Archiwum kategorii: Kilka myśli…

Rozważania

I NIEDZIELA ADWENTU


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 13,33-37)

 

Lubimy przychodzić na gotowe. Gotowy obiad, posprzątane w domu, praca zrobiona. Unikamy trudu, łatwość i szybki efekt – to lubimy. Adwent to nie łatwizna, to nie przychodzenie na gotowe. Adwent to czas przygotowania serca na Narodzenie Jezusa.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus mówi do nas abyśmy czuwali przy powierzonych nam obowiązkach. Nie w bezczynności, spoczywaniu na laurach, przyglądaniu się wykonywanej pracy – mamy czuwać czynnie, być w ciągłej drodze i nie ustawać! Mamy czuwać aktywnie, tak, aby powierzone nam zadanie pomagało nam odkrywać Boga, a zarazem przybliżać nas do Niego.

Kiedy patrzymy na Trzech Króli, oni wyruszyli w stronę Jezusa, aktywnie przeżyli czas Adwentu – czas podróży, który prowadził do Bożego żłóbka. Nie trafili tam z dnia na dzień. Podejmując długą i trudną drogę przeżywali swój Adwent. Każdego dnia czujnie i bacznie obserwowali gwiazdę, która wskazała im miejsce narodzin Jezusa.

Tak samo jak Maryja i Józef przeżywali swój Adwent - oczekując Narodzenia Jezusa. Dla nich Adwent był ucieczką przed Herodem, cierpieniem, szukaniem dachu nad głową. Adwent dla nich był trudnym czasem – jednak przeżywanym w ciągłym oczekiwaniu na Narodzenie Jezusa. Maryja i Józef nie siedzieli bezczynnie w jednym miejscu – oni byli w ciągłej drodze, nic nie było przygotowane, nic nie było gotowe – gotowe i przygotowane były ich serca – dlatego Bóg się narodził!

Adwent kochani, to czas dzięki któremu nie czekamy na gotowe, nie przypatrujemy się jak wszystko jest szykowane na naszych oczach. Adwent to czas, który chroni nas przez bezczynnością! I choć jest trudny, pełen wysiłku i wyrzeczeń to jednak jest drogą, jedyną drogą prowadzącą do Stajenki Betlejemskiej. Czasem zastanawiamy się nad tym, dlaczego Boże Narodzenie dla nas wcale nie jest Bożym Narodzeniem - być może właśnie dlatego, że obraliśmy złą drogę. Adwent jest jedyną drogą prowadzącą do Dziecięcia Jezus. Poprzez Roraty, rekolekcje adwentowe, spowiedź, mimo niełatwych warunków – bo przecież przeżywanych między szkołą, pracą, obowiązkami domowymi przygotowujemy nasze serca. Adwent dla nas jest jak Gwiazda Betlejemska dla Trzech Króli, jeżeli będziemy czujni i szli drogą, którą nam wytycza i wskazuje, spotkamy się z Jezusem!

Każdy trud i wysiłek włożony w czas Adwentu przerodzi się w radość i szczęście z Narodzin Jezusa w naszym życiu. Uczyńmy nasze serca grotą betlejemską – choć ubogie i nędzne, to jednak czuwające i gotowe na przyjęcie Jezusa!

UROCZYSTOŚĆ JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 25,31-46)

 

Św. Albert Chmielowski (1846–1916)
"Ecce Homo" 1881
Sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta w Krakowie

Co to znaczy królować? Niejednokrotnie znaczyło to mieć nad kimś i nad czymś władzę. Królować to również reprezentować dany kraj czy społeczeństwo. Dzisiaj obchodzimy uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata co oznacza, że z jednej strony Jezus jest Panem całego świata, ale z drugiej strony On również ten świat reprezentuje, w szczególności reprezentuje wszystkich ludzi.

Św. Brat Albert namalował słynny obraz Ecce Homo (Oto Człowiek), na którym Jezus jest po biczowaniu, tuż przed drogą krzyżową. Namalowany Jezus jest przedstawiony jako Król w koronie cierniowej, w purpurze, jest przedstawiony jako prawdziwy człowiek. Św. Brat Albert spędzając długie chwile na modlitwie dostrzegł w Jezusie Królu Wszechświata prawdziwego człowieka, reprezentanta wszystkich ludzi, najmniejszych, najbardziej potrzebujących, wszystkich zepchniętych na margines społeczny. Dlatego też w pewnym momencie dostrzegł w tych najmniejszych, najbardziej potrzebujących samego Jezusa, który będąc Królem i Panem całego świata reprezentuje właśnie tych najmniejszych!

Niemożliwością jest, aby król nie miał swojego państwa, swojego narodu. To właśnie dlatego jest królem, ponieważ ma swoje państwo i swoich ludzi. Jeżeli Jezus jest Królem, a my jako ludzie uważamy siebie za Jego naród, czyli osoby poddane Mu – to wraz z Jezusa Królowaniem powinniśmy przyjąć takie zasady i takie prawa, jakie panują w państwie Króla. Jakie to zasady i prawa? Konkretyzuje je dzisiejsza Ewangelia – bardzo dobitnie i dosadnie. Jest długa i pewnie niejeden z nas zastanawia się, po co Jezus tyle razy powtarza te same słowa? Właśnie dlatego, aby nic nie umknęło naszej uwadze, byśmy bardzo mocno sobie uświadomili, czym powinien kierować się człowiek, który pochodzi z państwa Jezusa! Owo państwo nie ma granic, więc i my winniśmy bez granic kierować się tym prawem jakie ustanowił Król! Prawo miłości i miłosierdzia obowiązuje w państwie Króla, to znaczy obowiązuje nas wszędzie! Oczywiście nikt za złamanie prawa nie zostanie ukarany już, ale da do zrozumienia Królowi, że nie chce być w Jego państwie i będąc obojętnym na ludzi, sam opowie się za innym królestwem i za innym panem…

Nam, ludziom Fundacji, tym wszystkim, którzy należą do Drużyny Chrystusa, dzisiejsza Ewangelia jest bardzo bliska, szczególnie słowa Jezusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Te słowa Król nam dzisiaj przypomina, byśmy nieustannie szerzyli królestwo Chrystusa, byśmy byli rozpoznawalni jako Jego ludzie, a tym samym byśmy nieustannie i każdego dnia opowiadali się za naszym JEDYNYM KRÓLEM I PANEM!

Jeżeli chcemy powiedzieć naszemu Królowi: dziękuję, kocham Cię, jeżeli w jakikolwiek sposób chcemy Mu się odwdzięczyć – mamy taką możliwość – Nasz Król jest zawsze przy nas – On jest tym najmniejszym – jeżeli Go tam odkryjemy, będziemy mogli każdego dnia służąc bliźnim, służyć samemu Królowi, mówiąc Mu przy tym – Dziękuję Królu, że mogę należeć do Twojego królestwa!

NIEDZIELA ZWYKŁA 18.11.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 25,14-30)

Kto z nas nie lubi dostawać prezentów? Chyba nie ma takiego człowieka, który by ich nie lubił. Uśmiech dziecka, które dostaje prezent, to widok bezcenny, z resztą myślę, że każdego z nas zalewa fala radości, kiedy otrzymujemy prezent i to jeszcze taki, który nam się marzył. A my, jak już kogoś obdarzamy, to często patrzymy na to, co by ta osoba chciała otrzymać. Często jesteśmy w stanie na bardzo różnorakie poświęcenia finansowe, byle by zdobyć daną rzecz, by nią móc sprawić radość drugiemu człowiekowi.

Dziś w Ewangelii słyszymy, że bogaty człowiek obdarza sługi swoim bogactwem, ot tak, po prostu. Każdy coś dostaje. Nie ma pominiętego, wszyscy są obdarowani, nikt na nic nie zasłużył, a każdy coś otrzymał.

Jest to kochani obraz Boga, który każdego człowieka obdarował, nikogo nie pominął! Wszyscy dostali. Gdybyśmy się dobrze rozejrzeli, to większość jest po prostu nam dana… Tak po prostu. Od życia począwszy, po każde drzewo, które mijamy, góry, na które się wspinamy, chmury, na które patrzymy, słońce, które nas opala, morze, w którym pływamy, gwiazdy, które obserwujemy, zwierzęta, które z nami żyją, przyjaciele, którzy przy nas są, rodzina, która nas wspiera i ci wszyscy, których tak bardzo kochamy! Jakże można przy takim obdarowaniu nie dawać?!

Bóg szczególnie obdarował wszystkich nas swoją miłością! Każdy ją otrzymał, nikt nic nie musiał zrobić, nikt nie musiał na nią pracować, nikt nie musiał za nią płacić – miłość Bożą otrzymał każdy człowiek! Dlatego, też każdy człowiek potrafi kochać, potrafi doświadczać miłości, potrafi ją w sobie zauważyć! Jednak tę miłość można w życiu roztrwonić, czyli zakopać! Można przestać kochać – nie kochając! Jeżeli każdy dostał miłość, to po to, aby ją w swoim życiu rozmnożyć,to znaczy po prostu ją dawać! Dawać swoim bliskim, rodzinie, żonie, dzieciom, babci, dziadkowi. Jest tyle możliwości dawania miłości, że można ją rozmnażać każdego dnia na wiele sposobów! Jednak można też ją utracić, po prostu nie kochając… W technikum postanowiłem na weekend pojechać w miejsce, gdzie jeździłem w wakacje na rekolekcje. Mieszkałem w domku, w lesie i tam rąbałem drzewo z takim jednym panem. Opowiadał mi, że miał w życiu wszystko: piękny dom, wspaniałą rodzinę, dobrą firmę, no i sporo pieniędzy. Wszystko stracił… Przyczyniły się do tego brak miłości i alkohol. Bardzo było mi go szkoda, ponieważ nie mógł już nic zrobić. Można powiedzieć, że stracił to, co miał najcenniejszego, ale wtedy nie miał świadomości co traci.

Trzeba nam kochani uświadomić sobie bardzo mocno, jaki ogromny skarb Bóg nam zostawił! Jest on w naszym posiadaniu, jednak jak widzimy po Ewangelii, nie należy on do nas, bo przyjdzie taki czas, że będzie się trzeba rozliczyć z tego, co dostaliśmy. Jeżeli nie wiemy, ile talentów mamy, bądź czy dobrze nimi dysponujemy, wystarczy spojrzeć na to, jak traktujemy ludzi, którzy są najbliżej nas – rodzinę, przyjaciół, znajomych, kolegów z pracy i tych, których spotykamy. Czy w relacji z nimi pomnażamy talenty? Czy zakopujemy je gdzieś głęboko w sobie nie dzieląc się nimi?

Przy sądzie ostatecznym Bóg nie zapyta o sukcesy zawodowe, o pozycję w społeczeństwie, o zarobione pieniądze. Bóg zapyta, czy kochaliśmy i ile kochaliśmy. I czy nasza miłość wobec innych, choć trochę dorównywała ilością i jakością Bożej miłości wobec każdego z nas!

NIEDZIELA ZWYKŁA 12.11.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 25,1-13)

Terminy gonią wszystkich: budujących domy, autostrady, obwodnice; uczniów, którzy mają złożyć pracę, studentów, magistrantów; wszystkich tych, którzy się zdeklarowali do czegoś w danym przeciągu czasu. Ile nerwów i stresu, kiedy czas nagli, a my jeszcze nie mamy dokończonego tego do czego się zobowiązaliśmy? I choć termin jest znany, to jednak nie zawsze od nas zależy rezultat naszego zobowiązania.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o pannach, które nie znały terminu, ale wiedziały jakie jest ich zadanie, miały nieokreślony czas działania, a jednak nie wystarczył do tego, żeby się wyrobiły z tym zadaniem.

Panny, które dziś zaskoczył koniec czasu na działanie, przypominają nas, którzy ciągle sobie powtarzamy, że mamy czas, że nie trzeba nam się spieszyć, bo przecież jest jeszcze tyle czasu. Tylko zapominamy, że nieograniczony czas nie oznacza, że się nie skończy. Brak tej świadomości, może nas uśpić i przyczynić się do tego, że przestaniemy myśleć nad tym, co się dzieje wtedy kiedy czas się kończy. A przecież czas się skończy każdemu, prędzej czy później. Może być tak, że skończy się każdemu z osobna, a może być tak, że skończy nam się wszystkim razem. To, że dziś nic nie zapowiada tego, że zbliża się koniec dla nas czy dla świata, nie oznacza, że tego końca zaraz nie będzie… Tak jak Noe, który budował Arkę wtedy, kiedy nic nie zapowiadało powodzi, nabijali się z niego, on jednak wiedział, że zbliża się koniec czasu - początek potopu.

Spowiedź - po co? Przecież mam jeszcze czas! Pora się pogodzić, ale jeszcze nie teraz - mam czas! Pora zrobić coś ze swoim życiem - spokojnie, jeszcze jest tyle czasuuuu! - ILE? Kto z nas jest w stanie stwierdzić, że ma go dużo, bądź, że ma go mało? Nikt, dlatego tak ważne jest czuwanie, by nas nie zaskoczył termin i zdanie sprawy z tego, czy gotowi jesteśmy na przyjście Pana.

NIEDZIELA ZWYKŁA 05.11.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 23,1-12)

Ciężko jest słuchać tych, którzy każą siebie słuchać. Ciężko jest słuchać tych, których słowa nie mają poparcia w życiu. A z jaką lekkością przychodzi nam słuchać, tych którzy chcą naszego dobra i słowa, które wypowiadają potwierdzone są świadectwem ich życia, bądź słowa które wypowiadają są ich życiem.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus mówi, żeby słuchać i wykonywać to, co mówią uczeni, ale żeby ich nie naśladować… Jezus zwraca naszą uwagę na to co mówimy z tym jak żyjemy, czy w naszym życiu jest spójność tego co głosimy ze świadectwem codziennego życia.

Dzisiaj tak jak nigdy potrzeba jest świadków, a nie nauczycieli. Gdybyśmy spojrzeli na Pana Jezusa, to całe Jego nauczanie było poparte świadectwem życia. Wszystkie Jego znaki były dopełnieniem tego, jak żył i co mówił. Jezus nie uczył kochać słowami, Jezus uczył kochać - kochając. Wszystkie przypowieści i nauki były obrazem Jego miłości do nas. On po prostu kochał i głosił miłość. Wszystko co mówił i czynił było spójne, prawdziwe i pociągające, ponieważ było przesiąknięte ogromną miłością do nas.

Czasem główkujemy nad nowymi metodami ewangelizacji i dobrze, bo Dobrą Nowinę trzeba głosić, jednak często za nowymi technikami głoszenia Ewangelii pojawia się pokusa braku zaangażowania serca. Bardziej technika, akcja i działanie – niż miłość do tych, do których mówię. Byłem raz na ewangelizacji i grupa ewangelizatorów tak bardzo przejęła się głoszeniem Jezusa ludziom, których spotkają, że zapomnieli głosić Go najpierw sobie raniąc siebie bardzo… Jak ważna jest spójność tego co mówię z tym jak żyję! Często niezauważalny gest miłości, więcej powie i bardziej dotrze niż niejedna, pięknie przygotowana, konferencja. Doświadczyłem tego, kiedy przychodziłem do sklepu, w którym sprzedawał człowiek deklarujący się jako niewierzący. Podawałem mu rękę, mówiłem dzień dobry, a raz, gdy próbował wnieść wersalkę do swojego domu, zaproponowałem mu pomoc. Na drugi dzień spotkałem go i zaczął ze mną rozmawiać sam z siebie i powiedział, że po tym jak zaproponowałem mu pomoc, dostrzegł we mnie takiego samego człowieka jak on.

Spójność tego jak żyjemy z tym co mówimy da tylko miłość, która jest w nas dzięki stałej i częstej modlitwie. Wtedy nawet nie zauważamy, że zaczynamy naśladować Jezusa w tym jak żył i co mówił. Takie życie to prawdziwe świadectwo wiary, ponieważ każdy gest i słowo to spójność naszego serca w którym mieszka Bóg, czyli MIŁOŚĆ.

Nie trzeba grać, nie trzeba udawać – wystarczy być sobą, z takim uśmiechem jaki mam, z takim charakterem jaki mam, z taką osobowością jaką mam – Bóg nie chce być nami, On chce działać przez nas!

NIEDZIELA ZWYKŁA 29.10.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 22,34-40)

Ostatnio poruszaliśmy na lekcji religii temat miłości. Mówiliśmy o różnych stadiach i rodzajach miłości, no i doszliśmy do wniosku, że chyba nic nie wiemy na jej temat – aż w końcu padło pytanie: „więc czym właściwie jest miłość”?

Dzisiaj Jezus w Ewangelii mówi, że to co najważniejsze to kochać! Lecz jeżeli nie wiem co to miłość, to skąd mam wiedzieć kiedy kocham? A może bardzo lubię? Może jestem tylko emocjonalnie przywiązany?

Jeżeli ktoś się w życiu zakochał, to wie, co zakochaniu towarzyszy: motyle w brzuchu, jeść nie można, spać nie można, myśli ciągle przy tej jedynej czy jedynym. Temat zakochania od pierwszego wejrzenia też pewnie nie jest nam obcy. Opowiadał mi kiedyś tata mojego znajomego, jak poznał swoją żonę, zauważył ją w tramwaju i powiedział sobie ta albo żadna i nie odpuścił. Podobnie moi rodzice, tata opowiadał jak chciał zrobić wrażenie na mamie, kiedy siedzieli przy ognisku, on przepłynął całe jezioro, lecz ona nawet na niego nie zwróciła uwagi, a kiedy zwrócił się do niej po imieniu to odpowiedziała mu, że się w piaskownicy razem nie bawili 🙂 dziś są szczęśliwym małżeństwem, ale łatwo nie było.

Myślę, że większość z nas mogłaby opisać doświadczenie zakochania. Kiedy jednak przyjrzymy się naszej miłość do Boga, to uświadamiamy sobie jedno, że to nie my pierwsi pokochaliśmy Boga, lecz to On ukochał nas, a my odpowiadamy na Jego miłość. Miłość Boga do człowieka to nie miłość od pierwszego wejrzenia, lecz miłość po przejściach, ta miłość przeszła ogromną próbę. Bóg został zraniony przez człowieka, to znaczy – człowiek nie odwzajemnił miłości, choć na początku wydawało się wszystko super. Jak bardzo obrazuje to nasze życie, niby wszystko pięknie w związku, w małżeństwie - a tu raptownie taka rana wręcz przebite serce… Tak właśnie człowiek zranił Boga, przebił Mu serce. A Bóg mimo wszystko kocha, wciąż do nas przychodzi, wciąż nas szuka, wciąż i nieustannie mówi KOCHAM! Kiedy spojrzymy na nasze życie, na doświadczenie zranienia, zdamy sobie sprawę, że Bóg nas naprawdę kocha, ale jeżeli nie wyczerpuje się ta miłość, to znaczy że Bóg sam nią jest!! Bóg jest MIŁOŚCIĄ, bo nigdy nie ustaje, zawsze kocha!

Jeżeli chcemy odwzajemnić choć trochę tę miłość, to nie wystarczy Boga znać, czy przychodzić do kościoła, trzeba zacząć w końcu kochać! Kiedy pojawiają się w nas grzeszne myśli, ale w nie nie wchodzimy nie grzeszymy, tak samo jeżeli pojawia się w naszym życiu miłość, ale nie wchodzimy w nią, to znaczy nie zaczynamy kochać, to nie kochamy… Zatem, jeśli chcemy Boga kochać, całym sercem, całym umysłem i całą duszą – czyli całym sobą, to dlatego, że Bóg nas ukochał całym Sobą, nie zostawił nic dla Siebie oddał całego Siebie! Bóg oddaje się cały, więc i my winniśmy Go kochać cali!! Na taką miłość nie można odpowiedzieć inaczej! Owocem tej miłości jest miłość do bliźniego, bez wybiórczości – kocham każdego i nie dlatego, że potrafię tylko dlatego, że kocham, bo Bóg kocha każdego i jeżeli ze mnie nie zrezygnował i ja nie rezygnuję z nikogo!

Byłem w Domu Samotnej Matki, była tam młoda dziewczyna, miała dziecko, a jej chłopak siedział w więzieniu. Kiedy zapytałem ją co to dla niej miłość, powiedziała że doświadczyła od tego chłopaka wiele cierpienia, wiele bólu, że wiele razy ją zranił – ale powiedziała, że dla niej miłość to właśnie on.

Dla Boga miłością jest każdy z nas! Czy dla każdego z nas Bóg jest miłością?

NIEDZIELA ZWYKŁA 22.10.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 22,15-21)

Często mówimy, że pieniądze nie są najważniejsze, że pieniądze szczęścia nie dają! Za pewne jest w tym prawda i sens, jednak pieniądze nie byłyby w życiu ważne, gdyby ich od nas nie wymagano na każdym kroku. Często słyszymy, czy nawet sami mówimy: „wszędzie wołają pieniądze” i to przeświadczenie, że nic w życiu nie ma za darmo. Życie bez pieniędzy jest wręcz niemożliwe, jednak większą sztuką jest żyć z pieniędzmi.

Historia z dzisiejszej Ewangelii rozgrywa się wokół denara. Faryzeusze i zwolennicy Heroda chcąc wystawić Jezusa na próbę, posługują się pieniądzem. Pieniądz w ich rękach jest narzędziem, które nie służy dobru, ani koniecznym opłatom – denar staje się dla nich możliwością realizacji swoich złych i przewrotnych planów.

Pytanie jakie dzisiaj stawiam sobie i wam, kochani, brzmi: do czego służy mi pieniądz i jakim jest narzędziem w moich rękach?

Gdybyśmy spojrzeli na nasze życie, starsi przez pryzmat pracy, to znaczy przez zabieganie o wynagrodzenie, czyli pieniądze; młodsi przez pryzmat przyszłości – jak często mówimy, że to Ci pieniędzy nie da, wybierając studia bardzo często patrzymy ekonomicznie. I tak na dobrą sprawę wychodzi na to, że większość naszego dnia, naszego życia, to zarabianie pieniędzy. Wzrastamy z myślą, że „trzeba się w życiu dobrze ustawić”. Stawiamy na szali nasze marzenia i plany – bo jednak możliwość i konieczność zarabiania pieniędzy jest większa, niż nasze szczęście. Ostatnio rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który mówi mi, że jest osobą wierzącą, że ufa Bogu, że się modli, chodzi do Kościoła, jednak postanowił wszystko co posiada oraz cała rodzinę ubezpieczyć i to na niemałe pieniądze – bo jak by się komuś coś stało, to niemałe pieniądze z tego będą. Niby nic takiego, ale to już nie Bóg jest na pierwszym miejscu…

Proporcje przebywania z Bogiem, modlitwą a pracą, zarabianiem pieniędzy, martwieniem się o nie i ciągłym kombinowaniem co tu zrobić, żeby było ich więcej, są nieporównywalne, dlatego też bardzo ciężko dziś „oddać cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Ciężko dziś zachować równowagę dlatego, że miejscem pieniądza jest portfel, a on zaczął przejmować nasze serce, tym samym zajął miejsce Boga. Dlatego też przestajemy umiejętnie z niego korzystać, a z drugiej strony ciągle o niego zabiegamy i o nim myślimy.

Jeżeli ktoś w swoim życiu doświadczył Boga i tego, że kiedy Jemu się zaufa i z Nim idzie przez życie, niczego człowiekowi nie zabraknie, nawet gdy będą trudniejsze chwile, to jednak nigdy nie będzie tak, że Bóg będzie bezczynnie się przyglądał na naszą niedolę.

Miejsce pieniądza to portfel, ewentualnie konto bankowe, a nie serce! Jeżeli tak będzie w naszym życiu, to Bóg będzie na właściwym miejscu, a pieniądz nam krzywdy nie zrobi!

NIEDZIELA ZWYKŁA 15.10.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 22,1-14)

Nie ma się co oszukiwać, ale dużą wagę przykładamy do ubioru, już nawet nie tyle, żeby się tylko ubrać, ale żeby się w tym ubraniu dobrze czuć, żeby dobrze wyglądać - tacy już jesteśmy. Mamy swoje ciuchy na różne okazje, bywa już nawet tak, że szyjemy ubranie na daną okoliczność, albo godzinami szukamy w sklepach, bądź w Internecie. A jeszcze jak się pojawi taka impreza, która ma się więcej nie powtórzyć, to już w ogóle kreacje są przeróżne. Byłem tydzień temu na weselu swojej siostry i wiem co piszę 😉

Dzisiaj w Ewangelii słyszymy, że zaproszeni nie byli godni uczty weselnej, a znalazł się też taki człowiek, który nie miał odpowiedniego stroju i został wręcz wyrzucony z wesela. A podobno „nie szata zdobi człowieka”...

Więc jak to właściwie jest? Co nam dzisiaj chce Bóg powiedzieć przez tę przypowieść?

Kochani, doskonale wiemy, że szata to może ewentualnie sprawić, że będziemy się lepiej czuli, że będziemy elegancko wyglądać, ale nigdy nie wpłynie na to, jak Bóg nas widzi! Nasze ubiory mogą wpłynąć na opinię ludzką, nigdy na Boga! Szata może zdobić nasze ciało, jednak nie to jest najważniejsze. Pytanie jakie powinniśmy sobie postawić, jest następujące: co jest w stanie ozdobić moją duszę? Czy ja będąc dzisiaj w kościele na uczcie Eucharystycznej jestem ubrany w strój weselny, to znaczy czy mam przystrojoną duszę? Bo jeżeli dzisiaj Bóg mówi, że „wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” to co ja dzisiaj właściwie robię na Mszy? Czy jestem tutaj dlatego, że jest uczta Eucharystyczna, że tutaj spotkam Boga, usłyszę Jego głos, czy dlatego, że wszyscy szli, że jest niedziela, że nie wypadało nie pójść…

Każdy z nas kochani po chrzcie stał się godnym tej uczty, jednak nie każdy dba o to, żeby na tej uczcie mieć przystrojoną duszę… Możemy dobrze wyglądać przed ludźmi, jednak Boga nie oszukamy. Dbanie o swoją duszę to nic innego, jak przygotowywanie się na tę wieczną ucztę, i każda nasza troska o strój weselny wpłynie na nasz wygląd w Dniu Ostatecznym.

Dobrze wyglądać przed Bogiem, to nic innego jak być gotowym na spotkanie z Nim! Więc jeżeli potrafimy się pięknie ubierać, aby dobrze wyglądać przed spotkaniem z ludźmi, to o ileż bardziej winniśmy postarać się o to, aby dobrze wyglądać w dniu spotkania z Bogiem…

NIEDZIELA ZWYKŁA 08.10.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 21,33-43)

 

Trud i wysiłek, który często wkładamy w pracę aby wydała ona owoc, bywa naprawdę duży. Pamiętam jak byłem na doświadczeniu we wspólnocie Cenacolo i moim zadaniem było przekopać ziemię w sporej folii, gdzie miały być zasiane warzywa. Folia była bardzo duża i jedyne co mnie motywowało do tego, aby pracować i nie zrażać się tym jak dużo kopania przede mną, było ciągłe myślenie o tym, co teraz robię, a nie ile jeszcze muszę zrobić. Tak samo było kiedy jechałem do babci na wykopki, kiedy stawałem na początku wykopanych rządków, strach było podnosić głowę i spojrzeć przed siebie : ile jeszcze zostało zbierania, aż się odechciewało zaczynać…

W dzisiejszej Ewangelii Jezus w przypowieści mówi właśnie o takiej postawie człowieka, który zgadza się na to, o co jest proszony, deklaruje swoją gotowość do pracy, jednak nigdy jej nie wykonuje, nie trafia w miejsce, do którego się zgłosił. A z drugiej strony Jezus stawia człowieka, który nie przyjmuje propozycji, nie chce pracować i być tam gdzie go o to proszą – jednak po pewnym czasie wyciąga wnioski i zmienia zdanie.
Ile wysiłku i pracy trzeba włożyć w to, aby owa praca przyniosła owoc taki jaki chcemy i nie dotyczy to przecież tylko plonów, ale jakże często dotyczy to życia. Poczynając od sportowców, naukowców, piosenkarzy, aktorów, wszystkich tych, którzy w życiu naprawdę chcą osiągnąć konkretny owoc swojej pracy, muszą się zmierzyć z niemałym trudem, który bardzo często demotywuje, paraliżuje i zniechęca do takiego stopnia, że przestajemy walczyć i zabiegać o owoce…

Dzisiaj liturgia Słowa mówi nam o Bogu, który troszczy się i dba, trudzi i wkłada wiele wysiłku w to, aby Jego winnica wydała plon. Nie kalkuluje zysków ani strat, po prostu walczy o owoc w swojej winnicy. Bóg się nie poddaje, ani nie zniechęca, walczy nieustannie o to, aby w końcu w Jego winnicy pojawił się owoc…

Bóg, który ma nadzieję, przypomina mi, kochani, ludzi, którzy każdego dnia walczą o swoje „małe” owoce: w szkole, na treningu, w pracy, w domu. Ta troska Boga widoczna jest dla mnie zawsze wtedy, kiedy widzę z jednej strony miłość rodziców do dzieci, a z drugiej ich bezradność i mimo to nie poddają się, dostrzegam ten obraz Boga w nauczycielach, którzy walczą o uczniów napotykając nie małe trudności. Ten obraz to dla mnie również walka księży o parafian.

Jeżeli kochani, Bóg wobec nas się nie poddaje, ale ciągle walczy o to, aby Jego winnica przynosiła należyte owoce, abyśmy my każdego dnia stawali się lepsi, to znaczy stawali się smaczniejszym owocem wypełnionym Bożą miłością, to właśnie po to, aby i w naszych winnicach pojawił się smaczny owoc – miłość Boża! Jeżeli kochani my staniemy się smacznym owocem, nasze winnice też zaczną ten owoc wydawać. Każdy kto doświadczył troski Boga, kto doświadczył Jego walki i starań o własne serce, będzie wiedział, jak zawalczyć o serca najbliższych, serca przyjaciół, i serca tych, którym się wydaje, że nie należą do żadnej winnicy.

Bóg oddał wszystko, abyśmy wydali owoc. Ile dziś ja jestem w stanie dać, aby stać się dobrym owocem? Ile jestem w stanie dać, aby ludzie obok mnie wydali dobry owoc?

NIEDZIELA ZWYKŁA 01.10.2017


ŻYJ W ŚWIETLE SŁOWA BOŻEGO...

zaprasza ks. Patryk Wojcieszak

(Mt 21,28-32)

Za każdym razem kiedy czytam Pismo Święte i trafiam na ten fragment, który dzisiaj daje nam Kościół w Ewangelii, przypomina mi się scena z domu rodzinnego: kiedy siedzę przy komputerze i mama prosi, żebym coś zrobił. Najczęściej prosiła, żeby wyrzucić śmieci, no i ja oczywiście się zgadzałem mówiąc: „już idę”. Tyle razy wypowiedziałem to słowo, że w konsekwencji nie poszedłem i tego, o co mama prosiła nie zrobiłem, ponieważ tak byłem zajęty tym, co robię i choć deklarowałem swoją gotowość do pomocy, to jednak moja deklaracja nie przerodziła się w czyn.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus w przypowieści mówi właśnie o takiej postawie człowieka, który zgadza się na to, o co jest proszony, deklaruje swoją gotowość do pracy, jednak nigdy jej nie wykonuje, nie trafia w miejsce, do którego się zgłosił. A z drugiej strony Jezus stawia człowieka, który nie przyjmuje propozycji, nie chce pracować i być tam gdzie go o to proszą – jednak po pewnym czasie wyciąga wnioski i zmienia zdanie.

Ile, Kochani, w naszym życiu deklaracji, pięknych słów wobec siebie, wobec drugiego człowieka, wobec Boga? Potrafimy obiecywać, potrafimy dawać słowo, potrafimy pięknie mówić – ale z realizacją tego wszystkiego naprawdę bywa gorzej. Myślę że nie jeden z nas obiecywał sobie, że tego czy tego nie zrobi, albo nie raz się zarzekaliśmy wobec drugiego człowieka, że już więcej się to nie powtórzy – a później słyszeliśmy „ty już chyba nie pamiętasz, co ostatnio obiecałeś?”

A wobec Boga? Nigdy Mu niczego nie obiecałem? Na nic się nie zgadzałem? Może warto dziś przypomnieć sobie czy oby czasem nie wyraziłem swojej gotowości: „idę Panie”, a do tej pory tego nie zrobiłem. Czy nie planowałem spowiedzi? Może obiecałem jakieś wyrzeczenie, może post? Może miałem się z kimś spotkać i powiedzieć „przepraszam”, bądź „dziękuję”?

Kochani, Bóg daje nam dziś możliwość byśmy się opamiętali, to znaczy byśmy sobie przypomnieli jak ważne jest Słowo Boga, a zarazem jak ważne jest słowo dane Bogu i drugiemu człowiekowi.