc, nie będzie innych serc! Możemy czasem zadawać sobie pytania: dlaczego tak ciężko dzisiaj dotrzeć do człowieka, dlaczego jest taki opór? Pewnie dlatego, że warunki są trudne, bo dzisiejszy świat to jedna wielka burza. Ale czy nasze sieci nie są dziurawe? Chodzi tu o naturalne dziury, bo jesteśmy słabi i dziury będą, pytanie jest, czy nie ma w nich takich luk, które potrzebują najpierw Bożej miłości, by móc później łowić inne serca. Umiejętności łowienia to jedno, ale sprawne sieci są o wiele ważniejsze! Umiejętność ewangelizacji to jedno, ale sprawne serce jest o wiele ważniejsze, serce, które doświadczyło Bożej miłości by kochać i przebaczać!

Tak jak ja na rybach myślałem, że mam sporo ryb, a tu się okazywało, że nie ma nic mimo dobrych połowów, bo zawiodła siatka, tak samo jest z łowieniem serc. Może nam się wydawać, że docieramy do tak wielu ludzi, że dzięki nam dostrzegają Boga i że w ogóle jesteśmy niezastąpieni! A tu może się okazać, że to była tylko chwila, krótka emocja, bez głębszego doświadczenia Boga i tak jak ryba była, tak już jej nie ma!

Sprawne serce, to serce, które kocha! I nie liczy na ilość serc, ani na gatunek serc! Sprawne serce cierpliwie głosi Słowo każdemu, w trudnych i łatwych warunkach, nie licząc na jakiekolwiek rezultaty, ponieważ sama radość jest w łowieniu, bo Bóg powołuje do łowienia i choćby miało to być złowione tylko jedno serce przez całe życie – połów udany!!!

II NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(J 1, 35-42)

Ile trzeba się w życiu nastarać, aby przekazać człowiekowi wartości, którymi warto żyć. Ile trzeba wysiłku, żeby wskazać właściwą drogę, dobry wybór. Myślę, że najbardziej doświadczają tego rodzice, pedagodzy, nauczyciele. Z drugiej strony, ile musieliśmy się nasłuchać, popełnić błędów oraz się sparzyć, żeby odkryć właściwą drogę, dokonać dobrego wyboru czy zacząć żyć wartościami. Każdy z nas to przechodził.

Dzisiaj w Ewangelii jedno słowo Jana wystarczyło, żeby jego uczniowie poszli za tym co mówi. Jan wskazuje na Jezusa, a jego uczniowie bez wahania za Nim idą! Jan nie używa żadnych metod ewangelizacyjnych, ani pedagogicznych, nie musi dużo mówić, używać argumentów, ani nikogo przekonywać. On po prostu wie, o Kim mówi i autentyczność jego słów jest niezaprzeczalna, ponieważ wskazuje na Tego, którego zna!

Czasem chcielibyśmy, aby ktoś, na kim nam zależy, poznał Jezusa, spotkał Go. Często rodzice - dzieci, dziewczyna - chłopaka, żona - męża (czy też na odwrót) próbują przekonywać do tego, że wiara jest ważna, że Bóg istnieje. Wskazujemy na Jezusa jako na Boga i często spotykamy się z ogromnym oporem, niedowiarstwem, a nawet szyderstwem, podczas gdy Jan mówi zdanie i jego uczniowie idą za Jezusem. Dlaczego tak? Ponieważ Jan zanim innym wskazał Jezusa, najpierw sam Go poznał! Autentyczność jego słów to autentyczność jego życia! Pytanie dzisiaj do nas: czy my mówiąc innym o Jezusie, wskazując Go – sami wiemy kim On jest? Czy my właściwie spotkaliśmy Go? Czy nasze życie jest spójne z tym o czym mówimy?

Z drugiej zaś strony, uczniowie Jana pytają Jezusa gdzie mieszka, On im odpowiada: „chodźcie a zobaczycie”. Nie podaje im adresu, ani konkretnego miejsca. Oni kierując się świadectwem Jana, są w stanie zaufać Jezusowi i pójść w niewiadome! Zaufali słowom Jezusa! Tego dziś nam brakuje kochani! Byśmy zaufali bez reszty Jezusowi, że On choć nie daje gotowych odpowiedzi, recept na życie czy jakichkolwiek planów, jest w stanie wszystko!!! Kiedy patrzymy na życie starszych ludzi, którzy byli wierni Bogu i po dziś dzień żyją mimo trudności i niewiadomej życia, kiedy widzimy małżeństwa, które walczą o siebie i są sobie wierni już kilkanaście lat, również mimo różnorakich trudności – to jest to najpiękniejsze świadectwo, które wskazuje na Jezusa, któremu warto w życiu zaufać! Ilu młodych patrząc na przykład życia takich małżeństw myśli sobie: „też byśmy tak chcieli...” a to małżeństwo nawet nie ma świadomości, że wskazuje na Jezusa!

Dzisiaj dużo się mówi słów – jednak najbardziej przemawia świadectwo życia – choćby w milczeniu! Zanim wskażemy na Jezusa, zapytajmy się samych siebie: czy wiemy kim On jest, czy spotkaliśmy Go w swoim życiu. Bo można na Niego wskazywać, a nigdy za Nim nie pójść – tak jak Herod, który powiedział trzem królom, gdzie jest Jezus, a sam tam nie poszedł!

ŚWIĘTO CHRZTU PAŃSKIEGO


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mk 1,7-11)

Chyba nikt z nas nie pamięta swojego chrztu. Może tylko ze zdjęć albo jakichś nagrań. Samego chrztu nie pamiętamy, ale skutków jego działania doświadczamy przez całe życie. Kiedyś zaczepił mnie mój kolega z bloku i powiedział, że chyba lepiej byłoby dać możliwość wyboru dziecku jak dorośnie: czy chce być ochrzczony, czy też nie. Muszę przyznać szczerze, że zastanowiło mnie to bardzo i zacząłem rozmyślać, czy faktycznie tak nie byłoby lepiej. Jednak kiedy spojrzałem na swoje życie zastanowiłem się, czy ja kiedykolwiek dojrzałbym do takiej decyzji sam i czy w ogóle brałbym pod uwagę konieczność chrztu. Uświadomiłem sobie, że to chrzest sprawił, iż zacząłem bardziej poznawać Boga i dojrzewać w wierze, że to dzięki temu sakramentowi zaczęło rozwijać się od małego w moim sercu życie Boże. I tak na dobrą sprawę, gdyby nie moi rodzice mógłbym nigdy tego nie odkryć, twierdząc że sam wybrałem nie wiedząc, że źle wybrałem… A tak dziś dzięki wierze moich rodziców i chrzestnych otrzymałem dziedzictwo Boże – to co Bóg posiada - otrzymuję po części, jednak przyjdzie taka chwila, że otrzymam wszystko w całości!

Chrzest to nie Najświętszy Sakrament, ale NAJWAŻNIEJSZY sakrament, który jest początkiem wszystkiego, bez tego początku nie ma nic dalszego! Widać jak ważny jest chrzest po tym, że sam Jezus go przyjmuje! I co w trakcie chrztu się wydarza. My widzimy to, co widzimy – ale trzeba pamiętać, że chrzest tak jak każdy sakrament jest widzialnym znakiem niewidzialnej łaski! Tak jak nad Jezusem otworzyło się niebo, tak nad każdym ochrzczonym się ono otwiera i pozostaje takie aż do śmierci i to od nas zależy czy skorzystamy z tej otwartości Boga! Dla każdego kto został ochrzczony Bóg otworzył niebo i dał potrzebne środki do tego byśmy się tam dostali, jednak od naszej współpracy z łaską Bożą zależy czy tam się dostaniemy.

W każdym ochrzczonym Bóg ma upodobanie i widzi w nim Swoje dziecko, które pragnie mieć u siebie! Dobrze jest dzisiaj przypomnieć sobie datę swojego chrztu, podziękować Bogu za ten sakrament, podziękować rodzicom i chrzestnym za ich wiarę oraz pomodlić się za księdza, który nam udzielił tego sakramentu!

ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Łk 2,22-40)

"Dziecię rosło, napełniając się mądrością"

Rodzina to pierwsza i najważniejsza Drużyna Chrystusa w jakiej się jest! Rodzina - bez niej nic by nie było, nas by nie było! Rodzina! Jak ważna jest ona w życiu człowieka! Jeżeli panuje w niej miłość i wzajemny szacunek, jedność i umiejętność przebaczania, to często bywa schronem, często inkubatorem, często najlepszym miejscem terapii, miejscem zrozumienia i doświadczania tego, co najpiękniejsze! Rodzina, która właśnie taka jest, daje wszystko to, co człowiek potrzebuje do wzrostu moralnego, duchowego i ludzkiego! Pamiętam, że uświadomiłem to sobie, gdy zauważyłem, mając troje rodzeństwa, że każdy z nas coś przeżywał i kiedy jedno z nas miało jakieś trudności, problemy, to reszta, która akurat w tym czasie miała się dobrze, niosła tego z nas, który sam iść nie mógł, nie potrafił albo nie miał sił!

Dzisiaj w Ewangelii widzimy Świętą Rodzinę, która wypełnia swoje obowiązki, w której Maryja i Józef spełniają swoje zadanie jako rodzice. Wiedzą doskonale, że takie jest prawo i wypełniają je. W tym wszystkim słyszą piękne, a zarazem trudne słowa, które z jednej strony napawają radością i szczęściem, a z drugiej strony bolą i martwią.

Postawa Świętej Rodziny rzuca światło na kondycję dzisiejszych rodzin! Każdy z nas spełnia w rodzinie jakieś konkretne obowiązki, bo każdy z nas buduje rodzinę! Zarówno rodzice jak i dzieci mają ustalone zadania i obowiązki!

Patrzymy pewnie dziś na nasze rodziny, jak one funkcjonują, jak wyglądają. Chcielibyśmy pewnie idealnych rodzin, idealnych rodziców i idealnych dzieci! Dzisiaj trzeba nam po prostu za nasze rodziny podziękować, za takie jakie one są! Podziękować za mamę i tatę, za ich trud, wysiłki, za ich miłość i wypełnianie obowiązków jako rodziców! Trzeba podziękować za rodzeństwo takie, jakie się ma! Za siostrę i brata! Trzeba dzisiaj podziękować za babcię i dziadka! Za ich troskę, dobre serce i obecność!

Uroczystość Świętej Rodziny to czas dziękowania Bogu za rodzinę taką, jaką się ma! To nie czas składania próśb czy zażaleń na rodzinę! To dobry moment,aby powiedzieć: dziękuję! Kiedy Maryja wraz z Józefem słyszą piękne słowa na temat swojej rodziny, na temat Jezusa, słyszą również słowa trudne i bolesne! To jest obraz każdej rodziny, bo w każdej rodzinie jest radość i szczęście, ale również jest ból i cierpienie! Każda rodzina ma za sobą dużo uśmiechu, ale i przelanych łez!

Często kochani tak łatwo nam zatrzymać się na bólu i cierpieniu, które z ludzkiej ułomności sobie zadajemy w rodzinie, a tak szybko zapominamy o tych radościach i szczęściu, jakiego doświadczyliśmy dzięki rodzinie! Gdyby Maryja i Józef zatrzymali się na tym, co ma być trudnego i bolesnego w ich życiu, to mogliby nigdy nie doświadczyć tej radości i szczęścia, jakie niesie za sobą wspólne życie ze sobą, a w szczególności z Bogiem!

Jeżeli kochani dzisiaj doświadczacie trudności, jakiegoś cierpienia w rodzinie i ciężko Wam powiedzieć: przepraszam, to być może brakuje w niej Jezusa! Dzisiejsza Uroczystość to czas wdzięczności za rodzinę. To najodpowiedniejszy moment, aby zaprosić Jezusa do naszych rodzin, aby pośród nas był Bóg! Byśmy potrafili pośród zranień i cierpień, mimo wszystko cieszyć się sobą i doświadczać jedności, pokoju oraz miłości jaka powinna charakteryzować prawdziwą rodzinę!

Niech Święta Rodzina będzie dzisiaj dla nas pięknym przykładem walki o rodzinę, wdzięczności za rodzinę oraz zaproszenia Jezusa jako członka rodziny, który Swoją miłością połączy serca by zaczęły bić dzięki sobie nawzajem oraz dla siebie!

GAUDETE


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

- III Niedziela Adwentu

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(J 1, 6-8. 19-28)

Dziś trzecia niedziela Adwentu zwana „Gaudete”, czyli niedziela radości. Przypomni nam o tym szczególnie różowy kolor szat liturgicznych. Dotychczasowy kolor fioletowy zaczyna się rozjaśniać, a to dlatego, że coraz bliżej Bożego Narodzenia – stąd jaśniejszy kolor i nazwa: niedziela radości! Powinniśmy zatem, kochani, radować się dzisiaj szczególnie, bo Pan jest coraz bliżej nas!

Można powiedzieć: dziś radosna przystań, pośród naszej drogi adwentowej zmierzającej do Stajenki Betlejemskiej, zauważamy ostatnią prostą, ostatni tydzień, Bóg jest coraz bliżej nas! I trzeba nam się mocno z tego faktu ucieszyć! Radość jest jeszcze większa wtedy, kiedy serce prawdziwie czuwa i wyczekuje przyjścia Chrystusa!

Słyszymy dzisiaj w Ewangelii świadectwo, jakie Jan Chrzciciel daje o Jezusie. Można powiedzieć - narodzenie Jezusa, czyli Słowa, poprzedza głos wołającego na pustyni! Całe życie Jana ukierunkowane jest na to, aby poprzedzić przyjście Chrystusa, aby przygotować Mu drogę, aby wskazać na Niego! Jan daje świadectwo o Jezusie, dlatego też dla wielu Jezus nie jest obcy, wielu też poznaje Jezusa dzięki świadectwu Jana!

Dzisiaj postać Jana Chrzciciela jest dla nas ogromnym przykładem pokory, a zarazem przykładem człowieka, który zna Boga, który całe swoje życie podporządkował tylko Jemu! Jan uczy nas dzisiaj szczególnie jednej, ważnej rzeczy: byśmy potrafili w swoim życiu wskazywać na Boga. Pośród codzienności, pracy, nauki, zabawy, w ogóle w życiu – potrafili dawać świadectwo o Jezusie! Niekoniecznie błyszcząc przy różnych akcjach ewangelizacyjnych ze sporą oglądalnością – ale umieć wołać na pustyni… Jest to bardzo ważne, patrząc z perspektywy zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Wielu, choć zasiądzie do stołu wigilijnego, nie spotka Jezusa, dla wielu śpiewających kolędy Bóg się nie narodzi… Dlatego tak ważne nasze świadectwo, nasz głos, choćby i na pustyni, choćby i nawet przez nikogo nie słuchany i nie słyszany! Świadectwo to nasza postawa wobec Boga, który się rodzi, to nasz wyraz miłości – bez chęci wpływania na kogokolwiek! Świadectwo to moja odpowiedź na Bożą miłość! Każde autentyczne świadectwo przynosi owoc, ale w swoim czasie!

Dziś, w niedzielę radości, podzielmy się tą radością! Dajmy ją innym! Jak mawiała św. Matka Teresa z Kalkuty „Jeśli uśmiechniesz się do drugiego, już w Twoim sercu jest Boże Narodzenie”. Szaty liturgiczne rozjaśniły się, kolor stał się radośniejszy – a co się stało z naszymi sercami po dwóch tygodniach Adwentu? Czy zajaśniały radością i nadzieją, że Bóg jest coraz bliżej?

II NIEDZIELA ADWENTU


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 1, 1-8)

Podróże, wyprawy czy wycieczki, choć podejmowane z entuzjazmem, to z czasem po prostu męczą. I tak jak na początku chciało się wyruszyć w drogę, to po pewnym czasie zmęczenie może spowodować, że zniechęceni albo zaczniemy się zastanawiać nad dalszą wędrówką, albo uznamy że może jednak pora wracać, odpuszczając sobie dalsze wędrowanie.

Za nami pierwszy tydzień Adwentu. Poranne wstawanie, systematyczność i dalsza podróż mogą przyczynić się do pierwszych objawów zniechęcenia i pokusy aby zawrócić, zrezygnować z tej drogi jaką jest Adwent.

Dzisiaj w Ewangelii cytowany jest fragment z Księgi proroka Izajasza, aby przygotować drogę Panu i prostować dla Niego ścieżki swojego życia. Mowa jest kochani o tym, abyśmy się nie łudzili, że na naszej drodze adwentowej, nie pojawią się wszelkie możliwe przeszkody, mające nam udaremnić spotkanie z Jezusem, abyśmy nie dotarli do stajenki Betlejemskiej. Przeszkody i trudności będą chciały nas zniechęcić do dalszej wędrówki tą drogą. Przeszkody i trudności są różne, większość z nas pewnie je już zauważa: brak snu, zdenerwowanie, irytacja; różne komentarze tych, którzy choć idą obok, to jednak nie drogą Adwentu; może jakieś docinki ze strony bliskich; może temat Rorat nie taki, jaki byśmy chcieli; może ksiądz powinien być inny… Przeszkód kochani nie zabraknie, można powiedzieć, że im dłużej na drodze, tym będzie ich więcej – jednak nie można się zniechęcać, nie można się poddawać! Trzeba nieustannie przygotowywać drogę Panu, czyli być na niej, pilnować jej i usuwać wszelkie przeszkody, które się na niej znajdują, aby nic, ani nikt nie zwiódł nas z jedynej, prowadzącej do Dziecięcia Jezus drogi - Adwentu!

Jednak podczas walki z przeszkodami, trzeba pilnować serca, to znaczy prostować ścieżkę swojego życia, aby Pan mógł dotrzeć do naszego serca, by mógł się w nim narodzić. Przed świętami dbamy o wystrój domu, dbamy o to, aby na stole niczego nie zabrakło, a później dbamy również i o to abyśmy i my byli eleganccy, ładnie ubrani, przyszykowani na święta. Tak samo jest z przeszkodami i prostowaniem ścieżek życia. Przeszkody to wszystko co nas otacza, a ścieżka to my, nasze serca – o wszystko trzeba zadbać! Ludzie Izraela prostowali ścieżki wyznając swoje grzechy w rzece Jordan podczas chrztu. Każdy z nas ma taką możliwość! Zadbać o serce, aby było gotowe na przyjęcie małego Jezusa! Czasem może nas to dużo kosztować. Gdybyśmy jednak spojrzeli na to, ile wysiłku kosztowało trzech Królów przybycie do Jezusa, jaką cenę zapłaciła za Narodziny Jezusa Święta Rodzina, to niczym byłby dla nas każdy wysiłek!

I choć może faktycznie trudności i problemów przybywać, i wcale nie jest tak łatwo prostować ścieżki życia dla Pana, to trudność, jaka dzisiaj powstaje, jest niczym w porównaniu z tym, co niesie za sobą Boże Narodzenie i nasza obecność przy małym Jezusie!