Archiwa tagu: rozważania

II NIEDZIELA ADWENTU


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 1, 1-8)

Podróże, wyprawy czy wycieczki, choć podejmowane z entuzjazmem, to z czasem po prostu męczą. I tak jak na początku chciało się wyruszyć w drogę, to po pewnym czasie zmęczenie może spowodować, że zniechęceni albo zaczniemy się zastanawiać nad dalszą wędrówką, albo uznamy że może jednak pora wracać, odpuszczając sobie dalsze wędrowanie.

Za nami pierwszy tydzień Adwentu. Poranne wstawanie, systematyczność i dalsza podróż mogą przyczynić się do pierwszych objawów zniechęcenia i pokusy aby zawrócić, zrezygnować z tej drogi jaką jest Adwent.

Dzisiaj w Ewangelii cytowany jest fragment z Księgi proroka Izajasza, aby przygotować drogę Panu i prostować dla Niego ścieżki swojego życia. Mowa jest kochani o tym, abyśmy się nie łudzili, że na naszej drodze adwentowej, nie pojawią się wszelkie możliwe przeszkody, mające nam udaremnić spotkanie z Jezusem, abyśmy nie dotarli do stajenki Betlejemskiej. Przeszkody i trudności będą chciały nas zniechęcić do dalszej wędrówki tą drogą. Przeszkody i trudności są różne, większość z nas pewnie je już zauważa: brak snu, zdenerwowanie, irytacja; różne komentarze tych, którzy choć idą obok, to jednak nie drogą Adwentu; może jakieś docinki ze strony bliskich; może temat Rorat nie taki, jaki byśmy chcieli; może ksiądz powinien być inny… Przeszkód kochani nie zabraknie, można powiedzieć, że im dłużej na drodze, tym będzie ich więcej – jednak nie można się zniechęcać, nie można się poddawać! Trzeba nieustannie przygotowywać drogę Panu, czyli być na niej, pilnować jej i usuwać wszelkie przeszkody, które się na niej znajdują, aby nic, ani nikt nie zwiódł nas z jedynej, prowadzącej do Dziecięcia Jezus drogi - Adwentu!

Jednak podczas walki z przeszkodami, trzeba pilnować serca, to znaczy prostować ścieżkę swojego życia, aby Pan mógł dotrzeć do naszego serca, by mógł się w nim narodzić. Przed świętami dbamy o wystrój domu, dbamy o to, aby na stole niczego nie zabrakło, a później dbamy również i o to abyśmy i my byli eleganccy, ładnie ubrani, przyszykowani na święta. Tak samo jest z przeszkodami i prostowaniem ścieżek życia. Przeszkody to wszystko co nas otacza, a ścieżka to my, nasze serca – o wszystko trzeba zadbać! Ludzie Izraela prostowali ścieżki wyznając swoje grzechy w rzece Jordan podczas chrztu. Każdy z nas ma taką możliwość! Zadbać o serce, aby było gotowe na przyjęcie małego Jezusa! Czasem może nas to dużo kosztować. Gdybyśmy jednak spojrzeli na to, ile wysiłku kosztowało trzech Królów przybycie do Jezusa, jaką cenę zapłaciła za Narodziny Jezusa Święta Rodzina, to niczym byłby dla nas każdy wysiłek!

I choć może faktycznie trudności i problemów przybywać, i wcale nie jest tak łatwo prostować ścieżki życia dla Pana, to trudność, jaka dzisiaj powstaje, jest niczym w porównaniu z tym, co niesie za sobą Boże Narodzenie i nasza obecność przy małym Jezusie!

I NIEDZIELA ADWENTU


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 13,33-37)

 

Lubimy przychodzić na gotowe. Gotowy obiad, posprzątane w domu, praca zrobiona. Unikamy trudu, łatwość i szybki efekt – to lubimy. Adwent to nie łatwizna, to nie przychodzenie na gotowe. Adwent to czas przygotowania serca na Narodzenie Jezusa.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus mówi do nas abyśmy czuwali przy powierzonych nam obowiązkach. Nie w bezczynności, spoczywaniu na laurach, przyglądaniu się wykonywanej pracy – mamy czuwać czynnie, być w ciągłej drodze i nie ustawać! Mamy czuwać aktywnie, tak, aby powierzone nam zadanie pomagało nam odkrywać Boga, a zarazem przybliżać nas do Niego.

Kiedy patrzymy na Trzech Króli, oni wyruszyli w stronę Jezusa, aktywnie przeżyli czas Adwentu – czas podróży, który prowadził do Bożego żłóbka. Nie trafili tam z dnia na dzień. Podejmując długą i trudną drogę przeżywali swój Adwent. Każdego dnia czujnie i bacznie obserwowali gwiazdę, która wskazała im miejsce narodzin Jezusa.

Tak samo jak Maryja i Józef przeżywali swój Adwent - oczekując Narodzenia Jezusa. Dla nich Adwent był ucieczką przed Herodem, cierpieniem, szukaniem dachu nad głową. Adwent dla nich był trudnym czasem – jednak przeżywanym w ciągłym oczekiwaniu na Narodzenie Jezusa. Maryja i Józef nie siedzieli bezczynnie w jednym miejscu – oni byli w ciągłej drodze, nic nie było przygotowane, nic nie było gotowe – gotowe i przygotowane były ich serca – dlatego Bóg się narodził!

Adwent kochani, to czas dzięki któremu nie czekamy na gotowe, nie przypatrujemy się jak wszystko jest szykowane na naszych oczach. Adwent to czas, który chroni nas przez bezczynnością! I choć jest trudny, pełen wysiłku i wyrzeczeń to jednak jest drogą, jedyną drogą prowadzącą do Stajenki Betlejemskiej. Czasem zastanawiamy się nad tym, dlaczego Boże Narodzenie dla nas wcale nie jest Bożym Narodzeniem - być może właśnie dlatego, że obraliśmy złą drogę. Adwent jest jedyną drogą prowadzącą do Dziecięcia Jezus. Poprzez Roraty, rekolekcje adwentowe, spowiedź, mimo niełatwych warunków – bo przecież przeżywanych między szkołą, pracą, obowiązkami domowymi przygotowujemy nasze serca. Adwent dla nas jest jak Gwiazda Betlejemska dla Trzech Króli, jeżeli będziemy czujni i szli drogą, którą nam wytycza i wskazuje, spotkamy się z Jezusem!

Każdy trud i wysiłek włożony w czas Adwentu przerodzi się w radość i szczęście z Narodzin Jezusa w naszym życiu. Uczyńmy nasze serca grotą betlejemską – choć ubogie i nędzne, to jednak czuwające i gotowe na przyjęcie Jezusa!

UROCZYSTOŚĆ JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 25,31-46)

 

Św. Albert Chmielowski (1846–1916)
"Ecce Homo" 1881
Sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta w Krakowie

Co to znaczy królować? Niejednokrotnie znaczyło to mieć nad kimś i nad czymś władzę. Królować to również reprezentować dany kraj czy społeczeństwo. Dzisiaj obchodzimy uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata co oznacza, że z jednej strony Jezus jest Panem całego świata, ale z drugiej strony On również ten świat reprezentuje, w szczególności reprezentuje wszystkich ludzi.

Św. Brat Albert namalował słynny obraz Ecce Homo (Oto Człowiek), na którym Jezus jest po biczowaniu, tuż przed drogą krzyżową. Namalowany Jezus jest przedstawiony jako Król w koronie cierniowej, w purpurze, jest przedstawiony jako prawdziwy człowiek. Św. Brat Albert spędzając długie chwile na modlitwie dostrzegł w Jezusie Królu Wszechświata prawdziwego człowieka, reprezentanta wszystkich ludzi, najmniejszych, najbardziej potrzebujących, wszystkich zepchniętych na margines społeczny. Dlatego też w pewnym momencie dostrzegł w tych najmniejszych, najbardziej potrzebujących samego Jezusa, który będąc Królem i Panem całego świata reprezentuje właśnie tych najmniejszych!

Niemożliwością jest, aby król nie miał swojego państwa, swojego narodu. To właśnie dlatego jest królem, ponieważ ma swoje państwo i swoich ludzi. Jeżeli Jezus jest Królem, a my jako ludzie uważamy siebie za Jego naród, czyli osoby poddane Mu – to wraz z Jezusa Królowaniem powinniśmy przyjąć takie zasady i takie prawa, jakie panują w państwie Króla. Jakie to zasady i prawa? Konkretyzuje je dzisiejsza Ewangelia – bardzo dobitnie i dosadnie. Jest długa i pewnie niejeden z nas zastanawia się, po co Jezus tyle razy powtarza te same słowa? Właśnie dlatego, aby nic nie umknęło naszej uwadze, byśmy bardzo mocno sobie uświadomili, czym powinien kierować się człowiek, który pochodzi z państwa Jezusa! Owo państwo nie ma granic, więc i my winniśmy bez granic kierować się tym prawem jakie ustanowił Król! Prawo miłości i miłosierdzia obowiązuje w państwie Króla, to znaczy obowiązuje nas wszędzie! Oczywiście nikt za złamanie prawa nie zostanie ukarany już, ale da do zrozumienia Królowi, że nie chce być w Jego państwie i będąc obojętnym na ludzi, sam opowie się za innym królestwem i za innym panem…

Nam, ludziom Fundacji, tym wszystkim, którzy należą do Drużyny Chrystusa, dzisiejsza Ewangelia jest bardzo bliska, szczególnie słowa Jezusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Te słowa Król nam dzisiaj przypomina, byśmy nieustannie szerzyli królestwo Chrystusa, byśmy byli rozpoznawalni jako Jego ludzie, a tym samym byśmy nieustannie i każdego dnia opowiadali się za naszym JEDYNYM KRÓLEM I PANEM!

Jeżeli chcemy powiedzieć naszemu Królowi: dziękuję, kocham Cię, jeżeli w jakikolwiek sposób chcemy Mu się odwdzięczyć – mamy taką możliwość – Nasz Król jest zawsze przy nas – On jest tym najmniejszym – jeżeli Go tam odkryjemy, będziemy mogli każdego dnia służąc bliźnim, służyć samemu Królowi, mówiąc Mu przy tym – Dziękuję Królu, że mogę należeć do Twojego królestwa!

NIEDZIELA ZWYKŁA 18.11.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 25,14-30)

Kto z nas nie lubi dostawać prezentów? Chyba nie ma takiego człowieka, który by ich nie lubił. Uśmiech dziecka, które dostaje prezent, to widok bezcenny, z resztą myślę, że każdego z nas zalewa fala radości, kiedy otrzymujemy prezent i to jeszcze taki, który nam się marzył. A my, jak już kogoś obdarzamy, to często patrzymy na to, co by ta osoba chciała otrzymać. Często jesteśmy w stanie na bardzo różnorakie poświęcenia finansowe, byle by zdobyć daną rzecz, by nią móc sprawić radość drugiemu człowiekowi.

Dziś w Ewangelii słyszymy, że bogaty człowiek obdarza sługi swoim bogactwem, ot tak, po prostu. Każdy coś dostaje. Nie ma pominiętego, wszyscy są obdarowani, nikt na nic nie zasłużył, a każdy coś otrzymał.

Jest to kochani obraz Boga, który każdego człowieka obdarował, nikogo nie pominął! Wszyscy dostali. Gdybyśmy się dobrze rozejrzeli, to większość jest po prostu nam dana… Tak po prostu. Od życia począwszy, po każde drzewo, które mijamy, góry, na które się wspinamy, chmury, na które patrzymy, słońce, które nas opala, morze, w którym pływamy, gwiazdy, które obserwujemy, zwierzęta, które z nami żyją, przyjaciele, którzy przy nas są, rodzina, która nas wspiera i ci wszyscy, których tak bardzo kochamy! Jakże można przy takim obdarowaniu nie dawać?!

Bóg szczególnie obdarował wszystkich nas swoją miłością! Każdy ją otrzymał, nikt nic nie musiał zrobić, nikt nie musiał na nią pracować, nikt nie musiał za nią płacić – miłość Bożą otrzymał każdy człowiek! Dlatego, też każdy człowiek potrafi kochać, potrafi doświadczać miłości, potrafi ją w sobie zauważyć! Jednak tę miłość można w życiu roztrwonić, czyli zakopać! Można przestać kochać – nie kochając! Jeżeli każdy dostał miłość, to po to, aby ją w swoim życiu rozmnożyć,to znaczy po prostu ją dawać! Dawać swoim bliskim, rodzinie, żonie, dzieciom, babci, dziadkowi. Jest tyle możliwości dawania miłości, że można ją rozmnażać każdego dnia na wiele sposobów! Jednak można też ją utracić, po prostu nie kochając… W technikum postanowiłem na weekend pojechać w miejsce, gdzie jeździłem w wakacje na rekolekcje. Mieszkałem w domku, w lesie i tam rąbałem drzewo z takim jednym panem. Opowiadał mi, że miał w życiu wszystko: piękny dom, wspaniałą rodzinę, dobrą firmę, no i sporo pieniędzy. Wszystko stracił… Przyczyniły się do tego brak miłości i alkohol. Bardzo było mi go szkoda, ponieważ nie mógł już nic zrobić. Można powiedzieć, że stracił to, co miał najcenniejszego, ale wtedy nie miał świadomości co traci.

Trzeba nam kochani uświadomić sobie bardzo mocno, jaki ogromny skarb Bóg nam zostawił! Jest on w naszym posiadaniu, jednak jak widzimy po Ewangelii, nie należy on do nas, bo przyjdzie taki czas, że będzie się trzeba rozliczyć z tego, co dostaliśmy. Jeżeli nie wiemy, ile talentów mamy, bądź czy dobrze nimi dysponujemy, wystarczy spojrzeć na to, jak traktujemy ludzi, którzy są najbliżej nas – rodzinę, przyjaciół, znajomych, kolegów z pracy i tych, których spotykamy. Czy w relacji z nimi pomnażamy talenty? Czy zakopujemy je gdzieś głęboko w sobie nie dzieląc się nimi?

Przy sądzie ostatecznym Bóg nie zapyta o sukcesy zawodowe, o pozycję w społeczeństwie, o zarobione pieniądze. Bóg zapyta, czy kochaliśmy i ile kochaliśmy. I czy nasza miłość wobec innych, choć trochę dorównywała ilością i jakością Bożej miłości wobec każdego z nas!

NIEDZIELA ZWYKŁA 12.11.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 25,1-13)

Terminy gonią wszystkich: budujących domy, autostrady, obwodnice; uczniów, którzy mają złożyć pracę, studentów, magistrantów; wszystkich tych, którzy się zdeklarowali do czegoś w danym przeciągu czasu. Ile nerwów i stresu, kiedy czas nagli, a my jeszcze nie mamy dokończonego tego do czego się zobowiązaliśmy? I choć termin jest znany, to jednak nie zawsze od nas zależy rezultat naszego zobowiązania.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o pannach, które nie znały terminu, ale wiedziały jakie jest ich zadanie, miały nieokreślony czas działania, a jednak nie wystarczył do tego, żeby się wyrobiły z tym zadaniem.

Panny, które dziś zaskoczył koniec czasu na działanie, przypominają nas, którzy ciągle sobie powtarzamy, że mamy czas, że nie trzeba nam się spieszyć, bo przecież jest jeszcze tyle czasu. Tylko zapominamy, że nieograniczony czas nie oznacza, że się nie skończy. Brak tej świadomości, może nas uśpić i przyczynić się do tego, że przestaniemy myśleć nad tym, co się dzieje wtedy kiedy czas się kończy. A przecież czas się skończy każdemu, prędzej czy później. Może być tak, że skończy się każdemu z osobna, a może być tak, że skończy nam się wszystkim razem. To, że dziś nic nie zapowiada tego, że zbliża się koniec dla nas czy dla świata, nie oznacza, że tego końca zaraz nie będzie… Tak jak Noe, który budował Arkę wtedy, kiedy nic nie zapowiadało powodzi, nabijali się z niego, on jednak wiedział, że zbliża się koniec czasu - początek potopu.

Spowiedź - po co? Przecież mam jeszcze czas! Pora się pogodzić, ale jeszcze nie teraz - mam czas! Pora zrobić coś ze swoim życiem - spokojnie, jeszcze jest tyle czasuuuu! - ILE? Kto z nas jest w stanie stwierdzić, że ma go dużo, bądź, że ma go mało? Nikt, dlatego tak ważne jest czuwanie, by nas nie zaskoczył termin i zdanie sprawy z tego, czy gotowi jesteśmy na przyjście Pana.

NIEDZIELA ZWYKŁA 05.11.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 23,1-12)

Ciężko jest słuchać tych, którzy każą siebie słuchać. Ciężko jest słuchać tych, których słowa nie mają poparcia w życiu. A z jaką lekkością przychodzi nam słuchać, tych którzy chcą naszego dobra i słowa, które wypowiadają potwierdzone są świadectwem ich życia, bądź słowa które wypowiadają są ich życiem.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus mówi, żeby słuchać i wykonywać to, co mówią uczeni, ale żeby ich nie naśladować… Jezus zwraca naszą uwagę na to co mówimy z tym jak żyjemy, czy w naszym życiu jest spójność tego co głosimy ze świadectwem codziennego życia.

Dzisiaj tak jak nigdy potrzeba jest świadków, a nie nauczycieli. Gdybyśmy spojrzeli na Pana Jezusa, to całe Jego nauczanie było poparte świadectwem życia. Wszystkie Jego znaki były dopełnieniem tego, jak żył i co mówił. Jezus nie uczył kochać słowami, Jezus uczył kochać - kochając. Wszystkie przypowieści i nauki były obrazem Jego miłości do nas. On po prostu kochał i głosił miłość. Wszystko co mówił i czynił było spójne, prawdziwe i pociągające, ponieważ było przesiąknięte ogromną miłością do nas.

Czasem główkujemy nad nowymi metodami ewangelizacji i dobrze, bo Dobrą Nowinę trzeba głosić, jednak często za nowymi technikami głoszenia Ewangelii pojawia się pokusa braku zaangażowania serca. Bardziej technika, akcja i działanie – niż miłość do tych, do których mówię. Byłem raz na ewangelizacji i grupa ewangelizatorów tak bardzo przejęła się głoszeniem Jezusa ludziom, których spotkają, że zapomnieli głosić Go najpierw sobie raniąc siebie bardzo… Jak ważna jest spójność tego co mówię z tym jak żyję! Często niezauważalny gest miłości, więcej powie i bardziej dotrze niż niejedna, pięknie przygotowana, konferencja. Doświadczyłem tego, kiedy przychodziłem do sklepu, w którym sprzedawał człowiek deklarujący się jako niewierzący. Podawałem mu rękę, mówiłem dzień dobry, a raz, gdy próbował wnieść wersalkę do swojego domu, zaproponowałem mu pomoc. Na drugi dzień spotkałem go i zaczął ze mną rozmawiać sam z siebie i powiedział, że po tym jak zaproponowałem mu pomoc, dostrzegł we mnie takiego samego człowieka jak on.

Spójność tego jak żyjemy z tym co mówimy da tylko miłość, która jest w nas dzięki stałej i częstej modlitwie. Wtedy nawet nie zauważamy, że zaczynamy naśladować Jezusa w tym jak żył i co mówił. Takie życie to prawdziwe świadectwo wiary, ponieważ każdy gest i słowo to spójność naszego serca w którym mieszka Bóg, czyli MIŁOŚĆ.

Nie trzeba grać, nie trzeba udawać – wystarczy być sobą, z takim uśmiechem jaki mam, z takim charakterem jaki mam, z taką osobowością jaką mam – Bóg nie chce być nami, On chce działać przez nas!

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO 16.04.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Za nami Triduum Paschalne, najważniejsze wydarzenia w życiu człowieka wiary! Dobrze sobie uświadomić co się wydarzyło w tych dniach! Co ludzie uczynili i czego dokonał Jezus! Wielki Tydzień, który wpisane ma w sobie wielkie wydarzenia, których my jesteśmy uczestnikami, których jesteśmy sprawcami i których jesteśmy adresatami!

Wielki Czwartek – dzień ustanowienia Eucharystii oraz święcenia pierwszych Apostołów, można powiedzieć pierwsza Komunia Św. przyjęta świętokradzko przez Judasza, bo przyjęta w grzechu ciężkim. Apostołowie wyświęceni, a chwilę po święceniach wyparli się Jezusa, będąc niewiernymi swojemu powołaniu.
Wielki Piątek, milczenie Jezusa i krzyk świata, totalne ogołocenie ze wszystkiego po samą godność! Potraktowanie Jezusa jak nikogo innego, ani wcześniej ani później, to ostanie miejsce zajęte przez Jezusa, którego nigdy nikt nie zajmie!

A dziś Jezus ZMARTWYCHWSTAJE i nikomu nie robi żadnych wymówek, na nikogo nie jest obrażony, nikogo nie karze, ani nie osądza! Jezus nie ZMARTWYCHWSTAJE, aby się zemścić, czy wyrównać porachunki, On ZMARTWYCHWSTAJE, aby powiedzieć ludziom wszystkich czasów, czyli tym, którzy byli naocznymi świadkami, jak również nam, że WIELKIE rzeczy, które miały miejsce wydarzyły się ze względu na ogromną miłość do nas i aby być z nami do końca czasów! Chce nam Jezus przez swoje ZMARTWYCHWSTANIE powiedzieć i przypomnieć, że mimo naszych grzechów naszych słabości, wad i nędzy, On zawsze jest z nami i pozostanie zawsze z nami! Z takimi jakimi jesteśmy, abyśmy przy Nim przemieniali nasze serca! Jezus nie przyszedł na świat ze względu na grzech, On przyszedł na świat ze względu na nas!

To jest najlepsza nowina dla nas! Grób Jezusa, który powinien przypominać grzechy świata, po których Jezus umarł, zostaje pusty, nie ma w nim śladu po Jezusie… Można powiedzieć brak dowodów naszej winy… Jezus nie chce, abyśmy się obwiniali, On pragnie byśmy mieli świadomość swoich słabości i tego, że jesteśmy zdolni do każdego grzechu, jednak każdy, kto wierzy w Niego i żałuje wszystkich swoich występków, nigdy nie będzie obarczony winą, tylko otulony usprawiedliwieniem – Bożym Miłosierdziem. Tak jak grób pozostał pusty i po Jezusie ani śladu, tak po naszych grzechach nie będzie śladu! Jezus ZMARTWYCHWSTAŁ, abyśmy mieli nadzieję, ZAWSZE mieli nadzieję, że TEN, KTÓRY pokonał śmierć, pokonał również każdy mój grzech, a tym samym i mój grób uczyni pustym!!

PAN JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁ!! PRAWDZIWE ZMARTWYCHWSTAŁ!!

VI NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 09.04.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Ostatnio kiedy szedłem po Koszalinie zaczepił mnie mężczyzna. Chwilę porozmawialiśmy i on w pewnym momencie powiedział do mnie, że jego życie to droga krzyżowa i zastanawia się przy której stacji dzisiaj jest i ile jeszcze stacji zostało…

Niedziela Palmowa, czyli niedziela Męki Pańskiej, to dobry czas aby zadać sobie właśnie to pytanie: przy której stacji drogi krzyżowej dzisiaj jestem, ile ich mam już za sobą, może nie mogę w ogóle ruszyć z miejsca? Drugie pytanie, które warto sobie zadać to pytanie o to, kim jestem na tej drodze krzyżowej, czyli w której z postaci bym siebie odnalazł?

Kiedy słuchamy Ewangelii wg Św. Mateusza, tak bardzo wybrzmiewa miłość i niewinność Jezusa, a z drugiej strony – samotność i cierpienie jakie przeżywa.

Bardzo często odprawiając drogę krzyżową, rozważając Mękę Pańską przekładamy ją na własne życie i zamiast skupić się na tym, jak bardzo Jezus cierpiał, to zaczynamy się skupiać na tym, jak bardzo my cierpimy. A to przecież nieporównywalne cierpienie… Bóg, który mógł powiedzieć wszystko na swoją obronę – milczał, bez grzechu i wszechpotężny – skazany winowajca upadający pod ciężarem krzyża. Bóg, który stworzył człowieka – potrzebuje jego pomocy, Bóg posiadający wszystko pozostaje z niczym. Wskrzeszający umarłych, sam umiera na krzyżu, posiadający swoje miejsce u Ojca zostaje pochowany w grobie… Jezus cierpi nie dlatego, że na to zasłużył, lecz aby swoim cierpieniem wysłużyć nam Zbawienie.

Przy której stacji dziś jestem i kim na niej jestem? Milczę, czy skazuję? Krzyczę za tłumem, czy mam własne zdanie? Pomagam, czy tylko obserwuję? Podnoszę, czy z ciekawością przyglądam się jak samemu sobie poradzi? Zabieram, czy daję? Pocieszam, czy jestem obojętny na łzy? Używam młotka do wbijania gwoździ, czy chusty do ocierania twarzy? Krzyżuję, czy ratuję? Wierzę, czy wątpię? Kocham, czy nienawidzę? Przebaczam, czy się wiecznie gniewam? Grzech, czy łaska? Śmierć, czy życie?

Każdy człowiek przechodzi w swoim życiu drogę krzyżową, każdy! Jednak nie każdy dźwiga krzyż… Dziś warto zastanowić się kim jestem na drodze krzyżowej i w jakiej stacji właśnie biorę udział! Jezus zajął ostatnie miejsce skazańca i nikt Mu go nie odbierze, jednak można być zaraz obok Niego wisząc na własnym krzyżu, można być pod krzyżem u boku Maryi, można przejść obok i niczego nie widzieć, można patrzyć i nie dowierzać, można urągać i się śmiać…

Jaka stacja jest dziś w moim życiu i kim ja na niej jestem….?

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 02.04.2017

ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


 

W dzisiejszej Ewangelii możemy dostrzec Jezusa jako prawdziwego człowieka, który wzrusza się widząc cierpienie innych ludzi i płacze, oraz Jezusa prawdziwego Boga, który wskrzesza zmarłego Łazarza.

Słuchającego dzisiejszej Ewangelii może dziwić zachowanie Jezusa, który dowiaduje się, że Jego przyjaciel jest chory i potrzebuje Jego pomocy, a nie wyrusza od razu, aby mu pomóc, aby go ratować, wręcz przeciwnie – pozostaje w miejscu, w którym jest,  jeszcze przez dwa dni. Jak by Mu się w ogóle nie spieszyło, jednak kiedy sytuacja się rozwija, zaczynamy dostrzegać, że tak na dobrą sprawę Jezus cały czas wie co robi,  wszystko jest w Jego rękach i nic Mu się nie wymyka spod kontroli. Jest Panem sytuacji, Panem czasu i Panem życia! On nad wszystkim panuje!

Jak że ważna to dla nas wiadomość – Bóg jest Panem mojego życia, to znaczy, że będzie zawsze tak jak On chce i nigdy inaczej. Myślę, że większość z nas doświadczyła opóźniania się Boga, zanoszone modlitwy, oczekiwanie na ich rezultat, a efekt końcowy całkiem inny niż się spodziewaliśmy. Gdybyśmy spojrzeli na Martę i Marię, czy i one nie spodziewały się czegoś innego posyłając po Jezusa? Czy nie liczyły na to, że Jezus przyjdzie i uzdrowi ich brata? Co czuły, gdy ich brat umarł, a po Jezusie ani śladu? A Jezus przybywa, nie spóźnia się, dla Jezusa nigdy nie jest za późno!! On wybiera czas, aby w konkretnej sytuacji pokazać, że jest Panem naszego życia, tym samym uspokaja nas na przyszłość.

Jezus wskrzeszając Łazarza ukazuje, że jest Panem życia, a kiedy Marta zapewnia Go o swojej wierze w zmartwychwstanie, które kiedyś nadejdzie, Jezus jej oznajmia, że zmartwychwstanie już nadeszło bo On jest zmartwychwstaniem, czyli dawcą życia! Ta piękna scena, gdy na donośny głos Jezusa Łazarz wychodzi na zewnątrz, ukazuje nam, że na Słowa Jezusa wszyscy zostaniemy wyprowadzeni ze śmierci do życia, ale również winniśmy dostrzec, że każdego dnia na Słowa Jezusa jesteśmy wyprowadzani z niewoli grzechu do życia w łasce! Ten kamień to grzech, ten grób to nasz stan w grzechu, a opaski krępujące nasze ciało to wszystkie zniewolenia, których doświadczamy – wystarczy jedno Słowo Jezusa a wszystko się zmienia! Grzech, który niedawno był między mną a Jezusem zostaje usunięty, stan w którym żyłem, który mnie zamknął i zniewolił nie ma nade mną władzy, jestem wolny, a opaski, które cały czas mnie krępowały i utrudniały życie, zostały rozwiązane i zaczynam w pełni żyć!

Słowa: „Łazarzu wyjdź na zewnątrz!” to te same słowa: „ I ja odpuszczam tobie grzechy…” Jezus dziś do każdego z nas kieruje te słowa, abyśmy wyszli z niewoli i zaczęli żyć w pełnej wolności!!

 

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 26.03.2017

ŻYJ W  ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO…

 


Ks. Patryk Wojcieszak:

„Jestem księdzem 9 miesięcy, posługuję na parafii św. Brata Alberta w Bornem Sulinowie w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Kocham sport, pewnie po części dlatego, że jestem trochę nadpobudliwy :), ale też dlatego, że daje mi on wiele radości, a każda prawdziwa radość, przypomina mi zawsze obecność Boga pośród ludzi.
Cieszę się bardzo, że należę do Drużyny Chrystusa i dziękuję Bogu, że nie jestem w niej sam! :)”

 


Trudność z jaką przyjdzie nam się zmierzyć w tę niedzielę, to długość Ewangelii, która może spowodować, brak uwagi, czy nawet totalne wyłączenie się ze słuchania, co w konsekwencji doprowadzi do nieusłyszenia Boga.
Paradoks polega jednak na tym, że długość Ewangelii spowodowana jest zamieszaniem wokół cudu jaki Jezus zdziałał, a bardziej tym: „jak Jezus śmiał uczynić taki znak”. Bolesne jest to, że cały spór nie toczy się o wspaniałość tego znaku, tylko o „złamanie prawa i uczynienie czegoś, co nie powinno mieć miejsca”! Faryzeusze są bardziej oburzeni niż zdumieni, całe dochodzenie nie polega na próbie odpowiedzenia sobie na pytanie „co się stało”, tylko „jakim prawem Jezus to uczynił”. Niestety ślepota faryzeuszów nie pozwalała dostrzec im ogromnej miłości i dobroci Boga, oni zamiast cudu widzieli winę, zamiast uzdrowionego człowieka niewygodnego świadka, dlatego mimo pozornie zdrowego wzroku nie potrafili dostrzec w Jezusie Mesjasza.

Niewidomy człowiek wręcz przeciwnie, doświadczając uzdrowienia, ma świadomość, że to co się wydarzyło to nie złamanie prawa, ale cud, który przywraca mu wzrok. A zatem Ten, Który to uczynił jest prorokiem. Uzdrowiony tak bardzo był o tym przekonany, że gdy go wypytywano, dawał świadectwo o Jezusie i nie bał się faryzeuszów. To uzdrowienie oczu dotknęło również serca, jego oczy przejrzały, a serce uwierzyło.

W dzisiejszym świecie kiedy dostrzegamy choroby i kalectwa innych, kiedy doświadczamy własnych słabości czy powtarzanych grzechów, pytamy Boga: „Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje?! Czemu Bóg dopuszcza do tego wszystkiego?”

Gdybyśmy jednak dobrze się przypatrzyli, to bez trudu, słabości, choroby czy grzechu nie szukalibyśmy pomocy u Boga, nie pytali byśmy Go o nic. Ilu ludzi dzięki trudnemu doświadczeniu życiowemu szukając pomocy u Boga przejrzało i uwierzyło? A my jak często szukamy pomocy u Boga ze swoimi grzechami? Gdyby nie one, kto z nas tyle razy by się z Nim spotkał? Słabość, grzech, choroba, oddane Bogu są zawsze łącznikiem i momentem do poznania prawdziwego Boga.

Trudne momenty życiowe, w których bywamy bezradni doprowadzają do spotkania z Bogiem. To właśnie te momenty, choć niełatwe pozwalają nam dostrzec Jezusa w naszym życiu, pozwalają widzieć Jego działanie i moc.

Faryzeusze nie potrzebowali pomocy, czuli się mocni, samowystarczalni dlatego Bóg i Jego działanie nie było im potrzebne. A każdy kto doświadcza swojej małości, swojej słabości, swojego grzechu będzie zawsze liczył na Boga i Jego moc! Kto przychodzi do Jezusa ze swoimi dolegliwościami, ten zawsze doświadczy pomocy i choć niekoniecznie będzie to zdrowie, to na pewno Boża miłość i przebaczenie.