Archiwum autora: Adminka DCH

11.11.2018


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXXII Niedziela Zwykła| (Mk 12,38-44) Wdowi grosz

Za każdym razem kiedy pojawiamy się na urodzinach, śpiewamy sto lat jubilatowi, aby jak najdłużej żył, aby jak najdłużej był pośród nas. Dzisiaj nasza Ojczyzna obchodzi 100 Niepodległości, setną rocznicę odzyskania wolności i nie śpiewamy 100 lat, lecz „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy…”!

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam ludzi, którzy „dbają” o świątynie wrzucając do skarbony ofiary i okazuje się, że Ci, którzy najbardziej dbają, to nie dający najwięcej, tylko dający wszystko, nie dający resztę, pozostałość, tylko całość.

Ta scena to piękny przykład ludzi, naszych rodaków, którzy walczyli o polskość, o wolność, którzy bardzo często troszcząc się o Polskę, walcząc o nią wrzucali do skarbon wszystko co mieli, łącznie ze swoim życiem, abyśmy my, w przyszłości mogli, żyć za to co oni uzbierali: wrzucali cierpienie, wrzucali strach i lęk, wrzucali siły, talenty, pamięć, wrzucali życie, abyśmy my mogli w przyszłości wypłacić wolność, radość i szczęście, pasję i możliwości do ich rozwijania, patriotyzm i miłość do Ojczyzny!

Jednak bez Boga w sercu, bez tej nadziei, którą On sam jest, sami byśmy nie dali rady. „Bóg, Honor, Ojczyzna” taka kolejność była zawsze zachowana, dlatego dzisiaj jest Honor i Ojczyzna, bo Bóg był zawsze na pierwszym miejscu. O tym mowa w pierwszym czytaniu, gdy Eliasz prosi wdowę o wodę i podpłomyk, ona mu oznajmia, że to ostatni ich posiłek, a później czeka ich śmierć. Gdybyśmy zwrócili uwagę na nasz Kraj, to po ludzku nie powinno nas być, ostatnie odgłosy polskiego języka i kultury powinny już dawno zniknąć, umrzeć – a jednak nie wyczerpały się i dalej trwają!!! Dlatego, że Bóg był nieustannie z naszym Narodem, nasi Rodacy doskonale o tym wiedzieli!

Kiedy patrzę na nasze Godło, widzę rozpiętego Orła Białego, tak jak Jezus był rozpięty na krzyżu; kiedy widzę naszą flagę i jej barwy: czerwony i biały, widzę krew męczenników, oraz biel, którą pozostawili dla nas jak białą kartkę, którą trzeba zapisać kolejną historią!

„Sztuką jest umierać dla Ojczyzny, ale największą sztuką jest dobrze żyć dla Niej…”

XXIII NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XXIII Niedziela Zwykła| (Mk 7,31-37) Uzdrowienie głuchoniemego

„Tylko nikomu nie mów” – to zdanie często słyszymy i być może równie często sami wypowiadamy. Kiedy proszą nas, albo naszych znajomych o dyskrecję, a my, chcąc w jakiś sposób siebie usprawiedliwić, czy w minimalnym stopniu dotrzymać słowa, mówimy to innej osobie prosząc ją o dyskrecję i okazuje się, że ta osoba zrobiła to samo i nikt głośno o danej sprawie nie mówi, a wszyscy o niej wiedzą, to jest to tak zwana „tajemnica poliszynela”.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus przykazuje, aby o tym, co się wydarzyło, nikomu nie rozpowiadano i jak słyszymy dalej w Ewangelii, im bardziej o to prosił, tym gorliwiej to rozgłaszano.

Tak bardzo życiowa jest to sytuacja, w której proszą kogoś o dyskrecję, a on, niekoniecznie w dobrej wierze, tylko w ramach jakiegoś newsa czy sensacji, rozgłasza to co widzi i słyszy. Dlatego dzisiejsza Ewangelia skłania nas, kochani, do tego, abyśmy zwrócili uwagę na nasz język, jak się nim posługujemy i do czego nam służy. Jezus uzdrawia głuchoniemego rozwiązując mu język, a tak często nasze języki się rozwiązują, ale nie koniecznie w dobrej intencji.

Gdybyśmy się jednak wsłuchali w dzisiejsze Słowo, zwrócilibyśmy uwagę, że Jezus najpierw otwiera uszy głuchoniememu, a następnie rozwiązuje mu język, czyli najpierw on słyszy, a później może mówić. Wpierw trzeba usłyszeć, żeby wiedzieć co powiedzieć, najpierw słucham, a później ewentualnie mówię. Jakie to jest dziś ważne, abyśmy słuchali siebie nawzajem bez wstępnych mądrości i wszelkich niepotrzebnych słów! Najpierw Bóg dał nam słuch, byśmy później potrafili mądrze odpowiadać, dał nam słuch, byśmy słysząc wiedzieli co powiedzieć i czy w ogóle cokolwiek mówić.

Znajdujemy się czasem w takich sytuacjach, że ciężko wypowiedzieć jedno słowo i okazuje się, że najlepszym sposobem mówienia jest obecność. Nic, ani nikt tego nie zastąpi – ani SMS, ani Facebook, ani Snap Chat, ani Instagram! OBECNOŚCI NIC NIE ZASTĄPI!! Dlatego tak często powtarzamy: „dobrze, że jesteś!”, bo nic nie trzeba mówić, wystarczy być. Słowo stało się Ciałem, żeby być pośród nas i z nami – najpiękniejszą formą obecności jest adoracja – „ jestem, bo Ty jesteś”!

CHLEB ŻYWY


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XIX Niedziela Zwykła| (J 6,41-51)

Ostatnio w diecezji z której pochodzę, zachorował harcerz na śmiertelną chorobę. Choroba na pewnym etapie uniemożliwiła mu kontaktu z ludźmi, ponieważ nikt go nie mógł odwiedzać, dlatego też biskup pozwolił pielęgniarce udzielić choremu Komunii Świętej. Kiedy chłopak zorientował się, że pielęgniarka przyniosła mu Jezusa, powiedział, żeby jak najszybciej dała mu Jezusa, ponieważ tak bardzo za Nim tęsknił.

Dzisiaj w Ewangelii widzimy jak Żydzi z niedowierzaniem, a nawet oburzeniem reagują na Słowa Jezusa, który mówi „Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił”. Ta deklaracja, zapewnienie były dla nich niedorzecznym nonsensem, który nijak ma się z prawdą.

Jak wielu dzisiaj ma problem z wiarą w żywą obecność Boga w Eucharystii i z jednej strony mogli nie otrzymać łaski wiary, ale z drugiej strony ile poczynili wysiłku, aby od pierwszej Komunii Świętej odkryć Jezusa. W życiu zanim coś otrzymamy, trzeba na to zasłużyć, albo wygrać, być pierwszym, czy najlepszym, często powtarzane: „nie ma nic za darmo”. Z Jezusem jest na odwrót, najpierw Go otrzymujemy, później z naszej strony jest cała reszta. Jezus przychodzi do nas za darmo, nie trzeba być najlepszym, nic nie trzeba osiągnąć ani wygrać – wystarczy chcieć i On nam Siebie daje. Pytanie co później? Bóg dał nam wszystko, a my mogliśmy nie uczynić żadnego kroku, aby dać od siebie coś, co w konsekwencji rodzi brak wiary w żywą obecność Boga w czasie Mszy Świętej. W czym się ćwiczymy, w tym wzrastamy, odnosi się to i do dobrego i do złego. Jeżeli powtarzam słowa jednej piosenki każdego dnia, to nie powinno mnie dziwić, że po pewnym czasie znam ją na pamięć, jeżeli codziennie biegam nie powinno mnie dziwić, że coraz mniej się męczę i mogę biegać więcej. Jeżeli od Komunii Świętej, nie byłem w kościele, bądź nic nie zrobiłem w tym kierunku, żeby odkryć Boga na Mszy to w jaki sposób mogę uwierzyć, że On tam jest?

Pragnienie Boga rodzi się z wiary w Niego, ale wiara bardzo często jest łaską, którą Bóg odpowiada na nasze poszukiwania Go! Czasem zanim powiemy, że Jezusa tam nie ma, warto najpierw to sprawdzić!

BÓG DAJE CUDOWNY POKARM


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XVIII Niedziela Zwykła| (J 6,24-35)

Ostatnio trafiłem na cytat znanego aktora, Jim’a Carrey’a, „Chciałbym, żeby każdy człowiek miał szansę kiedyś stać się sławnym i bogatym oraz żeby kupił wszystko o czym marzył – bo tylko w ten sposób zrozumie, że nie taki jest cel życia.”

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy Słowa Jezusa: „Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy.” Gdybyśmy dobrze wejrzeli na swoje życie, uświadomilibyśmy sobie jak wiele wysiłku, trudu, energii ładujemy w to wszystko co przemija, co niszczeje, a jak mało zabiegamy o to, co trwa na wieczność!

Doświadczając kolejnego obozu Drużyny Chrystusa znów uświadamiam sobie, że to, co w życiu ważne, a nawet najważniejsze to Bóg, który przychodzi do człowieka przez drugiego człowieka ze swoją miłością, dobrocią, czułością, łagodnością, z wyrozumiałością i pokojem! Bardzo dobrze widać to pośród dzieci, które będąc daleko od domu potrzebują tylko tego, aby okazać im serce i zwrócić na nie uwagę! Dorośli już o tym zapominają i dążą do tego, aby mieć, posiadać i być kimś, a dzieci chcą być z kimś i doświadczać dobra, poprzez rozmowę, zabawę, modlitwę! Dzieci potrzebują nas, ale i my dzieci – bo one bardzo często nas dorosłych sprowadzają na dobre tory życia i swoją dziecięcą prostotą i zaufaniem wskazują na prawdziwy cel życia!

Świat mówi, że trzeba modnie wyglądać, więc zabiegamy o wygląd; mówi że trzeba dobrze zjeść, więc dobrze jemy; że trzeba zdrowo jeść, więc zdrowo jemy; pokazuje nam co jest na topie, więc robimy wszystko tak, aby być na topie. Niby nic niewinnego, ale pośród wskazań jakie stawia nam świat, zaraz pojawiają się inne, które nie tylko mówią o tym co jeść i jak wyglądać, ale również jak żyć, w kogo wierzyć i co to znaczy miłość. Lecz jeżeli jesteśmy ludźmi wiary, trzeba zadać sobie pytanie: kogo słucham i kto mi w życiu wyznacza cele? Świat czy Bóg? To co ze świata przemija, a zarazem nigdy do końca nie jest pewne, że to dla nas dobre; a to co daje Bóg, trwa wiecznie i ZAWSZE jest z pożytkiem dla nas! Świat nas nigdy nie nakarmi i nie nasyci tak, jak powiedział cytowany aktor – będziemy cały czas zabiegali o to, co przemija i dalej nic… a Jezus dzisiaj daje nam poprzez Słowo zapewnienie: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.

UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA ŚW. JANA CHRZCICIELA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela | (Łk 1,5-17)

Narodziny każdego człowieka to ogromny cud, dlatego też każdy człowiek jest darem. Człowiek, który przychodzi na świat, przychodzi z konkretnym celem do zrealizowania, z konkretnym zadaniem – jednak nie każdy to odkrywa. Bardzo często Ci, którzy nie mogą się odnaleźć w świecie, nie mogą uchwycić swojego celu życia, zadają sobie pytanie: po co właściwie na ten świat przyszedłem, po co się urodziłem, przecież nie jestem nikomu do niczego potrzebny.

Dzisiaj obchodzimy narodziny Jana Chrzciciela, któremu od poczęcia towarzyszyły jawne znaki Boże takie, że aż pytano kim to dziecię będzie, bo istotnie ręka Pańska była z nim. A kiedy zerkniemy na żywot Jana Chrzciciela, to po ludzku „bez szału”, bo większość życia spędził na pustyni żywiąc się szarańczą i miodem, jego posługa miała przygotować ludzi na przyjście Jezusa, czyli robił miejsce dla Niego, a gdy aresztowano Jana za prawdę, został ścięty przez namowę pełnej nienawiści kobiety. I można by rzec – co to za życie? Jaki sens miały jego narodziny? Czego takiego dokonał? A przecież od samego poczęcia ręka Pańska była z nim.

Kochani, nasze patrzenie na życie zostało trochę wypaczone teoriami sukcesu i kariery. Panuje takie myślenie, że jak ktoś coś osiągnął, albo jak został „kimś” to mu się życie udało, osiągając sukces – osiągnął życiowy cel. Jeżeli nic nie osiągnąłeś, jeżeli jesteś „nikim znaczącym” to Twoje życie jest porażką, jest bezsensowne. A to ogromne kłamstwo!!

Każdy z nas ma swój życiowy cel – celem życia Jana Chrzciciela było – jak sam mówił: „Trzeba, aby On wzrastał, a ja żebym się umniejszał”( J 3,30). Jan Chrzciciel odkrył swój życiowy cel, swoje powołanie i w tym to, co my byśmy nazwali „porażką”, on doświadczał prawdziwej radości i szczęścia, bo odkrył, że to jest TO zdanie, które ma wypełnić i TO miejsce, w którym ma być; mimo trudności i kryzysów które przeżywał, jak choćby wtedy kiedy został uwięziony i sam już nie wiedział, czy Ten, na którego wskazał jako Baranka Bożego, faktycznie Nim jest.

Narodziny Jana ukazują nam, że wielkość człowieka nie zależy od tego ile zrobi, ile ma, jaki jest sławny, w czym jest dobry – tylko JAK będzie realizował swoje powołanie i CZY będzie dążył do celu jaki ma, bo w tym jest prawdziwa radość i szczęście! Chcielibyśmy być ważni, sławni i rozpoznawalni – ale przecież każdy z nas taki jest dla grona najbliższych osób i przyjaciół! Dziecko nie ucieszy się na widok jakieś gwiazdy sportu, muzyki czy kina – ale jak zobaczy tatę, który wraca z pracy, albo mamę to jemu do szczęścia nic więcej nie potrzeba!

O Janie Chrzcicielu w tamtych czasach wiedzieli tylko Żydzi, dzisiaj zna Go cały świat, dlatego że wiernie wypełnił swoje życiowe powołanie, które nie było wcale łatwe, ale które również i nam przyniosło ogromną korzyść!

Dzisiaj mamy 24 czerwca, narodziny Jana – dzień zaczyna być krótszy, a 24 grudnia, w dzień narodzin Jezusa, dni stają się dłuższe – zadanie Jana Chrzciciela zostało wypełnione i zapisane! +

XI NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

XI NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mk 4,26-34)

Wzrok w naszym życiu odgrywa bardzo ważną rolę. Dzięki niemu dostrzegamy całą rzeczywistość, to co nas otacza, ludzi, którzy są wokół nas. Dzięki temu że, widzimy, możemy uniknąć niebezpieczeństwa, pójść we właściwym kierunku, nie pomylić drogi. Wzrok ułatwia nam życie i w nim nam bardzo pomaga. Jednak wzrok może nas czasem zgubić, bo jeżeli stwierdzimy, że istnieje tylko to, co widzimy, a tego, czego nie widzimy, po prostu nie ma – to co z naszą wiarą?

W dzisiejszej Ewangelii mowa o królestwie Bożym, którego nie widać, królestwie Bożym, które w pewnym momencie staje się po prostu bardzo duże, a które można przeoczyć w swoim życiu.
Jezus porównuje królestwo Boże do ziarnka, wrzuconego w ziemię, którego z nas nikt nie widzi, nie wiemy co się z nim dzieje, nie wiemy jak to wszystko się wydarza, a jednak po pewnym czasie z tego ziarnka, którego nie widać, zaczyna wyrastać roślina.

Bardzo podobnie ma się ze wszystkim co pochodzi od Boga, tego nie widać gołym okiem, ale później się okazuje, że „coś” po prostu jest! Wiara – jak ona się w nas narodziła, w jaki sposób wydała plon, miłość do męża, do żony – kiedy i jak ona się narodziła? Tak samo jest z królestwem Bożym.

Jezus chce nam dzisiaj powiedzieć, że królestwo Boże rozrasta się wtedy, kiedy natrafia na dobre warunki, kiedy natrafia na dobrą glebę – czyli kiedy trafia na serce, które jest gotowe przyjąć Boga! Takie serce wydaje plon, w takim sercu wiara wzrasta, takie serce daje wzrost wszystkiemu co pochodzi od Boga. I choć nie widzimy, nie czujemy – to okazuje się, że w pewnym momencie doświadczamy Bożej obecności, jesteśmy przekonani, że On jest i nie przeszkadza nam, że nie widzimy, wystarcza nam, że wierzymy! Glebę trzeba uprawiać żeby ciągle była żyzna, tak samo jest z sercem – trzeba je uprawiać, raz potrzeba je przeorać, a czasem trzeba wyplewić – aby to co niedostrzegalne, stało się doświadczalne!

X NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

X NIEDZIELA ZWYKŁA  | (Mk 3,20-35)

Czasem tak nas wciągnie zajęcie, że tracimy rachubę czasu, po prostu gubimy się w czasie. Podobnie jest z dłuższym zajęciem, rozłożonym na kilka dnia, czy nawet tygodni, może ono nas tak pochłonąć, że tracimy kontakt z rzeczywistością, tracimy jakiś fundament, to co robimy staje się najważniejsze, choć nie jest dla nas najważniejsze i przez to, że cali wchodzimy w to zadanie, gubimy nasze priorytety, nasze wartości, po prostu się gubimy. Trochę jak ze zbieraniem grzybów, można się tak na nich skupić, że w pewnym momencie traci się orientację i w konsekwencji gubimy się, nie wiedząc gdzie jesteśmy, nie znając drogi powrotu.

Dzisiaj widzimy w pierwszym czytaniu jak Ewa w raz z Adamem się pogubili, tak bardzo skupili swoją uwagę na owocu, że stracili orientację, wyczucie, przestali racjonalnie myśleć, pogubili się. Konsekwencją ich czynu była ucieczka, lęk, strach i świadome ukrywanie się – pogubili się, a później brnęli jeszcze bardziej chowając się przed Bogiem, przed Którym przecież schować się nie można.

Dzisiejsze pierwsze czytanie kochani zwraca naszą uwagę na nasze codzienne postawy, na naszą orientację w terenie – czy wiem, gdzie dzisiaj jestem? Jaki to jest moment, czas i sytuacja w moim życiu. Czy mam świadomość swojej sytuacji życiowej? Czy jestem zagubiony, czy pogubiłem się w swoim życiu, czy ukrywam się przed Bogiem z lęku i strachu, bo zgrzeszyłem w taki, czy inny sposób.

Postawy Ewy i Adama bardzo mocno ukazują nasze postawy, gdzie po prostu w życiu się gubimy, a gdy już zabrniemy dość daleko, zaczynamy się chować z tym wszystkim, co nosimy w sobie, wiedząc doskonale, że jest to złe, że przez to cierpimy, że nie daje nam to przecież spokoju, chowamy się z tym przed ludźmi i przed Bogiem – wstydząc się, bo nasze postępowanie obnaża naszą pozorną radość i szczęście ukazując prawdę, że wcale tak nie jest!

A Bóg do każdego z nas woła „gdzie jesteś” i nie dlatego, żeby nas ukarać za nasze postępowanie, lecz aby nam pomóc. Bóg szuka każdego z nas, pragnie nas odnajdywać, wskazywać nam drogę powrotu. Gubimy się, a jednak Bóg zawsze ma dla nas drogę powrotu i choć przed Bogiem nic się nie ukryje, przed Nim się nigdy nie schowamy, przed Nim zawsze stajemy tacy, jacy jesteśmy, czyli nadzy – to Bóg w Swoim ogromnym Miłosierdziu okrywa nas swoją miłością, przywracając nam orientację w terenie, priorytety oraz wartości, które pogubiliśmy.

Bóg odnajduje nas nawet na najgłębszych dnach naszego życia, bo nas BARDZO KOCHA, tak bardzo, że posłał Swojego Syna, aby wszystkie zbłąkane i zagubione owce z powrotem przyprowadzić do Siebie!!!

IX NIEDZIELA ZWYKŁA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

IX NIEDZIELA ZWYKŁA | (Mk 2,23-3,6)

Wokół nas znajdują się różni ludzie. Są tacy, którzy wszędzie znajdują problem, dla których wszystko jest problemem. Często zwracamy się do nich „że mają ze wszystkim wieczny problem”. Niestety, tacy ludzie dostrzegają bardzo mało dobra, albo nawet wcale go nie zauważają, dlatego że wszystko dla nich jest problemem.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam faryzeuszy, którzy ciągle mają problem, którzy we wszystkim go dostrzegają. Największym ich problemem jest Jezus. Staje przed nimi Wieczna Radość, a oni z Nim mają „wieczny problem”. Postawa faryzeuszów ukazuje nam bardzo często ludzi, którzy mimo pojawiającego się wokół nich szczęścia i radości, ciągle doszukują się problemu. Tak jak faryzeusze nie potrafią dostrzec w działaniu Bożym jawnego cudu, tylko ciągle doszukują się jakiegoś problemu, złamania prawa. Przez to szansa na radość i szczęście jest niewykorzystywana, co w konsekwencji rodzi ciągłe niezadowolenie, frustrację, podejrzliwość, zazdrość i szukanie problemu. A za tym wszystkim oczywiście kryją się ci, którzy padają ich ofiarami.

Jezus, w dzisiejszej Ewangelii, nie zwraca uwagi na podejrzliwość i oskarżania ze strony faryzeuszów, tylko wciąż niesie dobro i na pierwszym miejscu stawia miłość do bliźniego, tym samym ucząc nas, aby kierować się w życiu miłością do drugiego, rozwiązując problemy, a nie ciągle stawiając je przed człowiekiem. Postawa Jezusa w dzisiejszej Ewangelii jest również nieugięta. Konsekwentnie staje ponad problemem i nie zważa na tych, którzy swoją postawą, pod pozorem łamania prawa, zabraniają czynić dobro.

Liturgia Słowa, którą dzisiaj rozważamy, bardzo często odzwierciedla nas samych, nasze sytuacje z życia, gdy wstrzymujemy się przed niesieniem dobra z powodu lęku, obaw czy też z powodu własnych ograniczeń, strachu przed opinią publiczną. Uginamy się pod ciężarem głosu większości, który tylko na pozór zdaje się mieć rację. Dzisiejsze pytanie Jezusa skierowane jest również do nas: co można uczynić drugiemu człowiekowi, czy uczynić coś dobrego, czy coś złego. Odpowiedź postawi nasze serca w prawdzie.

TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

 

TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ | (Mt 28,16-20)

Dość często używamy zwrotu „człowiek o dwóch twarzach”, bądź jak mamy do czynienia z nieszczerym zachowaniem mówimy, że ktoś jest dwu licowy. Nie lubimy kiedy ktoś wobec nas jest fałszywy, z jednej strony się uśmiecha, a z drugiej zaczyna coś kombinować, w twarz mówi nam co innego, a za plecami co innego. Unikamy takich ludzi, takich zachowań – po prostu nie akceptujemy tego.

Dzisiaj w Uroczystość Trójcy Świętej wpatrujemy się w Boga o trzech twarzach, w Boga, który mimo swej jedności jest trzema Osobami. Paradoks polega jednak na tym, że mimo trzech różnych twarzy (Ojciec, Syn, Duch Św.) – Bóg jest taki sam! Trzy Twarze Boga, to nie Jego trójlicowość, to Jedność w byciu, działaniu i obcowaniu z nami!

Dzisiejsza Uroczystość kochani, to dobry moment i czas, aby sprawdzić jakie jest nasze serce, jakie nasze myśli, jakie nasze działania i jaka jest nasza zewnętrzna postawa – czy mamy jedną twarz, czy mamy wiele twarzy, czy działamy na jednej płaszczyźnie, czy wkrada się w nasze życie dwulicowość, czy wobec innych jesteśmy szczerzy i prawdziwi, czy kierujemy się fałszem.

Nie tak dawno można było obejrzeć w kinach film pt. „50 twarzy Greya”. Widz stawiał sobie pytanie: która z tych twarzy była prawdziwa, skoro było ich tak wiele? Kim on był, skoro grał tak wielu? Kiedy mówił prawdę, a kiedy nie? Film filmem, ale jakże często podobnie jest w naszym życiu. Brakuje nam jedności w byciu, działaniu, mówieniu – bardzo często mamy wiele twarzy, a każda z nich jest inna, różnią się od siebie!

Uroczystość Trójcy Świętej przypomina nam dzisiaj, jak ważna jest prawda i jedność w naszym życiu – jedność, którą najpierw budujemy w sobie: to jak myślę, to co mówię, to jak się zachowuję – wszystko sprowadza się ku jednemu – zero rozbieżności i fałszu, wszystko na jednym poziomie, na jednym fundamencie! Wszystko budowane na Bogu i czerpane z Boga! Jeden fundament i jedno źródło uczyni nasze postępowanie, nasze myśli, nasze bycie – JEDNO! I choć czasem zdarzy nam się złościć, zdarzy nam się płakać, zdarzy nam się zgrzeszyć, zdarzy nam się śmiać do łez – mimo różnych twarzy będziemy jedno – bo scalać nas będzie miłość Boża, która łączy w JEDNO Trójcę Świętą!!!

ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO


 

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

Zesłanie Ducha Świętego

(J 15, 26-27; 16,12-15)

Często bywa tak, że oczekując jakiegoś wydarzenia, które jest dla nas ważne, nastawiamy się na nie w jakiś sposób mając różne oczekiwania. Wyjazd, spotkanie, koncert, albo coś, co od dłuższego czasu planowaliśmy czy przygotowywaliśmy – z nastawieniem przekonani, że będzie to wydarzenie niezapomniane, oczekujemy dnia, w którym wszystko ma się wydarzyć. Jak bolesne i przykre bywają rozczarowania, że nie było tak jak myśleliśmy! To miał być „taki dzień” i „taka chwila”, a okazało się wszystko całkiem inne…

Dzisiaj w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego apostołowie nie mają żadnych oczekiwań, nie są w żaden sposób nastawieni do tego, co ma się wydarzyć, po prostu są i czuwają – czekając na obiecanego Ducha Świętego!

Widząc jak apostołowie przeżywają Zesłanie Ducha Świętego, można popaść w pokusę nastawienia się i jakiegoś dziwnego oczekiwania – wydarzeń jakie będą towarzyszyć Zesłaniu Ducha Świętego. A okazuje się, że Duch Święty wcale nie chce abyśmy się nastawiali na to, w jaki sposób On przyjdzie i jakie temu znaki towarzyszyć będą! On został nam dany – nie trzeba prosić aby Bóg Go dał, trzeba prosić żeby przyszedł i cierpliwie czekać – bez nastawiania się na to, co będzie się działo!

Można się bardzo zawieść przyjściem Ducha Świętego, ale tylko dlatego, że nasze wyobrażenia Zesłania są błędne. Duch Święty przychodzi jak ożywczy deszcz, przychodzi w charyzmatach, w darach, w łaskach – ale również przychodzi jak zimny prysznic – z prawdą o nas! Przychodzi ukazując nam stan naszego serca, podprowadzając nas pod konfesjonał. Przychodzi, aby potrząsnąć nami i wskazać na największą i najważniejszą wartość jaką jest miłość!

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” – św. Paweł, który tak często wspominał o charyzmatach i sam doświadczał ich działania, mówi jasno i wyraźnie, że miłość jest najważniejsza! Duch Święty przychodzi umacniając w nas to, co jest z Boga, wskazując na to, co nie jest z Boga! Bez spektakularnych wydarzeń, w prostocie i cichości umacniając i ożywiając naszą wiarę tak, aby nigdy w nas nie zabrakło Bożej miłości i byśmy nigdy o tę miłość nie przestawali zabiegać!