Archiwum autora: Adminka DCH

UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA ŚW. JANA CHRZCICIELA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela | (Łk 1,5-17)

Narodziny każdego człowieka to ogromny cud, dlatego też każdy człowiek jest darem. Człowiek, który przychodzi na świat, przychodzi z konkretnym celem do zrealizowania, z konkretnym zadaniem – jednak nie każdy to odkrywa. Bardzo często Ci, którzy nie mogą się odnaleźć w świecie, nie mogą uchwycić swojego celu życia, zadają sobie pytanie: po co właściwie na ten świat przyszedłem, po co się urodziłem, przecież nie jestem nikomu do niczego potrzebny.

Dzisiaj obchodzimy narodziny Jana Chrzciciela, któremu od poczęcia towarzyszyły jawne znaki Boże takie, że aż pytano kim to dziecię będzie, bo istotnie ręka Pańska była z nim. A kiedy zerkniemy na żywot Jana Chrzciciela, to po ludzku „bez szału”, bo większość życia spędził na pustyni żywiąc się szarańczą i miodem, jego posługa miała przygotować ludzi na przyjście Jezusa, czyli robił miejsce dla Niego, a gdy aresztowano Jana za prawdę, został ścięty przez namowę pełnej nienawiści kobiety. I można by rzec – co to za życie? Jaki sens miały jego narodziny? Czego takiego dokonał? A przecież od samego poczęcia ręka Pańska była z nim.

Kochani, nasze patrzenie na życie zostało trochę wypaczone teoriami sukcesu i kariery. Panuje takie myślenie, że jak ktoś coś osiągnął, albo jak został „kimś” to mu się życie udało, osiągając sukces – osiągnął życiowy cel. Jeżeli nic nie osiągnąłeś, jeżeli jesteś „nikim znaczącym” to Twoje życie jest porażką, jest bezsensowne. A to ogromne kłamstwo!!

Każdy z nas ma swój życiowy cel – celem życia Jana Chrzciciela było – jak sam mówił: „Trzeba, aby On wzrastał, a ja żebym się umniejszał”( J 3,30). Jan Chrzciciel odkrył swój życiowy cel, swoje powołanie i w tym to, co my byśmy nazwali „porażką”, on doświadczał prawdziwej radości i szczęścia, bo odkrył, że to jest TO zdanie, które ma wypełnić i TO miejsce, w którym ma być; mimo trudności i kryzysów które przeżywał, jak choćby wtedy kiedy został uwięziony i sam już nie wiedział, czy Ten, na którego wskazał jako Baranka Bożego, faktycznie Nim jest.

Narodziny Jana ukazują nam, że wielkość człowieka nie zależy od tego ile zrobi, ile ma, jaki jest sławny, w czym jest dobry – tylko JAK będzie realizował swoje powołanie i CZY będzie dążył do celu jaki ma, bo w tym jest prawdziwa radość i szczęście! Chcielibyśmy być ważni, sławni i rozpoznawalni – ale przecież każdy z nas taki jest dla grona najbliższych osób i przyjaciół! Dziecko nie ucieszy się na widok jakieś gwiazdy sportu, muzyki czy kina – ale jak zobaczy tatę, który wraca z pracy, albo mamę to jemu do szczęścia nic więcej nie potrzeba!

O Janie Chrzcicielu w tamtych czasach wiedzieli tylko Żydzi, dzisiaj zna Go cały świat, dlatego że wiernie wypełnił swoje życiowe powołanie, które nie było wcale łatwe, ale które również i nam przyniosło ogromną korzyść!

Dzisiaj mamy 24 czerwca, narodziny Jana – dzień zaczyna być krótszy, a 24 grudnia, w dzień narodzin Jezusa, dni stają się dłuższe – zadanie Jana Chrzciciela zostało wypełnione i zapisane! +

XI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XI NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mk 4,26-34)

Wzrok w naszym życiu odgrywa bardzo ważną rolę. Dzięki niemu dostrzegamy całą rzeczywistość, to co nas otacza, ludzi, którzy są wokół nas. Dzięki temu że, widzimy, możemy uniknąć niebezpieczeństwa, pójść we właściwym kierunku, nie pomylić drogi. Wzrok ułatwia nam życie i w nim nam bardzo pomaga. Jednak wzrok może nas czasem zgubić, bo jeżeli stwierdzimy, że istnieje tylko to, co widzimy, a tego, czego nie widzimy, po prostu nie ma – to co z naszą wiarą?

W dzisiejszej Ewangelii mowa o królestwie Bożym, którego nie widać, królestwie Bożym, które w pewnym momencie staje się po prostu bardzo duże, a które można przeoczyć w swoim życiu.
Jezus porównuje królestwo Boże do ziarnka, wrzuconego w ziemię, którego z nas nikt nie widzi, nie wiemy co się z nim dzieje, nie wiemy jak to wszystko się wydarza, a jednak po pewnym czasie z tego ziarnka, którego nie widać, zaczyna wyrastać roślina.

Bardzo podobnie ma się ze wszystkim co pochodzi od Boga, tego nie widać gołym okiem, ale później się okazuje, że „coś” po prostu jest! Wiara – jak ona się w nas narodziła, w jaki sposób wydała plon, miłość do męża, do żony – kiedy i jak ona się narodziła? Tak samo jest z królestwem Bożym.

Jezus chce nam dzisiaj powiedzieć, że królestwo Boże rozrasta się wtedy, kiedy natrafia na dobre warunki, kiedy natrafia na dobrą glebę – czyli kiedy trafia na serce, które jest gotowe przyjąć Boga! Takie serce wydaje plon, w takim sercu wiara wzrasta, takie serce daje wzrost wszystkiemu co pochodzi od Boga. I choć nie widzimy, nie czujemy – to okazuje się, że w pewnym momencie doświadczamy Bożej obecności, jesteśmy przekonani, że On jest i nie przeszkadza nam, że nie widzimy, wystarcza nam, że wierzymy! Glebę trzeba uprawiać żeby ciągle była żyzna, tak samo jest z sercem – trzeba je uprawiać, raz potrzeba je przeorać, a czasem trzeba wyplewić – aby to co niedostrzegalne, stało się doświadczalne!

X NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

X NIEDZIELA ZWYKŁA  | (Mk 3,20-35)

Czasem tak nas wciągnie zajęcie, że tracimy rachubę czasu, po prostu gubimy się w czasie. Podobnie jest z dłuższym zajęciem, rozłożonym na kilka dnia, czy nawet tygodni, może ono nas tak pochłonąć, że tracimy kontakt z rzeczywistością, tracimy jakiś fundament, to co robimy staje się najważniejsze, choć nie jest dla nas najważniejsze i przez to, że cali wchodzimy w to zadanie, gubimy nasze priorytety, nasze wartości, po prostu się gubimy. Trochę jak ze zbieraniem grzybów, można się tak na nich skupić, że w pewnym momencie traci się orientację i w konsekwencji gubimy się, nie wiedząc gdzie jesteśmy, nie znając drogi powrotu.

Dzisiaj widzimy w pierwszym czytaniu jak Ewa w raz z Adamem się pogubili, tak bardzo skupili swoją uwagę na owocu, że stracili orientację, wyczucie, przestali racjonalnie myśleć, pogubili się. Konsekwencją ich czynu była ucieczka, lęk, strach i świadome ukrywanie się – pogubili się, a później brnęli jeszcze bardziej chowając się przed Bogiem, przed Którym przecież schować się nie można.

Dzisiejsze pierwsze czytanie kochani zwraca naszą uwagę na nasze codzienne postawy, na naszą orientację w terenie – czy wiem, gdzie dzisiaj jestem? Jaki to jest moment, czas i sytuacja w moim życiu. Czy mam świadomość swojej sytuacji życiowej? Czy jestem zagubiony, czy pogubiłem się w swoim życiu, czy ukrywam się przed Bogiem z lęku i strachu, bo zgrzeszyłem w taki, czy inny sposób.

Postawy Ewy i Adama bardzo mocno ukazują nasze postawy, gdzie po prostu w życiu się gubimy, a gdy już zabrniemy dość daleko, zaczynamy się chować z tym wszystkim, co nosimy w sobie, wiedząc doskonale, że jest to złe, że przez to cierpimy, że nie daje nam to przecież spokoju, chowamy się z tym przed ludźmi i przed Bogiem – wstydząc się, bo nasze postępowanie obnaża naszą pozorną radość i szczęście ukazując prawdę, że wcale tak nie jest!

A Bóg do każdego z nas woła „gdzie jesteś” i nie dlatego, żeby nas ukarać za nasze postępowanie, lecz aby nam pomóc. Bóg szuka każdego z nas, pragnie nas odnajdywać, wskazywać nam drogę powrotu. Gubimy się, a jednak Bóg zawsze ma dla nas drogę powrotu i choć przed Bogiem nic się nie ukryje, przed Nim się nigdy nie schowamy, przed Nim zawsze stajemy tacy, jacy jesteśmy, czyli nadzy – to Bóg w Swoim ogromnym Miłosierdziu okrywa nas swoją miłością, przywracając nam orientację w terenie, priorytety oraz wartości, które pogubiliśmy.

Bóg odnajduje nas nawet na najgłębszych dnach naszego życia, bo nas BARDZO KOCHA, tak bardzo, że posłał Swojego Syna, aby wszystkie zbłąkane i zagubione owce z powrotem przyprowadzić do Siebie!!!

IX NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

IX NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mk 2,23-3,6)

Wokół nas znajdują się różni ludzie. Są tacy, którzy wszędzie znajdują problem, dla których wszystko jest problemem. Często zwracamy się do nich „że mają ze wszystkim wieczny problem”. Niestety, tacy ludzie dostrzegają bardzo mało dobra, albo nawet wcale go nie zauważają, dlatego że wszystko dla nich jest problemem.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam faryzeuszy, którzy ciągle mają problem, którzy we wszystkim go dostrzegają. Największym ich problemem jest Jezus. Staje przed nimi Wieczna Radość, a oni z Nim mają „wieczny problem”. Postawa faryzeuszów ukazuje nam bardzo często ludzi, którzy mimo pojawiającego się wokół nich szczęścia i radości, ciągle doszukują się problemu. Tak jak faryzeusze nie potrafią dostrzec w działaniu Bożym jawnego cudu, tylko ciągle doszukują się jakiegoś problemu, złamania prawa. Przez to szansa na radość i szczęście jest niewykorzystywana, co w konsekwencji rodzi ciągłe niezadowolenie, frustrację, podejrzliwość, zazdrość i szukanie problemu. A za tym wszystkim oczywiście kryją się ci, którzy padają ich ofiarami.

Jezus, w dzisiejszej Ewangelii, nie zwraca uwagi na podejrzliwość i oskarżania ze strony faryzeuszów, tylko wciąż niesie dobro i na pierwszym miejscu stawia miłość do bliźniego, tym samym ucząc nas, aby kierować się w życiu miłością do drugiego, rozwiązując problemy, a nie ciągle stawiając je przed człowiekiem. Postawa Jezusa w dzisiejszej Ewangelii jest również nieugięta. Konsekwentnie staje ponad problemem i nie zważa na tych, którzy swoją postawą, pod pozorem łamania prawa, zabraniają czynić dobro.

Liturgia Słowa, którą dzisiaj rozważamy, bardzo często odzwierciedla nas samych, nasze sytuacje z życia, gdy wstrzymujemy się przed niesieniem dobra z powodu lęku, obaw czy też z powodu własnych ograniczeń, strachu przed opinią publiczną. Uginamy się pod ciężarem głosu większości, który tylko na pozór zdaje się mieć rację. Dzisiejsze pytanie Jezusa skierowane jest również do nas: co można uczynić drugiemu człowiekowi, czy uczynić coś dobrego, czy coś złego. Odpowiedź postawi nasze serca w prawdzie.

TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

 

TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ | (Mt 28,16-20)

Dość często używamy zwrotu „człowiek o dwóch twarzach”, bądź jak mamy do czynienia z nieszczerym zachowaniem mówimy, że ktoś jest dwu licowy. Nie lubimy kiedy ktoś wobec nas jest fałszywy, z jednej strony się uśmiecha, a z drugiej zaczyna coś kombinować, w twarz mówi nam co innego, a za plecami co innego. Unikamy takich ludzi, takich zachowań – po prostu nie akceptujemy tego.

Dzisiaj w Uroczystość Trójcy Świętej wpatrujemy się w Boga o trzech twarzach, w Boga, który mimo swej jedności jest trzema Osobami. Paradoks polega jednak na tym, że mimo trzech różnych twarzy (Ojciec, Syn, Duch Św.) – Bóg jest taki sam! Trzy Twarze Boga, to nie Jego trójlicowość, to Jedność w byciu, działaniu i obcowaniu z nami!

Dzisiejsza Uroczystość kochani, to dobry moment i czas, aby sprawdzić jakie jest nasze serce, jakie nasze myśli, jakie nasze działania i jaka jest nasza zewnętrzna postawa – czy mamy jedną twarz, czy mamy wiele twarzy, czy działamy na jednej płaszczyźnie, czy wkrada się w nasze życie dwulicowość, czy wobec innych jesteśmy szczerzy i prawdziwi, czy kierujemy się fałszem.

Nie tak dawno można było obejrzeć w kinach film pt. „50 twarzy Greya”. Widz stawiał sobie pytanie: która z tych twarzy była prawdziwa, skoro było ich tak wiele? Kim on był, skoro grał tak wielu? Kiedy mówił prawdę, a kiedy nie? Film filmem, ale jakże często podobnie jest w naszym życiu. Brakuje nam jedności w byciu, działaniu, mówieniu – bardzo często mamy wiele twarzy, a każda z nich jest inna, różnią się od siebie!

Uroczystość Trójcy Świętej przypomina nam dzisiaj, jak ważna jest prawda i jedność w naszym życiu – jedność, którą najpierw budujemy w sobie: to jak myślę, to co mówię, to jak się zachowuję – wszystko sprowadza się ku jednemu – zero rozbieżności i fałszu, wszystko na jednym poziomie, na jednym fundamencie! Wszystko budowane na Bogu i czerpane z Boga! Jeden fundament i jedno źródło uczyni nasze postępowanie, nasze myśli, nasze bycie – JEDNO! I choć czasem zdarzy nam się złościć, zdarzy nam się płakać, zdarzy nam się zgrzeszyć, zdarzy nam się śmiać do łez – mimo różnych twarzy będziemy jedno – bo scalać nas będzie miłość Boża, która łączy w JEDNO Trójcę Świętą!!!

ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO


 

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Zesłanie Ducha Świętego

(J 15, 26-27; 16,12-15)

Często bywa tak, że oczekując jakiegoś wydarzenia, które jest dla nas ważne, nastawiamy się na nie w jakiś sposób mając różne oczekiwania. Wyjazd, spotkanie, koncert, albo coś, co od dłuższego czasu planowaliśmy czy przygotowywaliśmy – z nastawieniem przekonani, że będzie to wydarzenie niezapomniane, oczekujemy dnia, w którym wszystko ma się wydarzyć. Jak bolesne i przykre bywają rozczarowania, że nie było tak jak myśleliśmy! To miał być „taki dzień” i „taka chwila”, a okazało się wszystko całkiem inne…

Dzisiaj w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego apostołowie nie mają żadnych oczekiwań, nie są w żaden sposób nastawieni do tego, co ma się wydarzyć, po prostu są i czuwają – czekając na obiecanego Ducha Świętego!

Widząc jak apostołowie przeżywają Zesłanie Ducha Świętego, można popaść w pokusę nastawienia się i jakiegoś dziwnego oczekiwania – wydarzeń jakie będą towarzyszyć Zesłaniu Ducha Świętego. A okazuje się, że Duch Święty wcale nie chce abyśmy się nastawiali na to, w jaki sposób On przyjdzie i jakie temu znaki towarzyszyć będą! On został nam dany – nie trzeba prosić aby Bóg Go dał, trzeba prosić żeby przyszedł i cierpliwie czekać – bez nastawiania się na to, co będzie się działo!

Można się bardzo zawieść przyjściem Ducha Świętego, ale tylko dlatego, że nasze wyobrażenia Zesłania są błędne. Duch Święty przychodzi jak ożywczy deszcz, przychodzi w charyzmatach, w darach, w łaskach – ale również przychodzi jak zimny prysznic – z prawdą o nas! Przychodzi ukazując nam stan naszego serca, podprowadzając nas pod konfesjonał. Przychodzi, aby potrząsnąć nami i wskazać na największą i najważniejszą wartość jaką jest miłość!

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” – św. Paweł, który tak często wspominał o charyzmatach i sam doświadczał ich działania, mówi jasno i wyraźnie, że miłość jest najważniejsza! Duch Święty przychodzi umacniając w nas to, co jest z Boga, wskazując na to, co nie jest z Boga! Bez spektakularnych wydarzeń, w prostocie i cichości umacniając i ożywiając naszą wiarę tak, aby nigdy w nas nie zabrakło Bożej miłości i byśmy nigdy o tę miłość nie przestawali zabiegać!

WNIEBOWSTĄPIENIE PAŃSKIE


 

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

(Mk 16, 15-20)

Czasem można się tak zapatrzyć w jeden punkt, czy w jedno miejsce, że przestaje się dostrzegać całość, skupiamy się tylko na tym, a nie innym miejscu. Na przykład jadąc samochodem coś nas zaciekawi, lub kiedy mijamy idącą chodnikiem osobę, która nam się podoba. Bywa, że tak się zapatrzymy, że wchodzimy w znak, albo wpadamy w dziurę. 😉

Tak dzisiaj reagują apostołowie widząc, jak Jezus wstępuje do nieba! Ich uwaga, skupienie, oni cali wpatrują się w niebo, nic ani nikt ich nie interesuje! Dopiero mężowie w białych szatach wpływają na ich zachowanie.

Dzisiaj Jezus wstępuje do nieba! Pan nie chce naszego bezczynnego wpatrywania się w niebo, lecz Swoim wniebowstąpieniem nadaje naszemu życiu kierunek i cel, tak abyśmy mając na uwadze Niebo, każdego dnia o nie walczyli! Apostołowie widząc wszystko co się na ich oczach wydarza, stają się świadkami Wniebowstąpienia i doskonale wiedzą, że niebo nie jest tylko ich interesem, ale ma się stać celem i kierunkiem wielu ludzi! Głosząc Ewangelię stają się drogowskazami kierującymi ku niebu!

Dzisiaj trzeba sobie uświadomić ile drogowskazów Bóg postawił na naszej drodze, że idziemy w kierunku nieba, ilu ludzi odpowiedziało na głos Boży stając się tymi drogowskazami i na koniec odpowiedzieć trzeba sobie na pytanie: czy ja jestem takim drogowskazem? Niebo nie jest naszym interesem – naszym interesem jest wskazać na nie innym! Jeżeli niebo jest dla mnie celem życia, to naturalnie stajemy się jego drogowskazem! Dzisiaj jest wielu ludzi, którzy są drogowskazami różnych dróg – dobra dieta, super sylwetka…

Jeżeli nie zapominamy o najważniejszej drodze - wszystko inne pomaga, ale jeżeli zaczynamy zbaczać z drogi prowadzącej do nieba, to cała reszta dróg staje się tylko przeszkodą!

Jezus wskazał drogę! Dał nam drogowskazy! Trzeba tylko ruszyć z miejsca i obierając kierunek docelowy stawać się każdego dnia czytelnym drogowskazem ku niebu!

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA


 

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

VI Niedziela Wielkanocna

(J 15, 9-17)

Czujemy się wyróżnieni kiedy słyszymy słowa: „to co Ci teraz powiem, jeszcze nigdy nikomu innemu nie mówiłem”, albo „nielicznym osobom to powiedziałem”. Kiedy stajemy się dla kogoś kimś więcej niż znajomym, jego serce się na nas otwiera i powierza nam swoje tajemnice, bądź coś, co jest dla niego bardzo cenne, bo chce nas tym skarbem również ubogacić. I z jednej strony czujemy się wyróżnieni, ale z drugiej strony czujemy się zobowiązani!

Dzisiaj Jezus mówi w Ewangelii, że nas wybrał, że jesteśmy Jego przyjaciółmi – bo wyjawił nam wszelkie tajemnice Swojego Najświętszego Serca, które przekazał Mu Ojciec, a zarazem oddał za nas życie! Dla Jezusa jesteśmy kimś więcej niż znajomi – dla Niego jesteśmy przyjaciółmi!

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa, który szuka przyjaciół! Ludzi, którzy pragną żyć według tego skarbu jaki nosi w Swoim Sercu Jezus! Jeżeli czujemy się wyróżnieni, gdy człowiek powierza nam sekrety swojego serca, które dla niego są najcenniejsze, to o ileż bardziej winniśmy się czuć wyróżnieni kiedy sam Bóg chce przed nami odkryć swoje tajemnice! Jaka to godność i zaszczyt być w gronie wybranych! A przecież każdy kto rozumie to co się wydarza podczas Eucharystii, kto doświadczył Bożej miłości – może, a nawet powinien czuć się wybranym!

Każdy wybrany jest wyróżniony, ale również zobowiązany do tego aby przynieść owoc! Tym owocem jest miłość, ale dobrze rozumiana miłość. Zdarza się nam powiedzieć „kocham cię”, jak również usłyszeć, że ktoś nas kocha. Jednak Jezus mówi dzisiaj: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem.” Więc jeżeli mówimy kocham, to czy kocham jak Jezus? Prawdziwa miłość to Jezus i na Nim trzeba się wzorować, kiedy mówimy kocham i kiedy czynimy miłość, bo tylko wówczas zakwitniemy, wypuścimy pąki, wydamy owoc!

Być przyjacielem Jezusa, to nic innego jak upodabniać się do Niego! On ze swej strony zrobił wszystko udowadniając, że Jemu na nas zależy. Przekazał nam prawdziwy sekret ukryty na kartach Ewangelii, który nie każdy jest w stanie pojąć i zrozumieć. Chroniąc nas przed śmiercią, oddał za nas życie! Mieć takiego przyjaciela to skarb! Przyjaciół Chrystusa poznaje się po owocach przyjaźni – czyli po miłości! Bądźmy prawdziwymi przyjaciółmi Jezusa!

V NIEDZIELA WIELKANOCNA


 

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

V Niedziela Wielkanocna

(J 15, 1-8)

Niemałym wyczynem jest bycie najlepszym, zdobycie pierwszego miejsca, zajęcie najwyższego podium, po prostu bycie mistrzem! Myślę, że to marzenie każdego człowieka, który rozwija się jako sportowiec, aktor, piosenkarz, muzyk itp. Jednak większym sukcesem od jednorazowego bycia mistrzem, jest utrzymanie mistrzostwa przez jakiś czas, albo pozostanie mistrzem do końca.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus mówi uczniom aby „trwali w Jego miłości”, to znaczy aby nigdy się od Niego nie odłączali, aby zawsze byli w Niego wszczepieni – a trwać w Jezusie to nic innego jak bycie nieustanne z Nim - taka postawa domaga się od nas stałości i wierności!

Patrząc na życie zauważamy, że rozpocząć coś nie jest trudno, stać się pomysłodawcą też trudno nie jest, ale to wszystko utrzymać i pociągnąć do samego końca, to już jest nie lada wyzwanie. Często się mówi, że kupić samochód to aż taki problem nie jest, ale utrzymać go to co innego. Tak samo rozpocząć działalność otrzymując dotację, ale po pewnym czasie utrzymać ją płacąc niemały ZUS, również staje się problemem. Podobnie jest w relacjach między ludzkich: stanąć przed ołtarzem, poczuć klimat, emocje to trudne nie jest, wręcz przeciwnie – ale kiedy wszystkie flesze znikają, biała suknia zamienia się w fartuch, a garnitur w strój roboczy, sala taneczna w małą kawalerkę – czar pryska, wtedy pozostać ze sobą to jest wyczyn!

Rozmawiałem kiedyś z moim kolegą, który jest księdzem, że kiedy nim został pierwsze dni był nieustannie na świeczniku, wszyscy mu składali życzenia, gratulowali, mówili piękne wierszyki i aż się chciało tym księdzem być, ale po pewnym czasie, nikogo już nie było, ani gratulujących, ani cieszących się. Z tego radosnego momentu pozostały wspomnienia, a przyszło już zacząć walczyć i powiedział mi wtedy, że było to dla niego bardzo trudne, bo uświadomił sobie, że teraz trzeba być wiernym powołaniu bez całej tej otoczki jaka była na początku.

Trwanie w Chrystusie kochani, to nic innego jak bycie wiernym mimo wszystko! Problemem nie jest zdeklarować się jako człowiek wierzący, problemem jest nim być! Trwanie w Chrystusie to bycie człowiekiem wierzącym, nie tylko deklaracja! Trwanie w Chrystusie to bycie z Nim wtedy, kiedy mi się chce i kiedy mi się nie chce! Trwanie w Chrystusie kochani, to bycie stałym w wierze – nie oznacza to nie mieć kryzysów i cięższych dni – to oznacza, że ja ciągle wierzę, bo kocham!

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA


 

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

IV Niedziela Wielkanocna

(J 10, 11-18)

Każdy człowiek na poszczególnych etapach swojego życia ma jakąś rolę do wypełnienia, po prostu kimś jest. Na początku jesteśmy dziećmi, ale z czasem stajemy się rodzicami, jesteśmy uczniami, a po jakimś czasie stajemy się wychowawcami, uczymy się zawodu będąc praktykantami, a z biegiem czasu stajemy się fachowcami. Dojrzewamy i dorastamy do różnych funkcji i ról w naszym życiu, nikt nie staje się „kimś” od razu.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus mówi o sobie, że jest Pasterzem, Dobrym Pasterzem, który zna Swoje owce, a Jego owce Go znają. Gdybyśmy dobrze, znali Pismo Święte od razu rzuciłoby nam się w oczy, że raz Jezus przedstawiany jest jako Pasterz, a raz jako Owca, Baranek. Pasterz, czyli Jezus zna Swoje owce – bo stał się jedną z nich!

Często mówimy: „zapomniał wół, jak cielęciem był” – można by było powiedzieć: „zapomniał pasterz, jak owieczką był”. Zapominamy często, że byliśmy kiedyś dziećmi, zapominamy, że byliśmy młodzi, że też musieliśmy się wielu rzeczy nauczyć, żeby móc dzisiaj pracować w danym zawodzie. Zapominamy, bardzo często o tym, że był taki czas, że też czegoś nie potrafiliśmy, że też czegoś nie rozumieliśmy, że też grzeszyliśmy, że też źle żyliśmy. Często stając się pasterzem zapominamy o tym, że byliśmy owcami, które też błądziły i nic nie umiały.

Jezus będąc Dobrym Pasterzem zna Swoje owce, bo staje się jedną z nich, nie ze względu na grzech czy słabości, ale ze względu na życie! Jezus jest Dobrym Pasterzem, bo zna życie i to na co narażone są owce i co je spotyka, z czym się zmagają i o co walczą! Jezus jest Dobrym Pasterzem, bo towarzyszy owcom w ich codziennym życiu i im pomaga, jest z nimi zawsze!

Każdy z nas dziś jest kimś, to znaczy ma jakąś rolę: męża, ucznia, studenta, kierowcy, nauczyciela, policjanta, strażaka - i albo jesteśmy dobrymi mężami, uczniami, studentami, kierowcami, nauczycielami, policjantami, strażakami – albo jesteśmy tylko najemnikami, którzy muszą odgrywać role, nigdy nie stając się dobrymi…

Dobry Pasterz nigdy nie zapomina kim był, ale również to co robi, robi z miłością i pasją! Można być najemnikiem, który za pieniądze, pochwały, nagrody, awans, karierę zrobi wszystko i będzie w tym najlepszy, ale nigdy nie będzie Dobrym Pasterzem, bo wycofa się w sytuacji, gdzie nie będzie żadnego zysku, a przyjdzie się poświecić.

Jezus jest Dobrym Pasterzem, bo stając się Owcą oddał życie za Swoje owce!